W Komendzie Miejskiej Policji w Łodzi służy 6 psów patrolowo-tropiących. Najbardziej doświadczonym jest szybki jak strzała sześcioletni „Niko” (służbowo „Lamaz”).
Najmłodszym dwulatek „Dik” (służbowo „Ogi”). W tym doborowym towarzystwie jest również jedna suka – „Nanda”, uczestniczka ostatnich Mistrzostw Polski Przewodników i Psów Służbowych w Sułkowicach koło Grójca. Wszystkie są owczarkami niemieckimi. Każdy pies ma swój numer służbowy i wszczepionego pod skórę chipa, w którym są zakodowane najważniejsze o nim informacje…
- To czujne, szybkie, silne i inteligentne zwierzęta – mówi młodszy aspirant Krzysztof Gosławski, kierownik ogniwa pierwszego, sekcji techniki kryminalistycznej. – Mają doskonały węch i dysponują niezwykle skuteczną bronią – zębami. W tym roku wytropiły już 19 przestępców. W ubiegłym – 20 osób. Wśród nich dwoje zagubionych dzieci.
Groźny „Niko”
Jest wysokim, potężnie zbudowanym psem. Ma długą, czarną sierść, waży ponad 40 kg i w kłębie liczy 67 cm. W biegu kładzie uszy po sobie i pędzi niczym kula wystrzelona z karabinu. Nie daj Boże, żeby był bez kagańca. Uwielbia się bawić ze swoim przewodnikiem, nie grymasi w jedzeniu.
Krzysztof Gosławski pracuje z nim od trzech lat. Wcześniej szkolił dwa inne psy. Doskonale się zna na tresurze i taktyce użycia psa. Z „Nikiem” każdego dnia spędza po kilka godzin. Karmi go, czesze, sprząta po nim i wymyśla coraz to nowe ćwiczenia, aby jego pupil był w wysokiej formie…
Często ich można spotkać w lasku niedaleko lotniska na Lublinku. Tam „Niko” pod czujnym okiem swojego pana ćwiczy pościg za przestępcą, obronę przewodnika, posłuszeństwo. Doskonali również swoje umiejętności w wykrywaniu zapachów ukrytych przedmiotów.
- „Niko” jest bardzo pojętnym uczniem – mówi jego przewodnik. – Czteromiesięczy kurs w Sułkowcach zaliczył w trzy miesiące. Treser napisał w opinii, że dawno nie widział tak zrównoważonego psa, tak mocno przywiązanego do swojego przewodnika.
W policji
Policja kupuje psy w wieku od roku do dwóch lat. Nie muszą być z rodowodem. Każdy jednak musi odznaczać się żelaznym zdrowiem, nie bać się huku strzałów z broni palnej, posiadać doskonały węch, dobrze aportować. Psy, które spełniają te wymogi kierowane są z przewodnikami do Zakładu Szkolenia Przewodników i Tresury Psów w Sułkowicach. Tam otrzymują numer służbowy i nowe imię (w każdym roku zaczyna się ono na inną literę). Ze swoim przewodnikiem mają stanowić zgrany zespół. Szkolenie obejmuje ponad 400 godzin zajęć. Przewodnik uczy się m. in. kynologii, fizjologii, żywienia oraz zapobiegania chorobom u psów.
Zajęcia praktyczne rozpoczynają się „wieczorkiem zapoznawczym”. Jest to trwająca około dwóch tygodni luźna zabawa przewodnika ze zwierzęciem. Podczas niej pies i jego pan muszą do siebie przywyknąć i się polubić, gdyż zwierzę jeszcze bardzo tęskni za poprzednim właścicielem.
Przewodnik musi się więc wykazać dużą cierpliwością, umiejętnością trafnej oceny nastroju psa i jego chęci do pracy. Podczas tresury główny nacisk kładzie się na wyrobienie karności, posłuszeństwa, czujności i kontrolowanej agresji. Psy przyzwyczaja się do strzałów, detonacji, ognia, dymu. Tresura polega na wielogodzinnym, żmudnym powtarzaniu tych samych czynności. Szczególną uwagę zwraca się na stosowanie przez przewodnika właściwego systemu nagród i kar. Nie ma mowy o biciu i znęcaniu się nad czworonogiem. Wystarczającą karą jest podniesiony głos i szarpnięcie smyczą. Po zdaniu egzaminu pies na rok otrzymuje atest i wraca do służby w macierzystej jednostce policji.
- Chcieliśmy sami sprawdzić jak nasi podopieczni reagują na huk broni palnej – opowiada młodszy aspirant Gosławski. – Przebraliśmy więc kolegę w specjalny kostium, uzbroiliśmy w petardy, świece dymne, kałasznikowa ze ślepą amunicją i poszczuliśmy na niego psy. Wystrzelał cały magazynek, obrzucił je petardami, żaden jednak nawet przez sekundę nie zboczył z drogi i nie zawahał się go zaatakować.
- Najprościej byłoby wyszkolić bestię, ale my nauczamy bezpiecznych form agresji – zaznacza sierż. sztab. Piotr Duda, przewodnik „Dika”. – Chwytania za nogi czy za nadgarstek uzbrojonej ręki, a nie np. za gardło.
Oko w oko z „bestią”
Te groźne zwierzęta potrafią być łagodne jak baranki. Taką właśnie opinię mają o nich uczniowie łódzkich podstawówek.
- Podczas spotkań demonstrujemy dzieciakom umiejętności naszych czworonogów. Pokazujemy również jak należy się zachować w razie ataku psa – opowiada młodszy aspirant Krzysztof Gosławski. – Uczymy, że nie należy podchodzić do nieznanych czworonogów, drażnić ich, wchodzić na teren, gdzie się znajdują.
Spojrzenie w oczy psa, to wyzwanie, sprawdzenie kto jest silniejszy. Pies podnosi wtedy wargi, zaczyna warczeć i może niespodziewanie zaatakować.
- Zwierzę reaguje na ruch – kontynuuje sierż. sztab. Piotr Duda. – Jeśli się zbliży należy stanąć nieruchomo trzymając pięści przyciśnięte do krtani i dać się obwąchać. Gdy zaatakuje, trzeba osłaniać się torbą, kurtką lub innym przedmiotem trzymanym w ręku. Jeżeli przewróci, należy szybko przyjąć pozycję żółwia – przykryć dłońmi kark, uszy i leżeć nieruchomo. Nie wolno uciekać. To wyzwala w psie agresję i sprawi, że zaatakuje ze zdwojoną siłą.
Na emeryturę
Policyjne psy nie jadają słonych i pikantnych pokarmów, żeby nie straciły dobrego węchu i nie nabawiły się sklerozy. Ich dieta jest kaloryczna, z dużą ilością witamin, soli mineralnych. Dostają mięso, ryby, jajka, kaszę, jarzyny. Karmienie kośćmi jest zabronione. Mogą utkwić w przewodzie pokarmowym i przedziurawić jelita.
W policji psy służą do 9 roku życia. Później odchodzą „na emeryturę”. Najczęściej są oddawane bezpłatnie swojemu przewodnikowi. Zdarza się również, że są sprzedawane. Wtedy – jak zaznacza młodszy aspirant Krzysztof Gosławski – człowiek traci kogoś naprawdę bliskiego.
Autor artykułu: Edward Mazurkow