Do ostatniego kawałka pizzy…
1,5 tony wędlin i gotowych dań z wołowiną pochodzących głównie z Niemiec wytropił sanepid w łódzkich sklepach i hurtowniach.
Służby sanitarne wspierane przez weterynarzy i inspekcję handlową myszkują po placówkach handlowych na polecenie inspektora sanitarnego kraju. Wprowadził on zakaz sprowadzania mięsa wołowego, podrobów, mączki mięsno-kostnej (wstrzymano nawet transporty tranzytowe), wyciągów z tkanek wołowych z krajów należących do Unii Europejskiej.
Zdecydował również, aby z obrotu wycofać wszystkie importowane z UE wędliny, konserwy, koncentraty, buliony oraz żelatynę wołową. Zakaz objął też gotowe dania, w tym zupki dla dzieci.
W Łodzi sprawą zajął się zespół zapobiegania występowania zagrożeń chorobami prionowymi.
Do Łodzi nie sprowadzano mięsa wołowego, ale sprzedawano sporo importowanych wędlin, głównie niemieckie salami oraz dodatki np. fixy i szybkie dania. Znalazły się one przede wszystkim w ofercie super i hipermarketów. Do tej pory inspektorzy trafili na salami (889 kg), pierożki (52 kg i 95 opakowań), lasagne (390 kg), rosół (63 opakowania sprowadzone ze Szwajcarii), zupę pomidorową (44 opakowania), pizzę z papryką i pieprzem (433 opakowania), zapiekanki z szynką (520 sztuk), pizzę (433 kg) oraz sos do pieczeni (5 opakowań). Wykryto również 1,3 tony żelatyny spożywczej wyprodukowanej w Niemczech, Francji, Szwajcarii, Belgii i Hiszpanii.
- Artykułów tych nie wolno już sprzedawać, zostały zabezpieczone. Łódzkie sklepy będą systematycznie kontrolowane, a wkrótce inspektorzy wybiorą się na targowiska – zapowiada Andrzej Bartnicki z łódzkiego sanepidu.
Natomiast nad zdrowiem polskiego bydła oraz nad jego ubojem czuwa miejski lekarz weterynarii. Ma pod okiem niewielkie stado krów, które przyjechało z Europy i zamieszkało w dwóch łódzkich zagrodach. Liczy 11 krów pochodzących z Francji, Holandii i Niemiec.
W Polsce nie wolno sprzedawać wołowiny i jej przetworów pochodzących z Europy Zachodniej, po tym jak wykryto kolejne przypadki gąbczastego zapalenia mózgu (BSE) znanego bardziej jako choroba szalonych krów. Pierwsze przypadki zanotowano w ubiegłym roku w Wielkiej Brytanii i Irlandii. Polska uszczelniła granice w listopadzie tego roku, gdy choroba rozprzestrzeniła się na Francję, Niemcy i Hiszpanię.
Boimy się wołowiny, ponieważ naukowcy przypuszczają, że spożycie mięsa i podrobów pochodzących od krów zarażonych BSE może wywołać nieuleczalną chorobę Creutzfeldta-Jakoba.
BSE – encefalopatia bydła – została opisana w 1987 roku. Może przenosić się na różne gatunki zwierząt, np. świnie, tygrysy, pumy. Udowodniono możliwość zakażenia 20 gatunków odbiegających daleko od przeżuwaczy.
Choroba Creutzfeldta-Jakoba sowją nazwę przyjęła od dwóch niemieckich neuropatologów. H.G. Creutzfeldt z Uniwersytetu we Wrocławiu w 1920 roku opisał przypadek tej choroby u 23-letniej kobiety. A. Jakob z Uniwersytetu w Hamburgu w latach 1921-23 – u kolejnych pięciu osób. Trzy przypadki były bez wątpienia tą samą chorobą, którą analizował Creutzfeldt. Ich badania i spostrzeżenia jednak nie budziły wówczas większego zainteresowania.
U chorych zaobserwowali osłabienie, spastyczność i bóle kończyn, zaburzenia ruchów, zawroty głowy, drgawki, w końcu stany lękowe, halucynacje, utratę kontaktu ze światem.
Autor artykułu: MR