Archive for January, 2001

Mniej pieniędzy na leczenie

Thursday, January 18th, 2001

O dwa miliony złoty mniej dostaną w tym roku z Kasy Chorych miejskie przychodnie stomatologiczne, o ponad milion zubożeje lecznictwo ambulatoryjne.

To o 20 procent mniej w porównaniu z ubiegłym rokiem i nie wiadomo, czy wystarczy na 12 miesięcy.

Jednak nie wszystkie placówki miejskiej służby zdrowia otrzymają tyle samo pieniędzy. Podczas wczorajszego posiedzenia komisji ochrony zdrowia i opieki społecznej Rady Miejskiej Marian Czyżykowski, wicedyrektor wydziału zdrowia publicznego Urzędu Miasta Łodzi podał, że na mocy indywidualnie negocjowanych kontraktów zawartych z Łódzką Regionalną Kasą Chorych, największe cięcia (o 33 procent) dotkną lecznictwo ambulatoryjne w bałuckim ZOZ. Ale są też podwyżki – o 10 procent więcej dostanie przychodnia „Odrzańska” (choć na leczenie stomatologiczne otrzyma 35 procent mniej pieniędzy niż w ubiegłym roku), a szpital im. Jonschera – o 8 procent więcej.

- Tych pieniędzy nie wystarczy na cały rok – uważa Fabian Obzejta, przewodniczący komisji ochrony zdrowia i opieki społecznej. – Na wszystkim trzeba będzie oszczędzać. A nie ma już na czym. W dodatku z tych niskich kontraktów trzeba będzie jeszcze wypłacić 200-złotowe podwyżki pensji. Sięgamy poziomu Albanii. Tym bardziej że pacjentów coraz częściej nie stać na wykupienie leków.

Autor artykułu: kow.

Zimne tramwaje

Thursday, January 18th, 2001

Osoby, które rano podróżują tramwajami skarżą się na chłód panujący w wagonach.

- Przynajmniej w połowie z nich rano ogrzewanie nie jest włączone – mówi zdenerwowany pasażer. – Codziennie jadę do pracy na 6.00. Podróż „jedenastką” z Chocianowic na Radogoszcz trwa ponad 40 minut. I cały ten czas trzęsę się z zimna.

Jak się okazuje dopóki nie będzie prawdziwej zimy, w tramwajach nie będzie cieplej.

- Włączamy grzejniki elektryczne dopiero wtedy gdy temperatura o godzinie 2.00 w nocy wynosi poniżej minus 5 stopni Celcjusza – mówi Julian Klarman, główny inżynier eksploatacji MPK. – Teraz nie ma takiej konieczności. Jeżeli jednak w ciągu dnia zdecydowanie się ochłodzi jesteśmy w stanie włączać ogrzewanie sukcesywnie po dojechaniu tramwaju do krańcówki. Nie znaczy to jednak, że teraz tramwaje nie są w ogóle ogrzewane. Od października do kwietnia do wszystkich wagonów jest doprowadzane nagrzane powietrze, które chłodzi silnik.

Lepiej będzie dopiero za 2 – 3 lata, kiedy w każdym z tramwajów będzie zamontowany termostat, który włączy elektryczne ogrzewanie kiedy temperatura wewnątrz wagonów spadnie poniżej pięciu stopni Celcjusza. Na razie termostaty są tylko w 20 z 466 wagonów tramwajowych łódzkiego MPK.

Autor artykułu: mal

Rozkłady wymienione

Tuesday, January 16th, 2001

Od soboty na liniach tramwajowych i autobusowych obowiązują nowe rozkłady jazdy.

Po zmianie pierwsze, niedzielne kursy wyruszają z krańcówek wcześniej.

Choć pierwotnie planowano poprawkę wyłącznie rozkładów linii tramwajowych, w końcu Wydział Komunalny UMŁ zadecydował o wprowadzeniu korekt również na liniach autobusowych.

- W ciągu minionego weekendu wymienialiśmy rozkłady jazdy na tabliczkach przystankowych – mówi Andrzej Łukaszewski, główny inżynier ruchu MPK. – Wymiana nie pociągnęła za sobą specjalnych kosztów, gdyż nowe plansze wieszamy bardzo często, gdyż są one niszczone.

Na łódzkich przystankach wywieszonych jest około 6 tys. plansz z rozkładami jazdy. Zmiana godziny odjazdu z krańcówki powoduje konieczność wymiany plansz na wszystkich przystankach na trasie przejazdu.

Autor artykułu: Ika

Jak uczciwe biuro splajtowało…

Tuesday, January 16th, 2001

Nie pojechali na wycieczkę, nie odzyskali pieniędzy
Kilkanaście osób oszukanych przez biuro podróży z ul. Polskiej Organizacji Wojskowej złożyło zażalenie do Izby Turystyki Ziemi Łódzkiej, w której niegdyś była zrzeszona owa agencja turystyczna.

Jak mówi Jarosław Fischbach, prezes ITZŁ – do izby zgłosił się też polski ksiądz z Ukrainy, od którego właścicielka biura pożyczyła pieniądze i nie oddała oraz właściciele hoteli i restauracji, którym biuro nie zapłaciło za ich usługi. Pokrzywdzeni turyści powiadomili również policję, która wszczęła w tej sprawie dochodzenie.

Marta Tomczak wybrała ofertę pechowego biura jesienią.
- 14 listopada wpłaciłam zaliczkę 620 zł na wyjazd sylwestrowy do Białowieży – opowiada. – Impreza dla dwóch osób kosztowała 1240 zł. Ponieważ w chwili zapisywania, nie było kompletu chętnych poprosiłam pracownika biura, żeby dał mi znać na wypadek, gdyby wyjazd został odwołany.
W grudniu niedoszła turystka dowiedziała się, że impreza nie odbędzie się, być może jednak „w zastępstwie” zostanie zorganizowany inny, podobny wyjazd. Gdy i on nie doszedł do skutku zaproponowano jej powitanie nowego roku w Wilnie. Gdy i ta impreza została odwołana, pani Marta poprosiła o zwrot zaliczki.

- Właścicielka biura wyznaczyła mi termin odbioru pieniędzy, jednak w określonym dniu i porze nikogo w biurze nie było. Nie było go także o innych porach dnia – skarży się Marta Tomczak. – Zaczęłam słać do biura pisma, w których domagałam się zwrotu gotówki. Wszystkie pozostały bez odzewu.

Pieniędzy nie udało się odzyskać do dzisiaj. Kobieta zgłosiła więc sprawę na policję.

W takiej samej sytuacji jak pani Marta jest kilkanaście innych osób, które miały przywitać nowy rok w Białowieży.
Pracownicy Wydziału Spraw Obywatelskich Urzędu Miasta twierdzą, że pechowe biuro w ogóle nie ma koncesji.
- 3 miesiące temu wykluczyliśmy je z Izby Turystyki Ziemi Łódzkiej z powodu o-szustw wobec klientów – mówi Jarosław Fischbach, prezes ITZŁ. – Ludzie skarżyli się, że wpłacili zaliczki na wyjazdy, które się nie odbyły i nigdy nie otrzymali zwrotu pieniędzy. Wczoraj w tej sprawie skontaktowała się z nami policja.

Biuro działało od kilku lat. Specjalizowało się w wyjazdach na kresy. Przez pierwsze lata działało uczciwie i zyskało sobie wielu sympatyków. Po śmierci głównego właściciela, rodzinny interes przejęły jego dzieci. Z czasem zaczęły się kłopoty finansowe, na wycieczkach brakowało kompletu chętnych, były więc odwoływane.

Siedziba biura mieści się w starej kamienicy, w podwórzu. Byliśmy tam kilkakrotnie o różnych porach, ale za każdym razem zastaliśmy drzwi zamknięte. Telefon do biura milczy, aparat komórkowy jego właścicielki odpowiada: „Nie ma takiego numeru”, a domowy: „Abonent czasowo wyłączony”…

Autor artykułu: Magdalena Grochowalska

W sobotę szukamy pływackich talentów

Tuesday, January 16th, 2001

Pod patronatem „Expressu Ilustrowanego” o nagrody Sol Polu
W najbliższą sobotę odbędą się zawody pływackie, w których już tradycyjnie będziemy promować pływackie talenty. Rywalizacja młodych zawodniczek i zawodników od jedenastu lat znajduje się w kalendarzu imprez Okręgowego Związku Pływackiego.

XI Mityng Pływacki „Express szuka talentów” jest organizowany przez Szkołę Podstawową nr 173, klub MKS Trójka oraz redakcję „Expressu Ilustrowanego”. Impreza odbędzie się w sobotę, 20 stycznia na pływalni Szkoły Podstawowej nr 173 w Łodzi, przy ul. Sienkiewicza 46 (wejście od parku Henryka Sienkiewicza). Początek zawodów zaplanowano na godz. 11.00, a godzinę wcześniej rozpocznie się rozgrzewka.

Uczestnikami zawodów będą młodzi 12- i 13-letni wychowankowie łódzkich szkół i sekcji pływackich, reprezentanci klubów województwa łódzkiego oraz zawodniczki i zawodnicy zaproszonych klubów. Są to uczniowie V i VI klas szkół podstawowych.

Walka o zwycięstwo na pewno będzie bardzo zacięta, bo wystartują medaliści mistrzostw Polski i rekordziści Polski. Możemy zatem spodziewać się dobrych wyników. Wyścigi z pewnością przysporzą widzom wiele emocji.
Triumfatorzy naszych zawodów rozpoczynają dopiero swoją sportową karierę. Wśród zwycięzców mityngu „Express szuka talentów” w poprzednich latach znaleźli się późniejsi medaliści mistrzostw Polski seniorów i reprezentanci Polski.

Pierwszymi zwycięzcami naszej imprezy zostali reprezentanci MKS Trójka: Magdalena Kacprzak i Kornel Pintara. W ubiegłym roku triumfowali Agata Trempska (MKS Trójka) i Adrian Styrzyński (MKS Jedynka), w młodszej grupie najlepsi byli Marta Kacprzak i Wojciech Siudak (oboje UKS 149). O tym kto zwycięży w tegorocznych zawodach przekonamy się w najbliższą sobotę.

Nagrody dla najlepszych i upominki jak każdego roku ufunduje „Express Ilustrowany” i znana łódzka firma Sol Pol, posiadająca sieć sklepów ze sprzętem RTV i AGD najwyższej jakości. Sklepy firmy Sol Polu znajdują się przy ul.: Lelewela 3/7, Piotrkowska 204/210, Franciszkańska 99, Przędzalniana 42, al. Wyszyńskiego 61, Lutomierska 1, Przybyszewskiego 47/49.

Upominki dla uczestników przygotowała też firma Emtec Magnetics. Organizatorzy przewidzieli także upominki dla publiczności. Ufundują je redakcja „Expressu Ilustrowanego” oraz firmy Sol Pol i Emtec Magnetics. Zostaną rozlosowane podczas dekoracji najlepszych zawodników.

Autor artykułu: mm

Za bestialski mord

Saturday, January 13th, 2001

Dożywocie i dwa razy po 25 lat
Bardzo żałuję tego co się stało – powiedział wczoraj w ostatnim słowie Marcin Ch., oskarżony o podwójne zabójstwo i rozbój. Podsądny prosił jednocześnie o łagodniejszy wyrok. Podobnie brzmiało ostatnie słowo Stanisława B. Milczał tylko Sebastian G.

Na tych oskarżonych ciążył zarzut zabójstwa i napadu rabunkowego. Przed łódzkim sądem zakończył się wczoraj proces o podwójne zabójstwo dokonane na Widzewie latem 1999 roku. 27 czerwca oskarżonym zabrakło pieniędzy na alkohol i wpadli na pomysł, by wyłudzić pieniądze od samotnej starszej kobiety. Do jej mieszkania wszedł Marcin Ch. odziany w czarną koszulę, czarne spodnie, z Biblią w ręce. Udawał księdza kwestującego na cele misyjne. Jadwiga O. dała mu 8 złotych, co nie usatysfakcjonowało kolegów i „duchownego”. Wrócił tam jeszcze raz pod jakimś pretekstem i już w przedpokoju uderzył panią Jadwigę pięścią w głowę. Potem umieścił ją w pokoju i powtórzył ciosy. Wtedy weszli do mieszkania kompani. Chodziło o to, że pani Jadwiga znała obydwu oskarżonych. Zrabowali złotą biżuterię, maszynę do szycia i aparat telefoniczny. Z łupem pojechali na Piotrkowską, w nocnym lombardzie zastawili złote kolczyki i inne precjoza. Za to kupili wódkę. Libacja odbyła się w mieszkaniu Zbigniewa K., u którego znalazł schronienie Marcin Ch. (nie wrócił do więzienia z przepustki). Zaczęło się wielkie picie, zakończone śmiercią gospodarza. Oskarżeni bili go, kopali, porażali prądem. – Nie wiadomo do końca, jaki był motyw tej zbrodni – mówił w swoim wystąpieniu prokurator Michał Mazurczyk. Kiedy ponownie podłączyli ofiarę do prądu, zgasło światło. Nikt nie umiał naprawić korków. Wypili więc jeszcze trochę alkoholu i zasnęli. Rano stwierdzili, że Zbigniew K. nie żyje. Poćwiartowane zwłoki wynieśli z mieszkania w reklamówkach i wrzucili do stawu, a także na śmietnik.
Po powrocie do domu dowiedzieli się, że Jadwiga O. nie żyje.
Prokurator podkreślając makabryczne okoliczności towarzyszące zbrodniom zażądał dla Marcina Ch. kary dożywotniego więzienia, a dla Sebastiana G. i Stanisława B. – po 25 lat więzienia. Obrońcy wnosili o zmianę kwalifikacji na pobicie ze skutkiem śmiertelnym i o łagodniejsze potraktowanie ich klientów. 5-osobowy skład Sądu Okręgowego w Łodzi wymierzył kary: 32-letniemu Marcinowi Ch. dożywocie, a 24-letniemu Stanisławowi B. i 27-letniemu Sebastianowi G. – po 25 lat więzienia. -Tak drastyczna sprawa rzadko trafia na wokandę sądową – podkreślił w uzasadnieniu sędzia Marek Chmiela. – Okrucieństwo zamanifestowane przez oskarżonych dowodzi pozbawienia ludzkich uczuć. O warunkowe przedterminowe wyjście na wolność Marcin Ch. będzie się mógł ubiegać dopiero po 30 latach, a Stanisław B. – po 20 latach. Wobec oskarżonych sąd orzekł też pozbawienie praw publicznych na 10 lat.

Autor artykułu: (st)

10 miesięcy z uranem

Saturday, January 13th, 2001

O zagrożeniu dowiedziałem się z polskiej tlewizji
Łódzki policjant, komisarz Dariusz Krawczyk wrócił właśnie z misji na Bałkanach. Od 5 marca ubiegłego roku służył tam w ramach Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie. Był to już jego kolejny wyjazd do byłej Jugosławii. Po raz pierwszy był tam na początku lat dziewięćdziesiątych.

O podejrzeniach, iż kilkunastu żołnierzy misji pokojowej zmarło na raka, białaczkę lub inne choroby spowodowane prawdopodobnie uranem z pocisków, którym NATO bombardowało obiekty w Jugosławii dowiedział się – tak jak wszyscy Polacy – dopiero ze środków masowego przekazu. Wcześniej nikt go o tym nie informował – ani przed wyjazdem, ani na miejscu. Dariusz Krawczyk najpierw trafił do stacji policyjnej w miejscowości Tovarnik (na granicy Chorwacji i Jugosławii), po miesiącu został oficerem łącznikowym w Osijeku. Pracował też na granicy chorwacko-bośniackiej, w Travniku, blisko zakładów zbrojeniowych, które były bombardowane. – Przed wyjazdem przeszedłem dokładne badania lekarskie – opowiada policjant. – Wszystko było w porządku. Przez cały pobyt w Chorwacji czułem się dobrze, chociaż miałem kłopoty z nerkami. Tam jest okropna woda: ciężka, zanieczyszczona, pełno w niej wapna, kamienia. Usiłowałem pić mineralną, ale była podobna! Wystarczyło przegotować tę wodę raz, a na grzałce zostawał kamień! Na nerki chorowaliśmy wszyscy oprócz tubylców, którzy są już przyzwyczajeni. Najbardziej na kamienie w nerkach skarżyli się Szwedzi, którzy u siebie w kraju mają wodę krystalicznie czystą. Komisarz Dariusz Krawczyk nigdy nie dowiedziałby się o uranie, gdyby nie to, że założył sobie telewizję satelitarną. – Tam działają tylko 3 stacje telewizyjne. Chociaż dobrze znam język serbsko-chorwacki, nie mogłem ich oglądać. Nawet dzienniki są przerywane reklamami, a reszta programu to same filmy propagandowe, wychwalające gospodarkę, która w rzeczywistości jest w fatalnej kondycji. Dzięki satelicie mogłem odbierać polskie programy. To z naszych wiadomości pan Dariusz dowiedział się o „syndromie bałkańskim”. Zaczął o tym rozmawiać z niemieckimi kolegami. I wtedy okazało się, że Niemcy byli przed wyjazdem informowani o niebezpieczeństwie. Niektórzy się wycofywali, dla innych motyw finansowy był ważniejszy i pozostawali przy raz podjętej decyzji.
Łódzki policjant zaczął uważniej śledzić wszystkie doniesienia. – Doszedłem do wniosku, że „nie taki diabeł straszny jak go malują”: Nie znalazłem żadnego śladu wspominającego o zachorowaniach wśród ludności cywilnej – mówi. – A przecież, gdyby za wszystko był odpowiedzialny uran z pocisków, to ludzie powinni masowo chorować!
Polscy policjanci pocieszali się też tym, że razem z nimi pracowało wielu Amerykanów. – Przecież Ameryka jest znana z dbałości o swoich obywateli. Rząd nie wysłałby ich tam, gdyby to było groźne dla ich zdrowia.
Póki co, żaden z kolegów łodzianina nie skarżył się na poważniejsze dolegliwości. Tylko jeden policjant, który był w Bośni w 1995 r. cierpi teraz na białaczkę i od 2 lat jest na rencie, ale czy może to mieć związek z misją? Pan Dariusz nie boi się o swoje zdrowie. Z misji przywiózł wiele wspomnień, obserwacji. Były rzeczy, które go bulwersowały i takie, które go zdumiewały. Zdumiało na przykład zachowanie uchodźców chorwackich, którzy wracali do ojczyzny. – Rząd dawał im kredyty na budowę i remont domów, tymczasem oni stawiali jakieś rozwalające się klitki, a za pieniądze od państwa kupowali luksusowe samochody, którymi mogliby pochwalić się przed sąsiadami.
Przykrymi doświadczeniami były dla niego ekshumacje zwłok, ale to nic wobec wspomnień sprzed lat, kiedy to trafił do wsi, wymordowanej przez wroga. – Żołnierze kazali wejść ludziom: kobietom, starcom i dzieciom do skrzyń, a potem wrzucili do nich granaty. My je otworzyliśmy po trzech dniach. Widok był wstrząsający. Misja Dariusza Krawczyka zakończyła się w styczniu br. Ma już propozycję wyjazdu na następną, ale na razie nie zgodził się. – Nie dlatego, żebym się bał tajemniczych chorób, wywoływanych przez uran – mówi – lecz dlatego, że mam już dość życia z dala od rodziny. Mam dwie córki w wieku 10 i 12 lat. One potrzebują ojca.

Zdaniem ministra obrony Bronisława Komorowskiego – nie ma związku pomiędzy zachorowaniami na białaczkę a użyciem amunicji z rdzeniem uranowym. Polski zespół lekarzy i chemików wrócił w tym tygodniu z Kosowa. Jak twierdzą fachowcy – promieniowanie radioaktywne zubożonego uranu, który był użyty w amunicji jest trzystukrotnie niższe od promieniowania uranu naturalnie występującego w glebie Kosowa, a zachorowalność żołnierzy włoskich na białaczkę nie odbiega od normalnej zachorowalności na białaczkę na świecie.

Autor artykułu: Magdalena Grochowalska

Deptak dla samochodów

Saturday, January 13th, 2001

Spacerowicze i kierowcy
Parkową alejkę na osiedlu Widzew – Wschód przeznaczoną dla pieszych wykorzystują kierowcy samochodów!

- Po zapadnięciu zmierzchu jeżdżą tędy namiętnie i to bardzo szybko – opowiada zbulwersowana mieszkanka pobliskiego bloku. – Większość kierowców to chyba młodociani, bo z wnętrza pojazdu słychać ryk muzyki. Kilka razy sama musiałam uciekać z drogi przed takim rozpędzonym piratem. – Większość skraca sobie w ten sposób drogę na drugą stronę osiedla – wyjaśnia Tomasz Racz, lokator jednego z bloków. – Często obserwuję takie sytuacje, bo kilka razy dziennie wychodzę z psem na spacer. Dziwne, że jeszcze policja się nimi nie zajęła. Tymczasem, jak twierdzą funkcjonariusze policji, nie ma podstaw, żeby zatrzymać kierowców jadących alejką. – Nie ma znaku zakazu – mówi jeden z funkcjonariuszy pieszego patrolu napotkanego na osiedlu. – Jedynym argumentem do zatrzymania może być więc tylko przekroczenie prędkości. Całkowicie zaskoczona była kierowniczka administracyjna Spółdzielni Mieszkaniowej „Chrobry”, która gospodaruje tym terenem.
- Nikomu z nas nie przyszło do głowy, że ktoś mógłby tamtędy jeździć samochodem – mówi Barbara Dubilas. – Nie postawiliśmy więc żadnego znaku zakazu wjazdu. Jak się okazuje, będziemy musieli to jednak zrobić.

Autor artykułu: Ksaf

Rodzinna tragedia

Wednesday, January 10th, 2001

Przed łódzkim Sądem Okręgowym zaczął się wczoraj proces w sprawie kolejnej rodzinnej tragedii. Na ławie zasiadł 19-letni Przemysław K., oskarżony o zabójstwo ojca.

Uderzył go nożem w szyję i w brzuch. Potem poszedł na komisariat. – On chyba nie żyje – powiedział oficerowi dyżurnemu. Kiedy funkcjonariusze przyjechali na miejsce, Wiesław K. był już martwy. Na ciele denata widniały dwie rany. – Ostrze przebiło tętnicę i aortę – stwierdził medyk sądowy. Przyczyną zgonu było wykrwawienie. 7 lutego zeszłego roku oskarżony pił wino z rodzicami. W libacji uczestniczył też jego kolega. Razem wypili cztery flaszki.
Potem pożyczył od sąsiada 20 złotych i kupił cztery kolejne butelki. Odbił je w mieszkaniu kolegi. Przy biesiadnym stole zasiadła też matka kumpla. Na następne trunki zabrakło mu pieniędzy. Chciał pożyczyć 2 złote od swojego ojca, ale ten odmówił. I wtedy dwukrotnie uderzył go nożem.

Autor artykułu: (st)

Zasłabł za kierownicą

Wednesday, January 10th, 2001

Trwa zła passa MPK. W poniedziałek zderzyły się autobusy MPK i Zgierskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego. 14 osób zostało rannych. Natomiast wczoraj o godz. 9.15 kierowca autobusu linii 99 zasłabł za kierownicą.

Na ul. Kusocińskiego auto nagle zjechało na lewą stronę jezdni i uderzyło w zaparkowanego citroena. Wezwany lekarz pogotowia ratunkowego podejrzewał, że mężczyzna dostał zawału serca. Przewieziono go do szpitala na obserwację. Żadnemu z pasażerów nic się nie stało. Karetki pogotowia ratunkowego przez cały dzień kursowały po mieście i udzielały pomocy osobom, które zasłabły na ulicach. Do tego wielu pacjentów czekało w mieszkaniach na wizyty lekarzy pogotowia.

Autor artykułu: (MR)