Archive for February, 2001

Ścigaczewski w AZS Łódź

Tuesday, February 27th, 2001

W siedzibie firmy komputerowej Jason MacKenzie doszło do podpisania umowy sponsorskiej między AZS a najlepszym naszym płotkarzem – Tomaszem Ścigaczewskim. Umowa obowiązywać będzie do igrzysk w Atenach w 2004 roku.
Przekazywane pieniądze pozwolą płotkarzowi nie myśleć o bieżących, życiowych kłopotach, lecz skupić się na zadaniach szkoleniowych.

Można się tylko cieszyć, że dzięki wspólnej finansowej inicjatywie (równe wkłady pieniężne) Urzędu Marszałkowskiego, Urzędu Miasta Łodzi i firmy Jason MacKenzie będziemy mieli w Łodzi zawodnika najwyższej sportowej klasy, który po solidnym przygotowaniu się do sezonu powinien błyszczeć na światowych imprezach.

Tomasz Ścigaczewski, mówiąc o swoich sportowych planach, stwierdził, iż chciałby wystąpić w finałowym biegu mistrzostw świata na 110 m przez płotki oraz pobić rekord Polski.

Autor artykułu: p

Wyciszkiewicz wypożyczony

Tuesday, February 27th, 2001

Antoni Ptak dogadał się z Andrzejem Pawelcem
Wczoraj Antoni Ptak i prezes Widzewa Andrzej Pawelec doszli do porozumienia w sprawie Zbigniewa Wyciszkiewicza.
Piłkarz ostatecznie został wypożyczony do drużyny z al. Piłsudskiego na pół roku z trzecioligowej Piotrcovii Ptak. Widzew po upływie tego terminu będzie miał również prawo pierwokupu pomocnika.

- Wczoraj rano dogadałem się w tej sprawie z Andrzejem Pawelcem powiedział „EI” Antoni Ptak.

Dziś rano w PZPN będzie również wycofana prośba ŁKS o powołanie sądu polubownego w sprawie Wyciszkiewicza.
Tym samym zakończyły się kontrowersje i niejasności wokół przynależności klubowej pomocnika. Przypomnijmy, że na początku roku Wyciszkiewicz podpisał czteroletni kontrakt z Widzewem. Kilka dni później zdecydował się na podpisanie podobnej umowy ze Śląskiem Wrocław.

Miał już nawet lecieć z tym zespołem na zgrupowanie, ale w ostatniej chwili został z lotniska odwołany przez Pawelca.
Wyciszkiewicz od niedzieli przebywa ze swoimi kolegami na zgrupowaniu w Niemczech. Tuż po przyjeździe do Bad Blankenburga trener Marek Koniarek był bardzo zadowolony z pogody. Wokół panowała wiosenna aura, a piłkarze mogli bez problemów korzystać z zielonej murawy. Wczoraj jednak w Bad Blankenburg zapanowała zima. Temperatura spadła grubo poniżej zera, a boiska zostały zasypane przez śnieg.
Nie przeszkodziło to na szczęście widzewiakom w przeprowadzeniu dwóch treningów w poniedziałek.

- Ośrodek ma również boisko pokryte sztuczną murawą, dlatego zima nam nie jest straszna – mówi kierownik drużyny Tadeusz Gapiński. – Mimo opadów śniegu i tak mamy w Niemczech lepsze warunki do przeprowadzenia zajęć niż w Łodzi. Na naszym obiekcie musielibyśmy trenować na zmrożonej płycie, a to grozi odniesieniem poważnej kontuzji – kończy Gapiński.

Z zajęć zostali zwolnieni Janeczko i Stasiak, u których badania wydolnościowe wykazały przemęczenie. – Tak wynika z badań, które przed wyjazdem przeprowadziliśmy w bytomskiej klinice doktora Wielkoszyńskiego. Z tego powodu zaleciłem zawodnikom krótki odpoczynek – powiedział Koniarek. – Na tym etapie przygotowań nie robi się już siły, a jedynie szlifuje szybkość

- Największym moim zmartwieniem są problemy ze zdrowiem Marcina Zająca, który w ostatnich sparingach zaprezentował znaczny wzrost formy. Marcin narzeka na bóle mięśnia czterogłowego, ale mamy nadzieję, że nie jest to nic poważnego. Liczymy, że naszemu masażyście uda się szybko postawić napastnika na nogi – kończy widzewski opiekun.

Dziś widzewiacy rozegrają pierwszy sparing w Niemczech. Rywalem łódzkiego pierwszoligowca będzie jedenastka Rot Weiss Erfurt. Przeciwnicy podopiecznych Koniarka występują w niemieckiej trzeciej lidze, gdzie zajmują dziewiąte miejsce.

Jutro widzewiacy zmierzą się z amatorami z Bad Blankenburga. Obydwa spotkania odbędą się na sztucznej nawierzchni w ośrodku, w którym przebywa nasza drużyna.
Na środę zapowiedział swoją wizytę u piłkarzy Andrzej Grajewski. Nie jest wykluczone, że przywiezie ze sobą byłego zawodnika łódzkiego klubu Jacka Dembińskiego.
Łodzianie wracają do Polski w piątek, ale rano przeprowadzą jeszcze w Bad Blankenburg trening.

Autor artykułu: hof

Łódzki „Trans Plus” chce wygrać „Salomona”

Tuesday, February 27th, 2001

Rajdy „adventure racing”
W połowie lat osiemdziesiątych zaczęto organizować na świecie rajdy „adventure racing”, które w szybkim tempie zyskały ogromną popularność.

Uczestnicy rajdu muszą pokonać kilkusetkilometrowy dystans wiodący w terenach dzikich i niedostępnych bez użycia pojazdów mechanicznych. Do najbardziej prestiżowych imprez należą obecnie: Rajd Gauloisesa, Eco Challenge, Salomon Trophy. W Polsce największym rajdem jest „Salomon Trophy”, który w bieżącym roku odbędzie się na początku maja. Weźmie w nim udział łódzka ekipa „Trans Plus”.

- W ubiegłym roku w rajdzie Salomona zajęliście 7 miejsce.
Michał Kiełbasiński, Paweł Łuczak i Maciej Tracz, członkowie zespołu „Trans Plus” – Tak, ale wyruszyliśmy ze stratą kilku godzin do pozostałych drużyn. Nie było mowy o rozkładaniu sił, ważne było tylko to, by zmieścić się w limicie czasu na kolejnym punkcie kontrolnym. Zapłaciliśmy za to w końcówce rajdu. Udało nam się jednak dotrzeć do mety, a osiągnęło ją zaledwie 9 zespołów.

- Które miejsce planujecie zdobyć w tegorocznym Rajdzie Salomona?

- Do tej imprezy specjalnie się przygotowujemy. Nie ukrywamy, że chcemy Salomona wygrać i w tym celu naprawdę bardzo ciężko trenujemy. Po drodze w formie treningu wystartujemy w kwietniu w rajdzie Harpagana.

- Macie szanse, jako jedyna polska grupa, uczestniczyć w Rajdzie Gauloisesa.

- Tak, jesteśmy jedyną polską drużyną, która została umieszczona na liście startowej. Rajd Gauloisesa odbędzie się w Wietnamie w październiku br. , ale żeby wystartować musimy wpłacić startowe w wysokości 55 tys. franków francuskich. Poszukujemy sponsorów, którzy pomogliby nam w zdobyciu pieniędzy w zamian za reklamowanie firmy.

- Dlaczego rajdy adventure racing, które wymagają ogromnego wysiłku i poświęcenia, cieszą się taką popularnością?

- Ludzie chcą się sprawdzić w ekstremalnych sytuacjach, pokonać pewne bariery własnego „ja”, wygrać ze swymi słabościami. największą nagrodą jest zadowolenie z ukończenia rajdu, ale i tak nie wszystkim się to udaje.

Autor artykułu: m

Tłumacz za kratkami

Monday, February 26th, 2001

Cudzoziemcy w więzieniu
- W 9 zakładach karnych podległych Okręgowemu Inspektorowi Więziennictwa w Łodzi przebywa 52 cudzoziemców – informuje rzecznik prasowy inspektoratu mjr Roman Hofman.

– Głównie są to więźniowie z dawnego Związku Radzieckiego – Ormianie, Ukraińcy, Białorusini. – Mamy też siedmiu Bułgarów, trzech Wietnamczyków, dwóch Szwedów, Francuza, Greka, Turka i Izraelczyka. Ci zza wschodniej granicy doskonale porozumiewają się z polskimi współwięźniami. Inni kontaktują się na migi, uczą się najpotrzebniejszych polskich słów.

W każdym zakładzie karnym regulaminy więzienne wydane są w 3 językach – angielskim, niemieckim i rosyjskim – informuje rzecznik. – Coraz więcej funkcjonariuszy zna angielski, niemiecki lub francuski.

Od pewnego czasu warunkiem przyjęcia do służby więziennej jest znajomość języka zachodniego. Ostatnio tylko Wietnamczyk żalił się, że nic nie rozumie.

Bariery językowe oczywiście są. Z reguły za kratki trafiają jednak ci, którzy przebywają w Polsce kilka lat.
Za co najczęściej zasiadają na ławie oskarżonych?

Głównie za rozboje, wymuszenia rozbójnicze, kradzieże.
Takich oskarżeń jest 31. Osiem dotyczy przestępstw przeciwko zdrowiu i życiu (zabójstwa pobicia), pięć o handel narkotykami. Jest też czterech podejrzanych o stręczycielstwo, a jeden odpowie za handel żywym towarem.

Ormianin, który odpowiadał przed łódzkim sądem za zabójstwo swego ziomka, dobrze mówił po polsku i tłumacz niewiele miał do roboty. Nic natomiast nie rozumieli dwaj Węgrzy z obywatelstwem szwedzkim sądzeni za narkotyki. Od początku procesu przy ławie oskarżonych siedział biegły znający ich język i objaśniał wszystko co dzieje się na sali sądowej. Wyrok, który niedawno zapadł w tej sprawie, przekazany zostanie podsądnym w języku węgierskim.

- Sąd zawsze zapewnia cudzoziemcom biegłego tłumacza – mówi rzecznik prasowy łódzkiego Sądu Okręgowego Janusz Ritmann. – Zdarza się, że obcokrajowiec dobrze zna polski i sam rezygnuje z pomocy tłumacza.

Do łódzkiego aresztu przy ul. Smutnej trafił swego czasu Duńczyk. Siedział tylko 10 dni. Jego rodacy wpłacili kaucję w wysokości miliona nowych złotych. Zapewnili mu też najlepszą pomoc prawną. Na procesie, który jeszcze się ciągnie, broni go trzech adwokatów.

Z matrymonialnym oszustem z Norwegii, przebywającym w łódzkim areszcie blisko rok, kontaktowała się stale przedstawicielka konsulatu. Kiedy po wyroku wyszedł na wolność (sąd zaliczył mu tymczasowy areszt), pani z konsulatu dała mu pieniądze na powrót do Norwegii.
Ambasady i konsulaty państw zachodnich z reguły interesują się swoimi rodakami. Więźniowie zza wschodniej granicy pozostawieni są sami sobie. Mogą tylko liczyć na pomoc swoich ziomków, którzy przebywają w Polsce.

Syryjczyk odbywający karę 15 lat za zabójstwo utrzymuje kontakt ze swoimi rodakami, którzy przyjeżdżają na widzenia, przysyłają paczki.

Cudzoziemcy traktowani są tak jak polscy więźniowie. W razie choroby korzystają z pomocy lekarskiej i z leczenia szpitalnego. Toczy się właśnie postępowanie w sprawie śmierci Litwina, który zmarł niedawno w szpitalu więziennym przy ul. Kraszewskiego.

Wszystkie zakłady karne w Polsce objęte są opieką duszpasterską. Więzień może uczestniczyć w mszy, może się wyspowiadać, może wziąć ślub kościelny. Dotyczy to katolików. W przypadku innych wyznań jest to indywidualna opieka duszpasterska.

Autor artykułu: st

Prezydent bez zaufania

Monday, February 26th, 2001

Za „styl sprawowania władzy”
Miejska konwencja SLD – rodzimej partii prezydenta Łodzi Tadeusza Matusiaka – w sobotnim tajnym głosowaniu wyraziła wobec niego wotum nieufności. Dostał poparcie tylko 77 spośród 236 delegatów.

Co to oznacza? Matusiak nie jest już członkiem miejskich władz partii. Ale prezydencki fotel utrzymał. Przynajmniej jak na razie.

- Oddaję się do dyspozycji mojej partii – powiedział pytany czy sam zrezygnuje.

Nie znalazły posłuchu apele szefa łódzkiego SLD Grzegorza Matuszaka, by „nie zmieniać zaprzęgu w czasie przeprawy przez bród” i ze zmianami w partii powstrzymać się do grudnia (po wyborach do parlamentu). Sam Matuszak też nie osiągnął imponującego wyniku – 131 głosów. By utrzymać funkcję w partii, potrzeba było ich ponad połowę. Prócz prezydenta nie udało się tego osiągnąć sekretarzowi SLD Krzysztofowi Honkiszowi (110 głosów) oraz członkowi zarządu Jackowi Depczyńskiemu (112). Ale Honkisz zapowiedział, że wyniku głosowania nie przyjmuje do wiadomości.

To, że nad prezydentem Matusiakiem zbierają się chmury, wiadomo było od dawna. Podczas zjazdu publicznie zastrzeżenia do „stylu sprawowania władzy” w Łodzi wyrażał nawet przewodniczący SLD Leszek Miller.

- Władza SLD ma się różnić na korzyść od innych ugrupowań – powiedział też „Expressowi”. – Klienci urzędów muszą widzieć, że dobrze się ich traktuje, że kolejki są coraz krótsze, nie mogą mieć wrażenia, że są przeganiani. A na to, niestety, skarżą się niektórzy przychodzący na moje dyżury poselskie.

Prezydent był najwyraźniej rozgoryczony wynikiem głosowania.
- Może powodem były te „luksusy”, ten niebieski peugeot, jakiego zafundował sobie prezydent? – pytał delegatów. – Ale przecież było to tylko wykonanie uchwały budżetowej.

Co utrata zaufania w SLD oznacza dla prezydenta? Jak powiedział, oddaje się do dyspozycji partii, lecz co to dokładnie oznacza, nie chciał wyjaśnić. Sobotni wynik głosowania nie jest równoznaczny z utratą stanowiska prezydenta. Tego pozbawić go mogą praktycznie tylko ci, którzy go na tę funkcję powołali – radni Rady Miejskiej. SLD ma w niej większość. Co postanowi? Okaże się dzisiaj.

Autor artykułu: kow.

Dembiński z Widzewem

Saturday, February 24th, 2001

Jacek Dembiński (Hamburger SV), którego strzeleckie umiejętności wspominają wszyscy kibice Widzewa, ma dołączyć do ekipy łódzkiego klubu już w poniedziałek, podczas zgrupowania widzewiaków w Bad Blankenburg.

Już od pewnego czasu dochodziły z widzewskiej ekipy informacje, że toczone są rozmowy z Dembińskim na temat jego powrotu do Widzewa. Obecnie rozmowy są już zaawansowane w takim stopniu, że jego występy w barwach Widzewa w rundzie wiosennej są wielce prawdopodobne.
Trener widzewskiego zespołu – Marek Koniarek zabiera do Niemiec 20 zawodników. Ekipa wyjeżdża jutro przed południem.

Autor artykułu: (h)

Kaucja zamiast aresztu

Thursday, February 22nd, 2001

Wątek korupcyjny tzw. łódzkiej ośmiornicy
Ostatnich czterech podsądnych odpowiadających w głośnym i kontrowersyjnym procesie lekarzy, pracowników służby więziennej, rehabilitanta oraz adwokata oskarżonych przez prokuraturę o korupcję w ciągu najbliższych dni wyjdzie najprawdopodobniej na wolność.

Wczoraj Sąd Okręgowy rozpatrzył zażalenie adwokatów na dalsze stosowanie aresztów wobec lekarza Andrzeja K. oraz byłych pracowników służby więziennej: Dariusza T., Jarosława J. i Włodzimierza K. Sąd zobowiązał oskarżonych do wpłaty poręczeń majątkowych w wysokości od 15 tys. do 25 tys. zł. Można więc przypuszczać, że gdy tylko pieniądze wpłyną do sądowej kasy oskarżeni opuszczą areszt. Pod koniec grudnia sąd nakazał wypuścić z aresztu (za kaucją w wysokości 20 tys. zł) anestezjologa Zbigniewa Ł. Natomiast miesiąc wcześniej areszt uchylono neurochirurgowi Zbigniewowi K. Prokuratura Okręgowa, która nie mogła się z tym pogodzić złożyła zażalenie. Wczoraj jednak sąd postanowił, że Zbigniew K. za kratki nie wróci. Przypomnijmy, że z założeń aktu oskarżenia wynika, że wszyscy oskarżeni lekarze, adwokat, rehabilitant i pracownicy służby więziennej za łapówki pomagali Markowi B. ps. „Rudy” w unikaniu odpowiedzialności karnej czym utrudniali prowadzone przeciwko niemu postępowanie prokuratorskie. Według organów ścigania „Rudy” (obecnie świadek koronny w sprawie tzw. łódzkiej ośmiornicy) będąc w 1995 roku tymczasowo aresztowanym za oszustwa na wielką skalę był całkowicie zdrowy. To właśnie lekarze zdaniem prokuratury m.in. fałszując dokumentację i wycinając rzekomo pęknięty dysk doprowadzili do jego okaleczenia.

Autor artykułu: (ćma)

Napadli na inwalidkę

Thursday, February 22nd, 2001

Pies tropiący pomógł policji w wykryciu sprawców napadu na 87-letnią inwalidkę z Woli Pszczółeckiej(pow.bełchatowski). Funkcjonariusze zatrzymali trzech podejrzanych.

We wtorek późnym popołudniem nieznani sprawcy po wyłamaniu drzwi do mieszkania obezwładnili niedowidzącą staruszkę i skradli jej 350 zł oraz cztery pęta kiełbasy. Złodzieje wychodząc zabarykadowali drzwi drewnianym kołkiem. Na szczęście krzyk wystraszonej kobiety usłyszał przechodzący obok sąsiad, który uwolnił pokrzywdzoną i powiadomił policję. W ustaleniu złodziei pomógł policyjny pies, który wpadł na ich trop. 22-letni Piotr S., 21-letni Dariusz K. są mieszkańcami sąsiedniej wsi natomiast najmłodszy 20-letni Witold W. jest sąsiadem pokrzywdzonej. Dwaj ostatni byli już wcześniej karani za kradzieże i włamania.
O dalszym losie całej trójki zadecyduje prokurator i sąd.

Autor artykułu: (ćma)

Rocznica katedry

Thursday, February 22nd, 2001

W tym roku przypada setna rocznica poświęcenia kamienia węgielnego pod budowę łódzkiej katedry. Dokonał tego 16 czerwca 1901 r. arcybiskup warszawski.

Katedra pw. św. Stanisława Kostki powstała według projektu architekta berlińskiego. Jej budowę rozpoczęto w 1901 r., a zakończono w 1912. Neogotyki ufundował Juliusz Heinzel, ołtarz boczny Matki Bożej Różańcowej – kupcy, a ołtarz boczny św. S. Kostki – robotnicy z fabryki Geyera. 22 grudnia 1912 r. został dokonany akt poświęcenia świątyni.
W tym samym roku rozpoczęto budowę wieży. Do użytku była gotowa 4 lata później. W 1922 r. katedrę konsekrował biskup łódzki Wincenty Tymieniecki. W latach trzydziestych wybudowano w niej kryptę, w której spoczywają szczątki biskupów łódzkich. W czasie wojny gestapo zrobiło w świątyni skład wojskowy. Grabiono też, co się dało.
Kolejne nieszczęście dotknęło katedrę 11 maja 1971 r., kiedy to wybuchł w niej pożar. Do dziś zachowało się niewiele oryginalnych zabytkowych przedmiotów. Należy do nich m.in. ornat z połowy XVII w. i relikwiarz w kształcie monstrancji.

Autor artykułu: (MGr)

Tajemnicza śmierć na Myśliwskiej

Tuesday, February 20th, 2001

Wczoraj w mieszkaniu przy ul. Myśliwskiej znaleziono zwłoki 53-letniej gospodyni. Zginęła od strzału w pierś z pistoletu TT.

Policja bada czy popełniła samobójstwo czy też została zamordowana. Jak poinformował nas nadkom. Witold Kozicki z Zespołu Prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi, ciało kobiety znalazł około godz. 11 jej syn. Leżała na podłodze w łazience w kałuży krwi. Obok w pokoju znajdował się jej komplnie pijany mąż. Zdaniem medyka sądowego kobieta zmarła między godziną 5 a 6 rano. Początkowo zakładano, że popełniła samobójstwo. Po dokładniejszym zbadaniu ciała i śladów wystrzelonej kuli okazało się jednak, że mogła zostać zastrzelona. Ku tej wersji skłania fakt, że w pokoju, w którym zastano jej męża była broń, z której padł śmiertelny strzał. Znaleziono też listy pożegnalne. Sześćdziesięcioletni mąż denatki trafił do izby wytrzeźwień. Jak ustaliliśmy jest on współwłaścicielem firmy ochroniarskiej i zakładu pogrzebowego. Broń posiadał legalnie. Jego sąsiedzi nieoficjalnie mówią, że przyczyną tragedii mogły być kłopoty finansowe i rodzinne, w które popadli małżonkowe. Nie wyklucza się, że chcieli wspólnie popełnić samobójstwo. Kobieta zginęła pierwsza. Na pytanie czy sama odebrała sobie życie, czy też zastrzelił ją jej własny mąż, odpowiedzi szukają policyjni eksperci.

Autor artykułu: (em)