Nie pojechali na wycieczkę, nie odzyskali pieniędzy
Kilkanaście osób oszukanych przez biuro podróży z ul. Polskiej Organizacji Wojskowej złożyło zażalenie do Izby Turystyki Ziemi Łódzkiej, w której niegdyś była zrzeszona owa agencja turystyczna.
Jak mówi Jarosław Fischbach, prezes ITZŁ – do izby zgłosił się też polski ksiądz z Ukrainy, od którego właścicielka biura pożyczyła pieniądze i nie oddała oraz właściciele hoteli i restauracji, którym biuro nie zapłaciło za ich usługi. Pokrzywdzeni turyści powiadomili również policję, która wszczęła w tej sprawie dochodzenie.
Marta Tomczak wybrała ofertę pechowego biura jesienią.
- 14 listopada wpłaciłam zaliczkę 620 zł na wyjazd sylwestrowy do Białowieży – opowiada. – Impreza dla dwóch osób kosztowała 1240 zł. Ponieważ w chwili zapisywania, nie było kompletu chętnych poprosiłam pracownika biura, żeby dał mi znać na wypadek, gdyby wyjazd został odwołany.
W grudniu niedoszła turystka dowiedziała się, że impreza nie odbędzie się, być może jednak „w zastępstwie” zostanie zorganizowany inny, podobny wyjazd. Gdy i on nie doszedł do skutku zaproponowano jej powitanie nowego roku w Wilnie. Gdy i ta impreza została odwołana, pani Marta poprosiła o zwrot zaliczki.
- Właścicielka biura wyznaczyła mi termin odbioru pieniędzy, jednak w określonym dniu i porze nikogo w biurze nie było. Nie było go także o innych porach dnia – skarży się Marta Tomczak. – Zaczęłam słać do biura pisma, w których domagałam się zwrotu gotówki. Wszystkie pozostały bez odzewu.
Pieniędzy nie udało się odzyskać do dzisiaj. Kobieta zgłosiła więc sprawę na policję.
W takiej samej sytuacji jak pani Marta jest kilkanaście innych osób, które miały przywitać nowy rok w Białowieży.
Pracownicy Wydziału Spraw Obywatelskich Urzędu Miasta twierdzą, że pechowe biuro w ogóle nie ma koncesji.
- 3 miesiące temu wykluczyliśmy je z Izby Turystyki Ziemi Łódzkiej z powodu o-szustw wobec klientów – mówi Jarosław Fischbach, prezes ITZŁ. – Ludzie skarżyli się, że wpłacili zaliczki na wyjazdy, które się nie odbyły i nigdy nie otrzymali zwrotu pieniędzy. Wczoraj w tej sprawie skontaktowała się z nami policja.
Biuro działało od kilku lat. Specjalizowało się w wyjazdach na kresy. Przez pierwsze lata działało uczciwie i zyskało sobie wielu sympatyków. Po śmierci głównego właściciela, rodzinny interes przejęły jego dzieci. Z czasem zaczęły się kłopoty finansowe, na wycieczkach brakowało kompletu chętnych, były więc odwoływane.
Siedziba biura mieści się w starej kamienicy, w podwórzu. Byliśmy tam kilkakrotnie o różnych porach, ale za każdym razem zastaliśmy drzwi zamknięte. Telefon do biura milczy, aparat komórkowy jego właścicielki odpowiada: „Nie ma takiego numeru”, a domowy: „Abonent czasowo wyłączony”…
Autor artykułu: Magdalena Grochowalska