Widzew – Wisła 3:0 (2:0)
1:0 – Zając (18), 2:0 – Tarachulski (32), 3:0 – Kaczmarczyk (56, z rzutu wolnego).
Czerwone kartki: Kałużny (Wisła, druga żółta), Bogusz (Widzew, druga żółta).
Żółte kartki: Niciński, Kałużny, Baszczyński, Kelechi, Moskal (Wisła), Bogusz (Widzew).
Sędziował: Mirosław Ryszka (Warszawa).
Widzów: 5 tys.
NOTY W RANKINGU ZŁOTE BUTY „EXPRESSU ILUSTROWANEGO”
Widzew: Olszewski -6 – Jop -7, Urbaniak -7, Bogusz -0, Szymczyk -6 – Zając -8, Wyciszkiewicz -7 (65, Stasiak -2), Kaczmarczyk -9 (79, Krygier -1), Michalczuk -6 – Tarachulski -7 (90, Janeczko), Dembiński -9.
Wisła: Szczęsny – Baszczyński, Moskal, Kałużny, Kulawik (43, Szymkowiak) – Pater (71, Sosin), Niciński, Czerwiec (46, Kelechi), Żurawski – Moskalewicz, Frankowski.
Krakowska Wisła przyjechała na widzewski stadion pod wodzą Oresta Lenczyka, który nie tak dawno był szkoleniowcem Widzewa. Mirosław Szymkowiak, który w przerwie zimowej przeniósł się do Krakowa, usiadł na ławce rezerwowych, a na boisku w zespole Wisły pojawili się Maciej Szczęsny i Ryszard Czerwiec, którzy również mają za sobą występy w łódzkim zespole. W widzewskim zespole zabrakło nawet na ławce rezerwowych, przesuniętych do rezerw Rafała Pawlaka, Sławomira Guli i Macieja Stolarczyka, a z opaską kapitana zagrał pierwszy raz Marcin Zając.
Od początku spotkania lekką przewagę posiadali goście. Widzewiacy byli jakby w cieniu, ale szybko zaczęli grać z większym rozmachem. W 14 min. wchodzący w pole karne Bartosz Tarachulski mocno strzelił w kierunku bramki Wisły. Wydawało się, że Szczęsny będzie miał kłopoty z obroną uderzenia, ale piłka trafiła w rękę stojącego przed nim Nicińskiego. Sędzia spotkania nawet nie zamierzał przerwać gry.
W 18 min. gry łodzianie objęli prowadzenie. Rafał Kaczmarczyk znakomicie posłał prostopadłą piłkę do Marcina Zająca, który uwolnił się spod opieki pilnującego go Żurawskiego. Pomocnik Widzewa spojrzał jeszcze na środek pola karnego i gdy bramkarz Wisły spodziewał się dośrodkowania, mocno strzelił w krótki róg bramki. Zaskoczony Szczęsny przepuścił piłkę pod lewą ręką.
Po stracie gola Wisła przeprowadziła kilka ataków, ale nie były one skuteczne. Łodzianie atakowali za to z kontry, które były znacznie bardziej niebezpieczne od akcji krakowskich piłkarzy. W 27 min. gry przed doskonałą szansą na strzelenie gola stanął Zbigniew Wyciszkiewicz, ale zwlekał ze strzałem i w rezultacie stracił piłkę.
W 32 min. zbyt lekkie podanie Jacka Dembińskiego nie pozwoliło wyjść na czystą pozycję Danielowi Boguszowi i spóźniony strzał widzewiaka bez trudu złapał Szczęsny.
Jeszcze w tej samej minucie zespół trenera Marka Koniarka prowadził 2:0. Do dalekiego wybicia Szymczyka z własnej połowy wyszedł z bramki Maciej Szczęsny, ale znakomicie zagrał Bartosz Tarachulski. Uprzedził bramkarza Wisły i z linii pola karnego głową skierował piłkę do krakowskiej bramki. Próbował zatrzymać piłkę Kulawik, ale nie zdążył i na trybunach po raz drugi zapanowała wielka radość.
Do końca pierwszej części meczu wynik nie uległ zmianie, a widzewiacy nadal groźnie atakowali. W dobrej pozycji ponownie był Daniel Bogusz, ale jego strzał zatrzymał się na nogach obrońcy Wisły.
Druga połowa rozpoczęła się od wyrównanej, zaciętej gry w środku pola. W 54 min. gry reprezentant Polski Radosław Kałużny zwlekał z wybiciem piłki i stracił ją na korzyść Andrzeja Michalczuka. Wiślak sfaulował pomocnika Widzewa i otrzymał żółtą kartkę. Za chwilę zobaczył czerwoną, bo nie potrafił zapanować nad emocjami i wdał się w nerwową dyskusję z sędzią spotkania. Spokój zachował natomiast Rafał Kaczmarczyk, który bezpośrednio z rzutu wolnego z 16 m umieścił piłkę w samym okienku bramki Macieja Szczęsnego. Trzeci gol widzewiaków wydawał się przesądzać losy pojedynku.
Od 59 min. meczu obie drużyny grały w dziesiątkę. Czerwony kartonik otrzymał od sędziego Daniel Bogusz za ostre wejście ciałem w Macieja Żurawskiego. Zdaniem wielu obserwatorów nie był to faul złośliwy łódzkiego obrońcy, a sędzia raczej chciał wyrównać siły zespołów.
Piłkarze mieli zatem więcej miejsca na boisku, ale obraz gry się przez to nie zmienił. Obie drużyny z pasją atakowały na zmianę bramki swoich rywali, chcąc zmienić wynik meczu. W 77 min. gry potężną „bombą” popisał się obrońca Wisły Baszczyński, na szczęście dla Widzewa piłka trafiła w poprzeczkę bramki Sławomira Olszewskiego.
Mimo wysokiego prowadzenia zawodnicy trenera Marka Koniarka nie rezygnowali ze strzelenia kolejnego gola. W 84 min. meczu nie zdołał dobrze przyjąć piłki Jacek Dembiński, a był już sam na sam z Maciejem Szczęsnym. Cztery minuty później w podobnej sytuacji znalazł się Marcin Zając. „Położył” bramkarza Wisły, ale kopnął piłkę zbyt lekko i zatrzymał ją tuż przed bramką Niciński.
Do końca spotkania wynik jednak się nie zmienił. Wisła nie strzeliła gola w meczu po raz pierwszy od 31 spotkań.
Trener Orest Lenczyk po meczu powiedział, że widzewiakom wychodziło po prostu wszystko. „To był szczęśliwy dzień dla graczy Widzewa, nawet jak wybijali piłkę na oślep okazywało się, że trafiała ona znów do widzewiaka” – stwierdził Orest Lenczyk.
Autor artykułu: mm