Archive for January, 2001

Po upadku Rena-Kord

Tuesday, January 30th, 2001

Składają się na chleb dla dzieci
- Nie mamy na bilety, żeby przyjechać do pracy, niektórym w mieszkaniach odcinają już prąd, czynsz nie płacony od paru miesięcy. Kiedy wreszcie dostaniemy nasze pieniądze? – pytają pracownicy łódzkiego Rena Kord.

26 stycznia w upadłej firmie ostatecznie stanęły maszyny. Ponad 150 osób po raz ostatni przyjdzie do pracy 31 stycznia. Mimo to do dziś nie mogą się doczekać wypłaty zaległych pensji.

- Syndyk powiedział nam, że tu wszystko jest zastawione. Jedna maszyna ma sześciu wierzycieli, więc nawet nie ma czego sprzedać, żeby nam coś wypłacić – mówią zdesperowani ludzie. – Należy się nam po 1,5-2 tysiące złotych. A dostaliśmy po 400 w dwóch ratach. Jak z tego przeżyć?

Trzeba było robić zbiórkę na chleb dla dzieci jednej z tkaczek. Jest ich w domu czworo, a mąż nie pracuje.
Jedyną nadzieją zwalnianych z Rena-Kordu jest Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. To on wypłaca zaległe pensje, świadczenia i odprawy. Ale w ocenie przyciśniętych do muru ludzi, zbytnio mu się z tym nie spieszy.

- Syndyk już dawno złożył tam papiery. A Fundusz zwleka. Mieli już do nas przyjechać, potem znów przełożyli termin. Ile można czekać?

- Stwierdziliśmy braki w przedstawionej dokumentacji – mówi Anna Matynia p.o. kierownika łódzkiego biura Funduszu. – Ale już jutro nasi pracownicy wybierają się do tej firmy i wszystko za kilka dni powinno być już załatwione. Proszę zrozumieć. Rena-Kord nie jest jedyna. Takich spraw jest w Łodzi cała masa.

Autor artykułu: kow.

Ratujmy łódzki żużel!

Tuesday, January 30th, 2001

Podpisali kontraktyZ ostatnim dniem stycznia mija termin podpisywania kontraktów przez kluby z żużlowcami krajowymi.

Łódzcy zawodnicy nie czekali do ostatniej chwili i złożyli już autografy na dokumentach wiążących ich z Łódzkim Towarzystwem Żużlowym. Jako ostatni uczynił to Marcin Ryczek.

A zatem wykrastylizował się już skład ŁTŻ na sezon 2001. Barw łódzkiego klubu bronić będą na pewno: Jarosław Łukaszewski, Marek Hućko, Piotr Rembas, Marcin Ryczek oraz kupiony już na stałe do Łodzi Tomasz Zywertowski, wypożyczeni Mariusz Puszakowski i nowy młodzieżowiec z Gorzowa Karol Szałkiewicz.

Fakt podpisania przez wymienionych zawodników kontraktów nie znaczy wcale, że ŁTŻ nie będzie jeszcze wzmocniony. W najbliższych miesiącach z żużlowcami, którzy nie dogadali się z macierzystymi klubami i kontraktów nie mają, można zawrzeć umowy o wypożyczeniu. A zatem jeszcze ktoś do ŁTŻ dojść może. A odszedł tylko Robert Kużdżał do Rybnika.
Jeśli chodzi o zawodników zagranicznych, terminu zawierania umów nie ma określonego. Raczej przesądzone jest, że w Łodzi startować będzie Węgier Robert Nagy, a poszukiwania innych obcokrajowców nadal trwają.

Korzystając z okazji ogłaszamy wspólną akcję „Expressu Ilustrowanego” i Radia „Classic” pod hasłem: Ratujmy łódzki żużel. W ramach tego przedsięwzięcia wszystkim firmom, które wesprą finansowo Łódzkie Towarzystwo Żużlowe, gwarantujemy reklamę w Radiu „Classic”, natomiast na naszych łamach przedstawimy rozmowę ze sponsorem. Warto chyba zaryzykować pomoc dla ŁTŻ, zwłaszcza że łódzcy kibice mocno przeżywają kłopoty z ich ulubioną dyscypliną sportu. ŁTŻ zaprasza także do współpracy agentów reklamowych. Chętni mogą kontaktować się z klubem – al. Piłsudskiego 135, pok. 21, tel. 676-16-35.

Autor artykułu: dk

Transfery zawieszone w powietrzu

Tuesday, January 30th, 2001

Wszystko na papierze wyglądłao wręcz różowo.
Dogadali się nareszcie prezesi Ptak z Pawelcem i wymyślili, że będą przeprowadzali transfery bez… pieniędzy.

Zamiast wymyślać abstrakcyjne sumy odstępnego, których nikt nie zapłaci, postanowili wymienić się piłkarzami.

Mogli to zrobić znacznie wcześniej. Wtedy w barwach Widzewa, a nie w chorzowskim Ruchu występowaliby pewnie Łukasz Madej i Rafał Grzelak. Cóż, mądry Polak po szkodzie…

Nie krytykujmy. Lepiej późno niż wcale. W myśl umowy prezesów za przejście Zbigniewa Wyciszkiewicza do Widzewa, do Piotrcovii Ptak czy też do ŁKS mieli trafić Szymon Pińkowski, Damian Bronner i Rafał Kowalski. Tymczasem młodzi piłkarze (Pińkowski i Bronner) stanęli okoniem. Dlaczego? Posłuchajmy co mają do powiedzenia.

Szymon Pińkowski: Rozmawiałem z prezesem Piotrcovii. Została mi złożona propozycja. Czy z niej skorzystam – jeszcze nie wiem. Kontrakt nie został podpisany. Piotrcovia chce ze mną podpisać kontrakt na trzy lata. Mnie to nie pasuje. Zwłaszcza, że okres wypożyczenia nie wlicza się do kontraktu. Ja gotów byłbym podpisać kontrakt na dwa lata. Na razie trenuję z rezerwami Widzewa i czekam jak rozwinie się sytuacja. Chciałbym grać w wyższej lidze, ale na moich warunkach. Ta cała wymiana, nie kryję, bardzo mnie zdziwiła. Na gwałt musiałem wracać do Łodzi. Tak jakbym nie mógł zostać w Wiśle do końca zgrupowania. Z drugiej jednak strony lepiej rozmawiać o transferowych sprawach w cztery oczy niż przez telefon.

Damian Bronner: Nie wiem, co będę robił dalej. Nie wiem, jaką decyzję mam podjąć. Nie chcę podpisać kontraktu na trzy lata. W Piotrcovii na to się nie zgadzają. I takie to są piłkarskie przepychanki. Nasi rozmówcy sami nie wiedzieli, w którym klubie będziemy grać – w Piotrcovii czy w ŁKS. Informacją o wymianie byliśmy całkowicie zaskoczenie. Mieliśmy pięć minut na podjęcie decyzji. A teraz znaleźliśmy się w swoistej próżni.

Zapytaliśmy menadżera dwóch drużyn ŁKS i Piotrcovi Ptak – Dawida Ptaka, jaki jest obecnie status tych trzech piłkarzy Widzewa. „Na razie jesteśmy w trakcie dogadywania się – mówi menadżer. Chodzi, oczywiście,o podpisanie kontraktów. Mam nadzieję, że dzisiaj dojdziemy do porozumienia. Jeżeli Szymon Pińkowski kontrakt z Piotrcovią Ptak podpisze to zostanie wypożyczony do końca czerwca br. do II – ligowego ŁKS”.

Autor artykułu: mst, pas

Oszuści sprawdzają bilety

Monday, January 29th, 2001

Przyjeżdżają na gościnne występy do Łodzi
Przywykliśmy narzekać na maniery osób sprawdzających bilety w tramwajach i autobusach, tymczasem bardzo często zamiast legalnym kontrolerom pokazujemy bileciki oszustom. (more…)

Niepopularne chipy

Saturday, January 27th, 2001

W Łodzi, Pabianicach i Zgierzu rozwieszono 75 aparatów cyfrowych na karty chipowe. Pomimo że urządzenia nie połykają kart i rzadziej się psują to mało ludzi z nich korzysta.

Gdy obok siebie wiszą automaty na kartę magnetyczną i na hipową, to kolejka ustawia się do pierwszego, a z drugiego nikt nie chce telefonować. – Rzeczywiście zauważamy, że karty z chipem nie cieszą się dużą popularnością chociaż są mniej podatne na uszkodzenia niż magnetyczne – zgadza się Iza Bogus, rzecznik łódzkiej telekomunikacji. – Przypuszczamy, że klienci wolą kupować karty o małej liczbie impulsów, a karty z chipem są wyłącznie 50-impulsowe i kosztują 17,70 zł. TP SA zachęca do kupowania kart na chipy, ponieważ w Łodzi będą instalowane już tylko nowoczesne automaty cyfrowe. Jak dotąd karty te można było kupić w placówkach TP SA, ale wkrótce mają być dostępne także na pocztach. Poza tym telekomunikacja zachęca właścicieli i ajentów kiosków do ich sprzedawania. Planuje również wydać karty chipowe na 25 impulsów. W Łodzi oprócz automatów na karty są jeszcze, ale już nieliczne aparaty na żetony.

Autor artykułu: (MR)

Znikająca “trzynastka”

Saturday, January 27th, 2001

Jedenaście lat temu MPK zawiesiło kursowanie tramwajów linii “13″. Krążyły wówczas pogłoski, że na pechowej linii wyginały się tory. Wkrótce zresztą zlikwidowano szyny prowadzące na Złotno.

- Linię zawieszono początkowo z powodu przebudowy torowiska na ul. Narutowicza między ul. Tramwajową a Kopcińskiego – mówi Włodzimierz Hyży z Izby Tradycji MPK. – Remont się zakończył, ale “trzynastka” do rozkładu już nie powróciła. Po likwidacji torów wydawało się wtedy, że “trzynastka” zniknęła na dobre. Pracownicy MPK odetchnęli, bo sądzili, że na stałe rozstali się u “pechowym” numerem. Pamiętali, że przedwojenni tramwajarze byli przesądni, bowiem aż do 1948 r. na ulicach Łodzi nie uświadczyło się wagonu z numerem “13″, choć już w 1927 r. były linie “14″, “15″, “16″ i “17″. Trzynastkę jednak pomijano… Po raz pierwszy tramwaj z “pechowym” numerem wyjechał na ulice Łodzi 28 października 1948 r. Linię “13″ skierowano z Radiostacji po ul. Narutowicza, dalej Piotrkowską, pl. Wolności, Zgierską, pl. Kościelny, Łagiewnicką, Warszawską na Marysin. Później po wybudowaniu krańcówki przy ul. gen. J. Bema “trzynastka” pojechała od 22 lipca 1949 r. prosto ul. Łagiewnicką do nowej pętli. Potem tramwaje tej linii kilka razy zmieniały trasę, ale najdłużej kursowały na Złotno. Teraz mamy nową “trzynastkę”, która jedzie z ul. Śląskiej do Szczecińskiej. Uwzględniono ją w nowym układzie komunikacyjnym dla porządku. – Reforma komunikacji zakładała uporządkowanie tras i numerów linii tramwajowych w Łodzi- mówi Alina Giedryś, wicedyrektor Wydziału Komunalnego UMŁ. -Zastanawialiśmy się nawet nad tym czy “13″ powinna jeździć czy nie, ale podeszliśmy do sprawy w sposób naturalny. Gdybyśmy pominęli liczbę “13″ powstałaby luka i nie mielibyśmy porządku w numeracji. Teraz jest piętnaście linii ponumerowanych od 1 do 15. Nie powinniśmy być przesądni.
Już w pierwszych tygodniach od uruchomienia “13″ doszło do bardzo poważnego wypadku. 16 bm. w rejonie skrzyżowania ul. Aleksandrowskiej i Traktorowej piesza, która usiłowała przejść na czerwonym świetne przez ul. Aleksandrowską wpadła pod wagon tej linii. Choć motorniczy zauważył, że kobieta wkracza na tory, w momencie, gdy tramwaj był już na środku skrzyżowania, nie udało się uniknąć wypadku. Próbował hamować, ale tramwaj ma tak wielką masę, że nawet przy niewielkiej prędkości droga hamowania jest bardzo długa. Wagon wlókł za sobą kobietę aż do zatrzymania. Motorniczowie z zajezdni przy ul. Dąbrowskiego, którzy zasiadają za sterami “trzynastek” nie mogą być przesądni, bo inaczej nie mogliby pracować. Traktują ten numer jak każdy inny. Pojawił się, to trzeba nim jeździć – mówią tramwajarze.

Autor artykułu: (Ika)

Będzie szerzej i równiej

Tuesday, January 23rd, 2001

70 milionów złotych na inwestycje drogowe
Sporo zmieni się w tym roku na łódzkich drogach. W planach jest kilka inwestycji drogowych, które w znaczący sposób mogą wpłynąć na szybkość poruszania się po mieście, rozładowanie korków i komfort jazdy.

W tegorocznym budżecie na inwestycje drogowe przeznaczono około 70 milionów złotych. Te pieniądze zostaną między innymi wydane na przebudowę:
Ulicy Zgierskiej (kontynuacja). (more…)

Przeciw terrorowi…

Tuesday, January 23rd, 2001

Łódzka grupa antyterrorystyczna trenuje bez przerwy
Łódzcy antyterroryści są zaliczani do najlepszych w Polsce. Są świetnie wyszkoleni i znakomicie sobie radzą w akcjach z powietrza, pod wodą, obezwładniania uzbrojonych przestępców, ochrony VIP-ów. Z ich usług korzystali prezydenci, premierzy, papież, a także koronowane głowy…

Kłopotliwe„brzuszki”
Łódzki Samodzielny Pododdział Antyterrorystyczny liczy kilkudziesięciu funkcjonariuszy. Składa się z 3 drużyn bojowych, plutonu taktyczno-szkolnego i zespołu minersko-pirotechnicznego. Podporządkowany jest Komendzie Wojewódzkiej Policji w Łodzi. Pod względem szkolenia podlega Centralnemu Sztabowi Komendy Głównej Policji.
O służbę w tej elitarnej jednostce mogą się ubiegać wyłącznie policjanci ze średnim wykształceniem, którzy przeszli już szkolenie podstawowe. Wcześniej jednak muszą przejść specjalistyczne badania lekarskie, poddać się testom psychologicznym, sprawdzianowi fizycznemu.
Ten ostatni obejmuje m.in. pokonanie toru przeszkód, biegi na 100 i 3000 m, podciąganie na drążku, pływanie, wyciskanie sztangi i „brzuszki”. Podczas tej próby odpada 80 proc. kandydatów…Od ubiegających się wymagane jest także prawo jazdy, mile widziane – przeszkolenie wojskowe (najlepiej w jednostkach specjalnych), uprawianie sportu, zwłaszcza dyscyplin lekkoatletycznych, walki wręcz, strzelectwa. Dodatkowe punkty daje posiadanie specjalnych uprawnień, np. skoczka lub instruktora spadochronowego, płetwonurka, ratownika. Przed decyzją o przyjęciu lub odrzuceniu kandydat zalicza jeszcze rozmowę kwalifikacyjną z dowództwem pododdziału. Oceniana jest inteligencja, zdyscyplinowanie, umiejętność działania w zespole, motywacja do służby, chęć poddania się ostremu reżimowi szkolenia. Ci, którzy przebrną przez to sito, kierowani są na kurs spadochronowy. Jeżeli go nie zaliczą, odchodzą z pododdziału. W czasie dalszego szkolenia kandydat poznaje sprzęt, jaki jest na wyposażeniu pododdziału, tajniki strzelania „combat”, taktykę i techniki działania w różnych sytuacjach. Przechodzi też kursy specjalistyczne, szkolenie wysokościowe i nurkowe. Przez pierwsze pół roku w operacjach bojowych wykonuje tylko funkcje pomocnicze.
Każdy antyterrorysta co pół roku poddawany jest sprawdzianom strzeleckim i fizycznym.

Twarde wejścia
Dzień pracy w łódzkim Samodzielnym Pododdziale Antyterrorystycznym wygląda podobnie jak we wszystkich jednostkach do zadań specjalnych. W bazie jest zawsze grupa alarmowa gotowa w każdej chwili przystąpić do akcji, a z rana odbywają wielokilometrowe biegi z ćwiczeniami rozciągającymi. Zajęcia są kontynuowane na sali sportowej, gdzie antyterroryści ćwiczą walkę z jednym lub kilkoma przeciwnikami, użycie pałki, wspinaczkę po ścianie najeżonej uchwytami. Trening strzelecki odbywają na strzelnicy lub w opuszczonych fabrykach i domach.
- Bez względu na to, czy szkolimy się w uwalnianiu zakładników przetrzymywanych w budynku, unieszkodliwieniu szaleńca zabarykadowanego w swoim domu, zatrzymywaniu uzbrojonych przestępców, ćwiczenia są zawsze wykonywane w warunkach maksymalnie zbliżonych do rzeczywistych -mówi dowódca antyterrorystów, podinsp. Czesław Iwanowski. – Policjanci wiedzą, że każdy ich błąd w czasie akcji może kosztować życie zakładnika lub ich kolegów. Za punkt honoru stawiają więc sobie wykonywanie ćwiczeń na najwyższym poziomie.
Z butelką na policjanta
Niedawno w pubie przy ul.Wólczańskiej przestępcy zaatakowali antyterrorystę, który po służbie odwiedził lokal. Najpierw wyzwali go od różnych, później rozbili butelkę na jego głowie. Policjant broniąc się solidnie poturbował napastników. Przestępcy nie dali jednak za wygraną, ściągnęli posiłki i gdy wyszedł z łazienki zaatakowali go jeszcze raz. W ruch poszły „tulipany”, rozbite szklanki, pręty. Funkcjonariusz pocięty, z poharatanym barkiem trafił do szpitala. Lekarze twierdzą, że cudem uszedł z życiem. Śledztwo w tej sprawie pod nadzorem Prokuratury Okręgowej podjął łódzki Wydział Centralnego Biura Śledczego. Ustalono, że napaść mogła być odwetem za udział policjanta w zatrzymaniu gangsterów wymuszających haracze od restauratorów i właścicieli sklepów przy ul. Piotrkowskiej. Kilka dni później w szpitalu u rannego antyterrorysty pojawili się wysłannicy napastników. Grożąc, najpierw za 10, później 20 i wreszcie za 40 tys. zł chcieli kupić zmianę jego zeznań. Wszystko to zostało nagrane i sfilmowane. Za kratki powędrował 22-letni Mariusz R., który zaatakował butelką funkcjonariusza. Trzem jego kompanom: 27-letniemu Krzysztofowi M., 23-letniemu Radosławowi K. i 26-letniemu Radosławowi Sz. przedstawiono zarzuty utrudniania postępowania karnego i nakłaniania policjanta do złożenia fałszywych zeznań. Ciężkie pobicie zarzuca się także 19-letniemu Michałowi S., synowi znanego biznesmena oraz Marcinowi S., domniemanemu bossowi złodziei samochodów. Czy oni również trafią za kratki? – Był to brutalny akt terroryzmu kryminalnego i sprawcy muszą jak najszybciej ponieść zasłużoną karę – zaznacza Kazimierz Olejnik, zastępca prokuratora okręgowego w Łodzi. Rozważamy także możliwość pociągnięcia do odpowiedzialności karnej właściciela i personelu lokalu, którzy nie udzielili pomocy osobie narażonej na utratę życia.

Autor artykułu: (em)

Krańcówka przy al. Wyszyńskiego

Tuesday, January 23rd, 2001

Przebudowę krańcówki tramwajowej przy al. Wyszyńskiego i Popiełuszki prowadzono jeszcze w listopadzie ubiegłego roku. Nadejście chłodów przerwało prace wykończeniowe i w pobliżu samej ekspedycji teren nie został do końca uporządkowany.

- Jesienią zależało nam przede wszystkim na wymianie torów na pętli – mówi Kazimierz Huzar, główny inżynier infrastruktury w MPK. – Podnieśliśmy perony przystankowe. Wiosną, gdy będzie ciepło, uporządkujemy teren. Krańcówka przy al. Wyszyńskiego jest obecnie naszą wizytówką.
W podobny sposób ma być w tym roku wyremontowana pętla przy ul. Augustów. MPK przygotowuje się do uruchomienia pod koniec 2001 r. szybkiej linii między Retkinią a Widzewem, na której mają kursować tramwaje niskopodłogowe.

Autor artykułu: (Ika)

Zabił kochankę?

Thursday, January 18th, 2001

Kiedy policjanci weszli do mieszkania Krzysztofa R. w Pabianicach, na podłodze dostrzegli nagą kobietę w kałuży krwi.

– To moja koleżanka, Krystyna, nie wiem co się jej stało – mówił gospodarz.

Z dalszych jego wyjaśnień wynikało, że dziewczyna weszła do niego wieczorem, bo chciała się napić. – Do północy opróżniliśmy butelkę wina – opowiadał. – Ona chciała jeszcze wypić i wyszedłem z mieszkania.

Kiedy wrócił, Krystyna leżała na podłodze naga i półprzytomna. Próbował ją reanimować, ale to nic nie dało. Z telefonu sąsiadki wezwał policję. Funkcjonariusze stwierdzili, że kobieta nie żyje.

Na ciele denatki lekarz stwierdził liczne sińce i krwawe wylewy. Sekcja zwłok wykazała poważne urazy mózgu, które spowodowały śmierć kobiety.

Była to Krystyna P. mieszkająca na tej samej ulicy. Z ustaleń policji wynikało, że od kilku miesięcy była kochanką 37-letniego Krzysztofa R. Świadkowie mówili, że na dwa dni przed śmiercią widzieli na jej twarzy „okularowe” sińce. Skarżyła się też swojej matce. – Córka mówiła, że Krzysztof R. jest nieobliczalny i że się go boi – zeznawała. Inny świadek twierdził, że Krzysztof R. był zazdrosny o Krystynę i agresywny.

Do tragedii doszło w nocy z 24 na 25 lipca zeszłego roku. Następnego dnia podejrzany trafił do aresztu pod zarzutem zabójstwa. – Tylko ja mogłem spowodować jej śmierć, skoro nie było nikogo innego w moim mieszkaniu – powiedział w końcu do prokuratora.

Biegli psychiatrzy stwierdzili u oskarżonego pewne defekty psychiczne, a także uzależnienie od alkoholu.
Krzysztof R. był już karany za pobicie i prokurator potraktował go jako recydywistę.

Pabianicka prokuratura zakończyła śledztwo w tej sprawie i przekazała akta do Sądu Okręgowego w Łodzi.

Autor artykułu: st