Metalowiec zaprasza

February 23rd, 2009

Szkoleniowcy MKS Metalowiec Łódź prowadzą nabór do sekcji sportowych.

Bogusław Felczak oczekuje chłopców zainteresowanych piłką nożną z rocznika 1997 i młodszych (we wtorki i czwartki o godz. 17 w Szkole Podstawowej nr 83, ul. Podmiejska 21 oraz w soboty, godz. 11, na boisku przy ul. Jachowicza 1). Radosław Fremel czeka na dziewczęta do sekcji piłkarskiej (w soboty, godz. 11, ul. Jachowicza 1). Władysław Kierczyński (triathlon) oczekuje chętnych z roczników 1995 i 1996. Telefony kontaktowe: 684-37-93 i 503-852-043.

Autor artykułu: (bart)

Pierwsze miejsce Katarzyny Łuczak

October 15th, 2002

Osiem medali (złoty, trzy srebrne i cztery brązowe) 11. mistrzostw świata ITKF w karate tradycyjnym zdobyła w Belgradzie 17-osobowa reprezentacja Polski. Złoty wywalczyła w konkurencji fuku-go Katarzyna Łuczak (AKK Łódź). Z poprzednich mistrzostw świata w 2000 roku w Bolonii (Włochy) Polacy przywieźli 7 medali. W imprezie startowali zawodnicy z 42 krajów.

Nas łodzian musi cieszyć to, że 6 z 8 medali wywalczyli zawodnicy Akademickiego Klubu Karate z Łodzi , a jeden karatecy Sokoła Syguła Aleksandrów. Wniosek stąd płynie jeden: jesteśmy potęgą karate tradycyjnego.

W Belgradzie medale zdobyli: złoty Katarzyna Łuczak (AKK Łódź) w fuku-go; srebrne Katarzyna Krzywańska (AKK Łódź) w kata indywidualnym, Damian Karwacki (AKK Łódź), Krzysztof Neugebauer (Stołeczny KK CPS Polska) i Andrzej Zarzeczny (KKT Orzeł Poznań) w kata drużynowym, Maciej Grubski (CPSiR Dragon Poddębice) i Mariusz Lewandowski (AKK Łódź) w en-bu mężczyzna/mężczyzna; brązowe Marta Niewczas (KU AZS Uniwersytet Rzeszowski) w kumite indywidualnym, Jacek Dumka, Radosław Olczyk (TS Sokół-Syguła Aleksandrów Łódzki), Jerzy Szcząchor (KK Pruszków), Łukasz Wójcik (Kluczborski KK) w kumite drużynowym, Iwona Furmanek, Anna Kulczyńska i Joanna Szeremeta (AKK Łódź) w kata drużynowym, Mariusz Lewandowski (AKK Łódź) i Maja Ostrowska (CPSiR Dragon Poddębice) w en-bu mężczyzna/kobieta.

Prezes Polskiego Związku Karate Tradycyjnego – Włodzimierz Kwieciński: Jestem zadowolony, bo zdobyliśmy najwięcej medali w historii naszych startów na mistrzostwach świata. Pozostał jednak pewien niedosyt. Liczyłem na trzy złote krążki, skończyło się na jednym. Nasi zawodnicy walczyli wspaniale, ale sędziowie niezbyt wysoko ocenili ich starania. Najważniejsze, że mamy młodą, perspektywiczną drużynę, która sprawi nam jeszcze niejedną przyjemną niespodziankę.

Autor artykułu: (p)

Liga Mistrzów piłkarzy wodnych na pływalni Anilany

October 15th, 2002

Łódzkich sympatyków piłki wodnej czekają nie lada emocje. Na pływalni przy ulicy Sobolowej 1 od jutra do niedzieli odbędzie się eliminacyjny turniej Ligi Mistrzów waterpolistów. Gospodarzem imprezy jest Łódzkie Sportowe Towarzystwo Waterpolowe Polonia SA, a łodzianie zmierzą się z mistrzami Słowenii AVK Triglav Kranj, mistrzami Szwajcarii SC Kreuzlingen, najlepszą drużyną Słowacji NCHZ Novaky i mistrzem Izraeal Hapoel Tivon.

- Podobne turnieje odbywają się też w czterech innych miejscach Europy – mówi trener łódzkiej drużyny Edward Kujawa. – Z każdego z nich awans do rundy zasadniczej Ligi Mistrzów zapewnią sobie po dwa najlepsze zespoły. Przed ŁTSW jest wielka szansa znalezienia się w gronie najlepszych klubowych drużyn naszego kontynentu. Na pewno szalenie trudno będzie wygrać z mistrzami Słowenii AVK Triglav Kranj. W tej drużynie występują niemal wszyscy reprezentanci tego kraju, znacznie wyżej notowanego od naszej narodowej drużyny. Zdajemy sobie sprawę, że ogranie takiego rywala graniczyć będzie niemal z cudem. To jest jednak sport i nie zawsze faworyci zwyciężają. Silna jest także drużyna NCHZ Novaky. Słowacy grali przecież na olimpiadzie oraz uczestniczą w Pucharze Świata. To powinno najlepiej świadczyć o sile tego zespołu. Trochę słabsze są drużyny z Izraela i Szwajcarii, ale i ich nie wolno lekceważyć. Szykuje się zatem ciekawy turniej i co najważniejsze stojący na wysokim poziomie – kończy Kujawa.

Pierwszy mecz łodzian w czwartek o godz. 17 z SC Kreuzlingen.

Autor artykułu: (hof)

Święto szkoły i nauczycieli

October 15th, 2002

Poważnie i na wesoło łódzcy nauczyciele świętowali wczoraj Dzień Edukacji Narodowej.

W pałacu Poznańskich uroczyście wręczono nagrody prezydenta Łodzi. W szkołach zamiast zajęć dydaktycznych odbyły się ślubowania uczniów. Na Politechnice Łódzkiej profesura pisała… dyktando.

Wśród 100 osób wyróżnionych nagrodami prezydenckimi (po 4000 złotych brutto) było 28 wybitnych nauczycieli oraz 72 dyrektorów przedszkoli, szkół i placówek oświatowych. Prezydent Krzysztof Jagiełło życzył wszystkim łódzkim nauczycielom, aby każdy dzień ich trudnej pracy trwale zapisywał się w pamięci wdzięcznych uczniów. Ceremonie ślubowania i pasowania odbyły się między innymi w Gimnazjum nr 37 i nr 14. Gęsim piórem półtorametrowej długości Ewa Ławicka, dyrektorka szkoły, pasowała pierwszoklasistów w bałuckim Gimnazjum nr 14. Każdy uczeń otrzymał pamiątkowy dyplom i dołączoną do niego dobrą radę na przekraczanie progów szkolnego życia: “Pamiętaj zawsze być wesołym, mieć odwagę, zdobywać przyjaciół i być dumą swoich rodziców”. Na sztandar szkolny, w pełnej gali mundurkowej, składali ślubowanie uczniowie I LO im. Mikołaja Kopernika. Ciało pedagogiczne po uroczystości cichcem wym-knęło się do pokoju nauczycielskiego, gdzie w strojach diabelskich bezwstydnie pozowało do fotografii piekła. Najdłuższe rogi, w miesiąc po ślubie, miał geograf Marcin Chrabelski. W piekielnym kotle mieszał Belzebub, czyli dyrektor Jan Kamiński.

Studenci Politechniki Łódzkiej z Klubów Futurysta, Underground, Cotton i Radia “Żak” zaprosili na doroczną zabawę swoich belfrów. Rektorzy, dziekani oraz pracownicy administracji bez szemrania zasiedli do osobliwego dyktanda. W poprawnie zapisanych wyrazach jak np. pszenica, harcerz i garaż musieli popełnić błędy ortograficzne. Złote Pióro PŁ zdobyła Małgorzata Kupczyńska, pracownica działu organizacji zarządzania.

Autor artykułu: (hc)

Piękny gol widzewiaka Michała Stasiaka

October 12th, 2002

Młodzieżowa reprezentacja Polski pokonała na stadionie Mazowsza w Grójcu rówieśników z Łotwy, zdobywając trzy kolejne punkty w eliminacjach mistrzostw Europy do lat 21.
Ozdobą meczu był gol strzelony przez kapitana reprezentacji, obrońcę Widzewa Michała Stasiaka.

W naszej drużynie wystąpiło dwóch piłkarzy Widzewa D wspomniany Michał Stasiak i Rafał Grzelak, który grał na swojej pozycji lewego pomocnika. Często był motorem akcji ofensywnych polskiego zespołu. Stasiak rozpoczął od niebezpiecznej interwencji. W siedemnastej minucie Jurgis Kalns strzelał z ostrego kąta, widzewiak próbował zablokował piłkę, ale ta odbiła się od jego nogi i przeleciała tuż obok słupka bramki Tomasza Kuszczaka. Samobójczy gol był blisko. Za chwilę Andrejs Butriks strzelał w sytuacji sam na sam, ale nasz golkiper złapał piłkę. To były jedyne groźne sytuacje pod naszą bramką. Ton grze nadawali podopieczni trenera Edwarda Klejndinsta. Obok Grzelaka aktywnie grali Łukasz Madej i Tomasz Mazurkiewicz.

Właśnie Madej w 34 min dośrodkował z rzutu rożnego, do piłki wysoko skoczył Michał Stasiak, odbił futbolówkę głową w długi róg bramki. Piłka odbiła się od słupka i wpadła do siatki. Stasiak był także nie do przejścia w defensywie. Nie popełnił żadnego błędu.

Minutę przed końcem pierwszej połowy indywidualną akcję przeprowadził Łukasz Madej, zwiódł obrońcę i strzelił. Bramkarz Łotwy wybił piłkę, ale wprost pod nogi Michała Golińskiego, który z bliska zdobył drugą bramkę. W końcówce debiutant Mariusz Zganiacz strzelił po rykoszecie trzecią bramkę. To już drugie zwycięstwo naszej młodzieży w tych rozgrywkach. Wcześniej młodzi kadrowicze wygrali z San Marino 4:0. Oby przykład z młodzieżówki wzięła dziś pierwsza reprezentacja.

Polska Łotwa 3:0

1:0 – Stasiak (34), 2:0 – Goliński (44), 3:0 – Zganiacz (87). Sędziował Muhittin Bosat (Turcja). Widzów 500. Żółta kartka: Logins (Łotwa).

Polska: Kuszczak – Kuzera, Stasiak, Kowalczyk, Mila – Strąk, Madej (77, Zganiacz), Mazurkiewicz (60, Garguła), Goliński, Grzelak – Olszar (69, Socha).

Łotwa: Eltermanis – Roslovs, Logins, Klava, Gorkss – Butriks (77, Sokolskis), Kirhners, Mezeciks (46, Gospodars), Musajevs – Karlsons, Kalns (66, Kalnins).

Autor artykułu: Dariusz Kuczmera

Prezydent Zgierza przegrał w sądzie

October 12th, 2002

Prezydent Zgierza Zbigniew Zapart, ubiegający się o reelekcję, wstąpił w sądowe szranki z “Expressem Ilustrowanym”. W ramach ordynacji wyborczej złożył w Sądzie Okręgowym w Łodzi wniosek, w którym domagał się sprostowania nieścisłości zawartych – jego zdaniem – w trzech artykułach wydrukowanych na naszych łamach, przeproszenia i zaniechania takich publikacji. Wnioskował też o zasądzenie 9.500 złotych dla stowarzyszenia “Pomocna Dłoń”.

Chodziło o artykuły zamieszczone w “Expressie” w dniach 26 (,Prominenci jedli, pili i… nie zapłcaili”) i 27 września, a także 4 października. Ujawniliśmy w nich kulisy pewnego bankietu, za który nikt do tej pory nie zapłacił. Impreza odbyła się w trakcie III Forum Inwestycyjno-Gospodarczego w grudniu ub. roku. W restauracji “Topolowa” na pograniczu Zgierza i Łodzi bawili się przedstawiciele miast partnerskich Zgierza z Ukrainy, Niemiec i Słowacji. Oprócz nich byli też biznesmeni z Belgii, a także członkowie władz Zgierza, radni, prezesi miejskich spółek oraz lokalni przedsiębiorcy. W sumie ok. 60 prominentnych osób. Problemy pojawiły się, kiedy przyszło do płacenia rachunku. Prezydent Zgierza twierdzi, że powinni go zapłacić zgierscy przedsiębiorcy, oni zaś – że Urząd Miasta Zgierza. Przez ten spór restaurator do dziś nie może doprosić się należnych mu za imprezę 7 tys. złotych. Kilka miesięcy temu sprawa trafiła do Sądu Rejonowego w Zgierzu. Po raz kolejny będzie rozpatrywana w środę, 16 października. Wnioskodawca dowodził, że treść naszych artykułów godziła w jego dobre imię, a ponieważ ponownie stara się o prezydencki fotel, niesława z publikacji płynąca podważa jego wiarygodność w oczach wyborców. Sąd Okręgowy w Łodzi nie podzielił racji Zbigniewa Zaparta i oddalił jego wniosek.

- Jeśli wnioskodawca czuje się dotknięty publikacjami w “Expressie”, może wystąpić do sądu w trybie zwykłym o naruszenie dóbr osobistych – powiedziała w uzasadnieniu postanowienia sędzia Ewa Sztąberek.

Prezydent nieusatysfakcjonowany takim rozstrzygnięciem złożył zażalenie w sądzie drugiej instancji. Wczoraj Sąd Apelacyjny w Łodzi oddalił zażalenie zmniejszając jedynie koszty zastępstwa procesowego z 5215 zł na 360 zł.

Autor artykułu: (st)

Wieczorowe studia medyczne – dentysta za 80 tysięcy

October 12th, 2002

Na pierwszy rok przyjęto łącznie 181 osób, które zdały egzamin wstępny na uczelnię medyczną, ale nie zmieściły się w limicie studiów dziennych. Chętnych było znacznie więcej. Nie wszystkich jednak stać na wysokie opłaty za naukę. Kilkunastu nowo przyjętych studentów zwleka jeszcze z czesnym. Nauka na Uniwersytecie Medycznym kosztuje drogo, najwięcej spośród wszystkich łódzkich uczelni. Tylko osoby, mające rodziców z zasobnymi portfelami, mogą sobie pozwolić na taki wydatek.

- Dwa semestry, w zależności od kierunku, kosztują 12-15 tysięcy złotych – mówi Małgorzata Wejchert, kierowniczka działu nauczania Uniwersytetu Medycznego.

- Brak wpłaty za pierwszy semestr (termin minął wraz z końcem września) eliminuje z listy studentów. Nie ma co liczyć na otrzymanie legitymacji studenckiej i medyczną edukację. Dopiero od drugiego półrocza można się starać o rozłożenie opłaty na raty. Muszą być jednak ku temu konkretne i udokumentowane powody. Najdrożej, bo 15 tys. złotych za rok nauki, płacą przyszli stomatologowie. Taniej o dwa tysiące kosztują zajęcia dla kandydatów na lekarzy, a 12 tysięcy złotych muszą wydać ci, którzy chcą zostać farmaceutami.

Program nauki na studiach wieczorowych jest taki sam jak na dziennych. Wykłady są wspólne. Zajęcia dla słuchaczy studiów wieczorowych odbywają się również w godzinach przedpołudniowych. Niektóre ćwiczenia zaczynają się od godziny 8 rano. Są to zatem studia “wieczorowe”, ale tylko z nazwy. Od dziennych różnią się przede wszystkim wysoką ceną wiedzy.

Autor artykułu: (ew)

Wielka wycinka drzew w Łodzi!

October 10th, 2002

W ciągu najbliższych lat wycięte zostaną w mieście niemal wszystkie topole – około 40 procent drzewostanu! W zamian posadzi się dęby. Nim te urosną, miasto będzie jednak pełne „łysin”. Topole sadzono w latach 40. i 50. Miały zastąpić drzewa zniszczone w czasie wojny.

Wybrano właśnie ten gatunek, ponieważ topole włoskie rosły szybko i wyglądały efektownie. Teraz zagrażają bezpieczeństwu.

– Jest to jednak drzewo dosyć kruche, a jego korzenie niszczą nawierzchnię. Rosną bardzo wysokie, ale gałęzie są słabe i łatwo się łamią. Niektóre 40- i 50-letnie topole po prostu zagrażają bezpieczeństwu na ulicach – mówi Grażyna Ojrzyńska, ogrodnik miasta.

Spośród całego łódzkiego drzewostanu 40 proc. stanowią właśnie topole. Wydział Ochrony Środowiska planuje, że wszystkie „powinny pójść pod piłę” do 2010 roku. To kilka tysięcy drzew. Ile dokładnie? Nie wiadomo, ponieważ Łódź nie ma inwentaryzacji drzew rosnących w parkach i na ulicach.

– Nie jest tak, że wszystkie topole automatycznie zostaną wycięte. W stosunku do każdej decyzja podejmowana jest indywidualnie – mówi G. Ojrzyńska. – Nie możemy również zmusić właścicieli prywatnych posesji do wycinania ich własnych drzew. Poza tym, każdą wyciętą topolę zastąpimy innym, młodym drzewem. Odchodzimy od monokulturowych nasadzeń. Ważne jest też kształtowanie architektury krajobrazu.

Teraz w Łodzi sadzi się dęby piramidalne. Są one wąskie i wysokie. Przetrwają kilkaset lat. Tyle, że rosną o wiele wolniej. Pięcioletnia topola to kilkumetrowe potężne drzewo, a dąb w tym wieku to rachityczna roślinka. Upłynąć może nawet 10 – 20 lat zanim nowo nasadzone drzewa będzie można zauważyć w krajobrazie miasta. Przez ten czas Łódź będzie zupełnie łysa.

– Dąb piramidalny powinien dobrze się trzymać w mieście. Wszystko jednak zależy od tego, jakie warunki mu się zapewni. Nie powinno się betonować terenu wokół drzewa, ani też spychać śniegu z solą w jego pobliże. Dlatego raczej nie należy sadzić ich przy trasach komunikacyjnych – mówi Krystyna Kazimierska, kierownik działu dendrologii w Ogrodzie Botanicznym.

W tym roku topole zostały zastąpione przez dęby w parku przy ul. Leczniczej na Górnej oraz na skwerze Głowackiego przy ul. Wojska Polskiego.

– Nie mamy możliwości szybkiej wymiany drzew. Sadzonki są drogie. Na razie wycinamy tylko te topole, które są spróchniałe i spękane – tłumaczy G. Ojrzyńska.

Autor artykułu: mirosław malinowski

Libacja w szkolnej szatni

October 10th, 2002

Katarzyna K. – woźna ze Szkoły Podstawowej nr 42, razem z matką dwóch uczniów, urządziła libację w szkolnej szatni. Obie panie piły wódkę w trakcie lekcji. Noc z wtorku na środę spędziły w Izbie Wytrzeźwień.

– Przyjęliśmy je około 13.00 we wtorek – informuje kierownik zmiany w łódzkiej Izbie Wytrzeźwień.

– Trzeźwiejsza miała 2,5 promila alkoholu, druga około trzech promili, to bardzo wiele jak na kobiety. W takim stanie człowiek jest prawie nieprzytomny.

Dowiedzieliśmy się, że Katarzyna K. i jej koleżanka zaczęły libację około 11.00. Piły w szkolnej szatni, dopóki nie zobaczyły ich dzieci, uczniowie szóstej klasy.

– Dzieciaki biegały po korytarzu śmiejąc się, że w szatni jest taka wesoła pijana woźna – mówi jedna z woźnych. – Podobno natychmiast pojawił się tam jakiś nauczyciel i doniósł pani dyrektor. To wszystko trwało krótko i pewnie skończyłoby się inaczej gdyby nie zachowanie bardziej pijanej matki. Zaczęła się podobno awanturować i wtedy wezwali policję.

– 0 11.56 zabraliśmy dwie kobiety z SP 42 do izby wytrzeźwień– potwierdza Arkadiusz Kunce, komisarz miejskiej komendy policji w Łodzi.

Wczoraj przed południem Katarzyna K. została zwolniona ze szkoły na zasadzie porozumienia stron.

– To nasza wewnętrzna sprawa – przekonywała nas Iwona Pabich, dyrektor SP 42. – Nikomu nie stała się krzywda, nie popełniono przestępstwa. Miałam o pani Kasi bardzo dobre zdanie: była miła, pracowita, uśmiechnięta. Teraz szukamy nowej woźnej.

Katarzyna K. opowiedziała co stało się w szatni SP 42: – Kiedy dzieciaki poszły na górę, na lekcje, moja znajoma wyjęła wódkę i powiedziała, żebym się z nią napiła – opowiadała Katarzyna K.

– Wypiłam, bo mam tyle problemów w domu, że szkoda gadać. Trzech synów, mąż jest inwalidą na wózku. Nie możemy się dogadać. Teraz żałuję… nie wiem co strzeliło mi do głowy…

Pani K. jest zdruzgotana. Po rozmowie z dyrektor Pabich jeszcze przez godzinę siedziała w dyżurce woźnych.

– Przyszłam do pracy prosto z izby, bo myślałam, że coś uda się załatwić, że przeproszę… Muszę znaleźć jakąś pracę. Mąż ma 700 zł renty, nie wiem jak powiem mu, co się stało…

Autor artykułu: agnieszka gospodarczyk

Utopiony pomysł

October 10th, 2002

Wiceprezydent Łodzi Sylwester Pawłowski przemawiając podczas uroczystości otwarcia pierwszych zawodów pływackich na wyremontowanej pływalni Szkoły Podstawowej nr 173 wyraził życzenie, by obiekt jak najlepiej służył młodzieży.

Nie powiedział jednak, chyba nie chciał się narażać na nieprzyjemne potraktowanie, że już wkrótce Urząd Miasta przejmie władzę nad wszystkimi szkolnymi basenami, także tym w parku Sienkiewicza.

Dlaczego gmina chce przejąć szkolne pływalnie? Jednym z wymienianych przez urzędników powodów jest powszechna nauka pływania dzieci w klasach I–III szkół podstawowych. Biorąc pod uwagę, że dzieci tych jest w Łodzi 20 tys., a pływalni tylko 7 pomysł jest niemożliwy do zrealizowania.

Inny przywoływany powód to sprawiedliwe obdzielenie oświatowych placówek zyskami z gospodarczej działalności przyszkolnych pływalni. Dyrektor Wydziału Edukacji i Kultury Fizycznej Bogdan Wojakowski w jednej ze swoich wypowiedzi stwierdził, że przyszkolne pływalnie wybudowało miasto, a zyski czerpią nieliczni. Idąc dalej tym tokiem myślenia, niedługo także sale gimnastyczne powinny przejść pod zarządzenie gminy. Sęk w tym, że niektóre szkoły nie mają ich wcale lub mają tak małe, że nie nadają się do wynajmowania. Też są pokrzywdzone.

Przy tej wypowiedzi wypada przypomnieć panu dyrektorowi, że obiekt pływacki w parku Sienkiewicza powstawał na przełomie lat pięćśdziesiątych i sześćdziesiątych minionego stulecia między innymi w czynie społecznym nauczycieli zatrudnionych i uczniów zdobywających wiedzę w III Liceum Ogólnokształcącym.

Szkoda, że pan dyrektor zapomniał także, że pokaźne pieniądze na budowę obiektów sportowych pochodzą z budżetu państwa, a sumy przekazywane przez Urząd Miasta pochodzą z podatków mieszkańców miasta. Wypinanie dumnie piersi jest bynajmniej nie na miejscu.

O co więc naprawdę chodzi w nowym pomyśle Urzędu Miasta?

Naszym zdaniem o rozbudowanie administracyjnych stołków za biurkami dla swoich ludzi. Na pływalniach pozostaną kierownicze stanowiska, a nad nimi stworzona zostanie zarządzająca „czapa”, w której jak zwykle będzie dyrektor, jego zastępcy, księgowość itd. Na ich pensje oraz na organizowane przez nich masowe i okolicznościowe imprezy będą przeznaczane pieniądze wypracowane przez pływalnie. Mówienie o przekazywaniu ich w całości placówkom oświatowym jest zwykłym mydleniem oczu.

Został rzucony pomysł przechwycenia „basenowych” pieniędzy i stołków, ale dyrektor Wojakowski jeszcze nie wie, w jaki sposób zostanie wprowadzony w życie. Trzy miesiące przed ewentualnym przejęciem pływalni główny strateg nie zna szczegółów? Ten fakt najlepiej dowodzi, że mamy znów do czynienia z szybkim, nieprzemyślanym działaniem, bo pojawiła się możliwość położenia „łapy” na ciepłych posadkach i niezłej kasie.

W komentarzach pracowników szkół do pomysłu przejęcia przez urząd szkolnych pływalni przeważają opinie, że magistrat chce zepsuć sprawnie działającą organizację. – Oby wytrzymać do wyborów, może po nich ktoś pójdzie po rozum do głowy i zrezygnuje z absurdalnego pomysłu – powiedział jeden z rozmówców.

Autor artykułu: (rud)