Metalowiec zaprasza

February 23rd, 2009

Szkoleniowcy MKS Metalowiec Łódź prowadzą nabór do sekcji sportowych.

Bogusław Felczak oczekuje chłopców zainteresowanych piłką nożną z rocznika 1997 i młodszych (we wtorki i czwartki o godz. 17 w Szkole Podstawowej nr 83, ul. Podmiejska 21 oraz w soboty, godz. 11, na boisku przy ul. Jachowicza 1). Radosław Fremel czeka na dziewczęta do sekcji piłkarskiej (w soboty, godz. 11, ul. Jachowicza 1). Władysław Kierczyński (triathlon) oczekuje chętnych z roczników 1995 i 1996. Telefony kontaktowe: 684-37-93 i 503-852-043.

Autor artykułu: (bart)

Łużyczanie z terenów Łodzi

May 29th, 2003

Cmentarzysko z kilkoma grobami popielnicowymi i jednym komorowym odkryli łódzcy archeolodzy w okolicach Grupowej Oczyszczalni Ścieków. Znalezisko pochodzi z czasów kultury łużyckiej, czyli około 1200–800 r. p. n. e.

– Jedna z wykopanych przez nas popielnic była imponujących rozmiarów – relacjonuje Paweł Zawilski, archeolog z Uniwersytetu Łódzkiego.

– We dwóch mieliśmy kłopoty z wyciągnięciem jej z ziemi. Wysoka na około pół metra, ale biorąc pod uwagę, że cała jest wypełniona, to trudno było ją unieść. Chociaż zżera nas ciekawość i chcielibyśmy jak najszybciej zajrzeć do środka, czekamy na badania antropologa. Określi on, ile osób zostało w niej pochowanych, jakiej płci i w jakim wieku.

Archeolodzy przypuszczają, że wewnątrz mogą znaleźć ozdoby lub fragmenty broni. Na razie zabezpieczyli popielnice bandażami.

Autor artykułu: (alp)

Sprzęt izraelskich tancerzy został odnaleziony

May 29th, 2003

Ciężarowego mercedesa ze sprzętem i dekoracjami należącymi do zespołu tancerzy z Izraela, odnaleźli wczoraj policjanci z Aleksandrowa. Pojazd stał na dukcie leśnym w Rąbieniu. Ze środka nic nie zginęło. Zespół odzyska mienie warte 70 tysięcy dolarów, a firma spedycyjna z Poznania, wynajęta do przewozu – samochód wartości 30 tys. złotych.

Artyści z Izraela występowali na Łódzkich Spotkaniach Baletowych w Teatrze Wielkim. Mercedes 711 D, przewożący ich wyposażenie, zniknął w poniedziałek 26 maja sprzed Urzędu Celnego nr 2 przy ul. św. Teresy w Łodzi. Złodzieje zabrali auto, gdy kierowca załatwiał formalności związane z odprawą sprzętu akustycznego.

Nazajutrz członkowie zespołu odlecieli do Izraela. Odzyskanie sprzętu będzie dla nich na pewno miłą niespodzianką. Ciężarówkę z ładunkiem zabezpieczono na policyjnym parkingu w Zgierzu.

Autor artykułu: (dj)

Chorują przez ustawę

May 28th, 2003

Od nowego roku weszła w życie ustawa, zgodnie z którą przy krótkim zwolnieniu (do 7 dni) za pierwszy dzień nieobecności w pracy nie otrzymujemy zasiłku chorobowego. Kto choruje 6 dni, dostaje pieniądze tylko za 5 dni. Nowe przepisy sprawiły, że krótsze choroby stały się nieopłacalne.

– W ciągu ostatnich kilku lat pracownicy coraz mniej i coraz krócej chorowali. Gwałtowna zmiana nastąpiła na początku tego roku – mówi Jerzy Pietrasik, rzecznik łódzkiego ZUS-u.

Nie wiadomo jak wiele z tych zwolnień jest uzasadnionych. W wyniku wyrywkowych kontroli ustaliliśmy, że przez pierwsze trzy miesiące roku w Łodzi wyłudzono w sumie 2100 dni chorobowego. Ale to tylko niewielki odsetek, bo pracownicy ZUS-u kontrolują tylko dłuższe zwolnienia. Gdy pracownik choruje 7 dni, może zwolnienie dostarczyć firmie w ostatnim dniu i wówczas nie ma żadnej możliwości przeprowadzenia kontroli.

Z porównań danych statystycznych wynika, że w tym roku przez pierwszy kwartał łodzianie chorowali sto trzydzieści tysięcy dni więcej niż w tym samym okresie roku 2002! Każdego dnia na zwolnieniu było 1500 osób więcej niż w poprzednim roku. Zasiłki chorobowe wypłacone za ten okres były wyższe o prawie 6 milionów złotych.

Andrzej Karpiński, właściciel firmy budowlanej, zauważył, że od momentu wejścia w życie nowych przepisów prawie żaden z jego pracowników nie przychodzi z krótkim
3–5-dniowym zwolnieniem.

– Ludzie potrafią liczyć i odmawiają krótszego chorobowego, bo sporo na tym tracą. Trudno im się dziwić – twierdzi Andrzej Karpiński.

Takie działanie spowodowało jednak poważne kłopoty firm. Za zwolnienia krótsze niż 30-dniowe płacą bowiem ich właściciele.

Finansowych skutków obowiązującego od 1 stycznia przepisu o bezpłatnym pierwszym dniu choroby wystraszył się też rząd. W najbliższym czasie bzdurny przepis ma być zmieniony.

Autor artykułu: (kz)

Urodziny Politechniki

May 26th, 2003

W sobotę Politechnika Łódzka obchodziła 58. rocznicę swego powstania. W 1945 roku nowa uczelnia otrzymała od Skarbu Państwa kompleks budynków po upadłym Towarzystwie Akcyjnym wyrobów bawełnianych S. Rosenblatt przy ul. Żwirki. Od tego czasu dyplomy Politechniki Łódzkiej otrzymało ponad 58 tys. absolwentów. Tytuł doktora habilitowanego nadano 430 osobom, a 2290 osób zapracowało sobie na stopień doktora nauk.

W sobotę w uroczystym posiedzeniu Senatu uczelni w audytorium im. A. Sołtana przy ul. Stefanowskiego uczestniczyli również goście z Glasgow i Nowogrodu.
W muzeum obok audytorium otwarto wystawę „Politechnika Łódzka w starej fotografii”, gdzie można zobaczyć np. rozciągarki grzebieniowo-wałkujące wydziału włókiennictwa z lat 40. czy ówczesne wyposażenie laboratoriów uczelni.

Autor artykułu:

Dziś wielki finał „Najpiękniejszej Mamy i Córki 2003”

May 26th, 2003

Do gali wyborów „Najpiękniejszej Mamy i Córki 2003” pozostały już tylko godziny. Dziś wieczorem wyjaśni się, której z czternastu par przypadnie ten tytuł i zarazem trofeum w naszym konkursie – czerwony daewoo matiz.

Finalistki mają za sobą bardzo pracowity i męczący weekend. Większą część piątku, soboty i niedzieli spędziły w sali sekcji choreograficznej Centrum Zajęć Pozaszkolnych nr 1, gdzie przygotowywały się do koncertu finałowego pod okiem Jarosława Zimowskiego. Na szczęście dobry humor nie opuszczał ich nawet przez chwilę, choć na sobotniej próbie w strojach kąpielowych pomarzły, jakby za oknem była późna jesień.

– Zaczęłyśmy w kostiumach kąpielowych, kończyłyśmy próbę w bluzkach i spodniach – śmiała się jedna z córek.

– Dzięki tym przygotowaniom nie boimy się finału. Szybko się zżyłyśmy, a wszystko dzieje się w tak miłej, rozluźniającej atmosferze, że żadna z nas nie myśli jeszcze o finałowym wieczorze. Ale zobaczymy, co będzie na kilka godzin przed koncertem – zwierzała się jedna z mam.

– Mam nadzieję, że nie będziemy sztywne jak kije od szczotek – żartowała córka.

Uczestniczki bardzo szybko się zaprzyjaźniły. Wszystkie są już ze sobą po imieniu, wzajemnie doradzają sobie w co się ubrać, jak uczesać i umalować na finał.

– Zupełnie nie czuję, że jesteśmy rywalkami – przyznała jedna z pań.

Dziś czeka uczestniczki jeszcze próba na kilka godzin przed finałem, a o godzinie 19… gala, która rozstrzygnie o wszystkim. Kto nie będzie na koncercie w hali „WW” na terenie Łódzkiego Centrum Filmowego, o wynikach głosowania jury, publiczności i internautów dowie się jutro z „Expressu”.

Autor artykułu: (pij)

Złoty gol Dymkowskiego

May 26th, 2003

Widzew zdobył w spotkaniu z Górnikiem Zabrze kolejne trzy punkty i zrobił kolejny krok do utrzymania się w ekstraklasie. Zwycięskiego gola dla łódzkiego zespołu zdobył w 24 min. meczu Robert Dymkowski. Łodzianie mają 2 pkt. przewagi nad zagrożoną spadkiem strefą.

Przed meczem wszyscy obecni na stadionie minutą ciszy uczcili pamięć zmarłego Antoniego Nockowskiego. W pierwszych minutach meczu nie działo się na boisku nic ciekawego. Piłka najczęściej przebywała w środku pola, a piłkarze nie potrafili przeprowadzić składnej akcji.

W zespole gości bardzo aktywny od samego początku spotkania był Adrian Sikora. To on sprawił, że jako pierwszy musiał interweniować Zbigniew Robakiewicz. W 11 min. odważnym wybiegiem wyprzedził napastnika z Zabrza. W odpowiedzi, po dośrodkowaniu Macieja Terleckiego i strzale głową Roberta Dymkowskiego, golkiper Górnika Zabrze – Michał Wróbel wybił piłkę za linię końcową. Po rzucie rożnym groźnie, tuż nad poprzeczką, strzelał głową Piotr Włodarczyk.

W kolejnych minutach inicjatywę przejęli widzewiacy. W 18 min. meczu Kazimierz Węgrzyn próbował zaskoczyć zabrzan strzałem z przewrotki, ale piłka trafiła w nogi zabrskich obrońców. Pięć minut później mocno, ale niecelnie z dystansu ok 25 m uderzył Brazylijczyk Giuliano.

Po upływie kolejnej minuty Widzew prowadził 1:0. Po wymianie podań pomiędzy Patrykiem Rachwałem i Terleckim, kapitan polskiej młodzieżówki posłał piłkę do Giuliano. Brazylijczyk głową przekazał futbolówkę do Dymkowskiego, który przyjął ją na klatkę piersiową i dokładnym uderzeniem umieścił w dolnym rogu bramki Górnika.

Po objęciu prowadzenia widzewiacy więcej uwagi poświęcili obronie własnej bramki. Słabo w środku pola spisywali się w tym czasie Jerzy Podrbożny i Maciej Terlecki, którzy nie potrafili zawiązać ofensywnych akcji. Dwa razy natomiast było gorąco pod bramką Widzewa. W 30 min. meczu Sikora wywalczył rzut rożny, po którym Jacek Wiśniewski głową posłał piłkę tuż nad poprzeczką łódzkiej bramki. Po dziesięciu minutach fatalnie zagrał Robakiewicz. Wykopując piłkę trafił nią wprost w Sikorę, który chyba tylko dlatego nie wykorzystał sytuacji, bo był zaskoczony prezentem.

Po przerwie gra właściwie rozpoczęła się w 63 min. meczu, gdy widzewiacy przeprowadzili pierwszą w drugiej połowie groźną akcję. Z lewej strony dośrodkował Darci Monteiro, a Grzegorz Lekki uprzedził Włodarczyka i jak się mówi, zdjął łódzkiemu napastnikowi piłkę z głowy. Dziewięć minut później Podbrożny, spisujący się w drugiej połowie znacznie lepiej niż do przerwy, rozegrał piłkę z Dymkowskim, podał do Monteiro, ale Brazylijczyk strzelił wysoko nad poprzeczką.

W 73 min. Giuliano uderzył z dystansu, ale piłkę zmierzającą w środek bramki złapał Wróbel. Po dwóch minutach znów przy piłce na lewej stronie boiska był Monteiro, posłał piłkę dokładnie do Włodarczyka, który strzeliłą mocno z woleja. Piłka ku rozpaczy napastnika Widzewa i kibiców trafiła w zewnętrzną stronę słupka.

W 78 min. Podbrożny z lewej strony pola karnego z rzutu wolnego celował w przeciwległe okienko bramki Górnika, ale strzał był niecelny. Minutę później po indywidualnej akcji znów Podbrożny próbował zaskoczyć Wróbla, ale bramkarz Górnika był na posterunku. Dwie minuty później Sikora popisał się efektowną przewrotką, ale Robakiewicz bez trudu złapał zmierzającą w niego piłkę.

Jeszcze w 90 min. gry Włodarczyk mógł podwyższyć rozmiar zwycięstwa Widzewa. Otrzymał bardzo dokładne podanie od Rachwała, ale źle przyjął piłkę na klatkę piersiową. Wróbel wyszedł daleko przed swoją bramkę i zażegnał niebezpieczeństwo.

Autor artykułu: (mm)

Odszkodowanie za żółtaczkę

May 23rd, 2003

50 tys. zł odszkodowania plus odsetki dostanie łodzianin Ryszard K. za zakażenie w szpitalu żółtaczką typu C. Tak zadecydował Sąd Okręgowy.

Do zakażenia doszło w 1991 roku, podczas operacji jelita grubego w szpitalu im. Pirogowa. Ryszard K. złożył pozew przeciwko lekarzom w 1997 roku. Proces cywilny rozpoczął się rok później. Trwał blisko sześć lat. Mężczyzna na skutek tego zakażenia otrzymał II grupę inwalidzką.

Sąd uznał, że nie ma wątpliwości, że do zakażenia doszło w szpitalu im. Pirogowa. Powód domagał się od szpitala najpierw 40 tys. zł, a później o 10 tys. więcej plus ustawowe odsetki.

Sąd ustalił również odpowiedzialność za wszystkie skutki tego zakażenia, które ujawnią się w przyszłości. Jeżeli Ryszard K. nie zostanie wyleczony albo jego stan zdrowia się pogorszy i nie będzie miał środków na dalszą kurację, to szpital będzie musiał pokrywać koszty tego leczenia już bez kolejnego procesu.

Wyrok nie jest prawomocny. Strona pozwana złożyła właśnie zapowiedź apelacji.

Autor artykułu: (dag)

Ekstra kosz w Łodzi

May 23rd, 2003

Miłośnicy męskiego basketu, a jest ich w w Łodzi tysiące, z pewnością nie przepuszczą takiej okazji. Dziś w nowej hali w parku 3 Maja o godz. 18.30 wystąpi czołowy zespół ekstraklasy Komfort Krono Plus Stargard Szczeciński.

Rywalem ligowego teamu będzie reprezentacja Łodzi, złożona z najlepszych koszykarzy grających i wywodzących się z naszego miasta. Bilet na mecz kosztuje tylko 5 złotych, a atrakcji i sportowych emocji z pewnością nie zabraknie.

Autor artykułu: (p)

Poznasz każdego po butach jego

May 23rd, 2003

Początkowo na fotelu pucybuta zasiadali niemal tylko ci łodzianie, którzy właśnie kupili… nowe buty. Mało kto pojawiał się w ulubionym, ale podniszczonym obuwiu. Na szczęście to się zmienia, dzięki czemu pucybuci na „Pietrynie” mają coraz więcej wiernych klientów, a ich gustowne warsztaty pracy nie znikają z tej ulicy.

Ich obecność dodaje ulicy Piotrkowskiej specyficznego klimatu. Dla nich z kolei praca na tej najważniejszej dla miasta arterii jest okazją do zupełnie innego spojrzenia na Łódź i jej mieszkańców.

Wstydliwi i sentymentalni

– Po butach łodzian widać, że to miasto się starzeje – uważa Tomasz Cieślak pracujący przed Grand Hotelem. – Łodzianie noszą często zniszczone i przykurzone buty, z którymi mimo upływu czasu, nie mogą się rozstać. Jest grono klientów, którzy za nic w świecie właśnie dlatego nie usiądą na moim fotelu. Trochę ze wstydu, trochę chyba z nieśmiałości.

Pucybuci uważają, że sporo osób pojawia się u nich ze zwykłej, ludzkiej ciekawości. Pragną na własnych butach sprawdzić jak wygląda praca czyścibuta.

– Opowiadają, że pierwszy raz zobaczyli glancmajstrów za granicą i bardzo cieszy ich, że pracujemy też w Łodzi, bo tu mają odwagę, a za granicą było im jakoś nieswojo – dodaje T. Cieślak.

Niektórzy klienci zasiadają na wygodnym, pucybuckim „tronie”, bo pamiętają jeszcze, że widok człowieka czyszczącego buty był kiedyś codziennością na polskich ulicach. Są to klienci starej daty czyli „sentymentalni”.

– Tych z racji wieku jest jednak najmniej. Szkoda, bo są najbardziej uprzejmą grupą klientów. Umieją docenić i szanują naszą pracę – przyznają zgodnie pucybuci.

Każdy but ma swój czas

Zdaniem pucybutów klientów można podzielić nie tylko na „ciekawskich” i „sentymentalnych”. Jeśli zastosować kryterium pory dnia, okaże się, że ich rodzajów jest znacznie więcej.

– Od godz. 10 do 13 mamy klientów „studenckich” – mówi Tomek. – To młodzi ludzie, którzy najczęściej chodzą w sportowych, wygodnych butach i raczej nie dadzą zaprosić się na fotel.

Od godz. 13 do 15 na „Pietrynie” pojawiają się panie, które wyskoczyły z pracy na zakupy lub przekąsić co nieco. To godziny „lanczowe”.

– Takie kobiety też raczej trudno namówić na czyszczenie, bo do pracy poszły w czystych butach – mówią pucybuci. – Jeśli zaprosimy je na fotel, obrażą się, bo pomyślą, że mają brudne buty.

Między godz. 15 a 16 jest czas dla biznesmenów. Właśnie wtedy odbywają się zawodowe spotkania, a kawiarnie powoli zapełniają się bogatymi posiadaczami drogich butów.

– Na ekskluzywnych klientów trzeba mieć sposób – mówi Tomasz Cieślak. – Koniecznie trzeba ich zagadnąć, zaciekawić i przyhamować, bo chodzą bardzo szybko i nie mają czasu. Mają za to dobrej jakości buty ze skóry, przy których jest sporo frajdy i przyzwoity napiwek.

Około godz. 17 zaczynają królować zakochane pary. Wtedy „tron” jest miejscem romantycznych pogawędek. Młodzi ludzie trochę dla rozrywki, trochę dla odmiany proszą o wyczyszczenie butów. I tak do wieczora.

– Po godz. 20 klientów jest jak na lekarstwo – dodaje glancmajster. – Ci, którzy skończyli pracę, już dawno są w domu, a ci, którzy wyszli poszaleć, jeszcze nie wyszli z pubów i knajp.

– Mam kilku stałych klientów, którzy po prostu lubią, gdy ktoś czyści im buty – mówi pucybut. – Na przykład pan Janek, właścicel prywatnej firmy, przychodzi codziennie i codziennie w innych butach. Tłumaczy, że ma tyle spraw na głowie, że na pastowanie po prostu brakuje mu czasu. Jest też jego kolega, który przychodzi do mnie zawsze w… czystych butach, bo po prostu lubi być elegancki. Siedzenie w fotelu wykorzystuje natomiast na miłą pogawędkę i traktuje jako formę sympatycznego spędzenia czasu. Bo tak naprawdę pucybut musi być dla klienta jak psycholog. Wysłuchać, doradzić i nierzadko poprawić nastrój.

Autor artykułu: Agnieszka Gospodarczyk