Dostanie się ze Zgierza do Głowna i na odwrót – to spory problem.
Autobusy PKS tą trasą nie jeżdżą. Pociąg jest co 3 godziny.
Od lipca jeździ do Głowna minibus, ale po południu już nie kursuje.- To jest nierentowna trasa. Przez pierwsze dwa miesiące dokładałem z własnej kieszeni, żeby tylko się utrzymać i ją „rozjeździć” – twierdzi Krzysztof Bielski, właściciel minibusa.
„Rozjeździć”, czyli przyzwyczaić ludzi do busa i godzin odjazdu. Po konsultacjach z Miejskimi Usługami Komunikacyjnymi, wybrano godziny odjazdu tak, by uzupełniały kolej i nie kolidowały z autobusami PKS. Od września jakoś poszło, choć podobno ledwie można wyjść na swoje. I to tylko dlatego, że bus jedzie po wsiach, gdzie jedynym środkiem komunikacji był do tej pory rower.
- Gdybym nie zahaczał o Klęk, Kiełmine czy Swędów, to woziłbym powietrze, a nie pasażerów. Dziennie robię 700 kilometrów, obracając 10 razy na trasie Zgierz – Głowno – Zgierz. – mówi pan Krzysztof.
Ludzie jeżdżą ze wsi do miasta, żeby załatwić swoje sprawy w urzędach, odwiedzić chorych w szpitalu lub w dni targowe -zrobić zakupy. Tak naprawdę zarabia się na tych, co dojeżdżają codziennie do pracy, ale na tej trasie trudno o takich. Główni klienci to ci, którzy dojeżdżają sporadycznie.
- Dobrze, że jest ten minibus. Dziś jadę do córki, do Zgierza, bo dzwoniła, żeby zająć się półrocznym wnuczkiem. Pociąg mam dopiero za dwie godziny, a czas goni, bo córka musi sama o 13 wyjść do lekarza. Bez tych kursów minibusowych nie mogłabym jej pomóc. No chyba że pojechałabym do Łodzi i stamtąd dopiero tramwajem do Zgierza, ale to już kosztuje więcej – mówi starsza kobieta czekająca na busa na przystanku w Głownie.
Panie wracające ze Zgierza do Głowna nie wyobrażają sobie braku minibusa.
- Wcześniej nie było i był kłopot z szybkim dostaniem się do Zgierza. Teraz słyszę, że minibus będzie kursował tylko do końca roku. Znowu zacznie się czekanie na pociąg, albo jazda przez Łódź. Wykończyć się można taką organizacją – wzdycha pani w średnim wieku.
Minibus jeździ przez 3 gminy: Zgierz, Stryków i Głowno. Do każdej z nich wystosował prośbę o dotację. Żadna nie udzieliła pozytywnej odpowiedzi.
- A chcieliśmy w sumie 4 tysięce złotych. Bardzo by to nas podratowało. Prosiliśmy też starostwo w Zgierzu. Nie udało się – wzdycha Bielski.
Jeszcze 3 miesiące temu trasa minibusa była dłuższa, bo auto dojeżdżało do Łodzi Żabieńca. Właściciel zrezygnował, bo ludzi było za mało. Teraz nie wiadomo, czy nie skończy się trasa Zgierz-Głowno.
- Benzyna drożeje, a ja nie mogę przecież ciągle podnosić cen biletów. W listopadzie musiałem podnieść o 50 groszy. Wyżej nie mogę, bo pociąg kosztuje 4,80, a ja biorę teraz 4,50. Gdyby linia była rentowna, to co innego – mówi pan Krzysztof.
Ze względu na oszczędności minibus w Zgierzu ma tylko jeden przystanek – koło stacji PKP.
- Kosztuje nas to 36 złotych miesięcznie. W gminach na szczęście nie musimy płacić, więc przynajmniej tu są oszczędności – twierdzi Anna Bielska, współwłaścicielka minibusowego interesu.
Na pasażerów nie narzekają inne linie. Ze Zgierza można szybko wydostać się do Konstantynowa, Ozorkowa, Łodzi. Z Głowna do Łodzi i Łowicza. Minibusy są obstawione pasażerami i skutecznie konkurują z państwową komunikacją. Kierunek Zgierz – Głowno, nie ma wystarczającej liczby pasażerów. I choć to wygodne, to bardzo możliwe, że po pół roku zniknie jedyny minibus kursujący na tej trasie.
Autor artykułu: kbs