Archive for October, 2001

Zabójca z Łodzi wpadł jak „Słowik”

Tuesday, October 30th, 2001

Dariusz G. zatrzymany przez hiszpańskich policjantów

Hiszpańscy policjanci zatrzymali 34-letniego Dariusza G., groźnego przestępcę z Łodzi podejrzanego o zabójstwo. Został on zatrzymany w miejscowości Marbella koło Malagi w minony czwartek po południu. Akurat robił zakupy w supermarkecie. Był całkowicie zaskoczony i nie stawiał oporu. Posługiwał się fałszywym polskim paszportem i upłynęło kilkanaście godzin zanim badania daktyloskopijne potwierdziły jego prawdziwą tożsamość.

Zatrzymanie jednego z czterech (oprócz Marka Warczyka, Włodzimierza Grzesika i Krzysztofa Lutosławskiego zamieszanych w tzw. łódzką ośmiornicę) najbardziej poszukiwanych łódzkich przestępców było możliwe dzięki specjalnej grupie pościgowej z komendy wojewódzkiej i ścisłej współpracy z Interpolem.

Przypomnijmy: 3 czerwca 2000 r. około godz. 5 na podwórzu kamienicy przy ulicy Próchnika doszło do awantury, w której uczestniczyło kilkanaście osób z dwóch konkurencyjnych grup przestępczych. Dwaj mężczyźni wsiedli do mercedesa i odjechali w stronę ul. Więckowskiego. Tam przy sklepie spożywczym drogę zajechał im volkswagen golf, w którym było trzech mężczyzn. Doszło do bójki. W ruch poszły drewniane pałki. Jeden z uczestników zajścia kilkakrotnie strzelił z pistoletu. Na miejscu zginął 31-letni Krzysztof W. ps. „Wróbel”, trafiony w głowę i klatkę piersiową; jego kolega, 21-letni Sebastian G., został ranny w udo. Kilka godzin później podczas obławy policjanci zatrzymali czterech podejrzanych, piątego – w niedzielę późnym wieczorem. Dwa dni później sąd aresztował tymczasowo 38-letniego Piotra Sz. i 29-letniego Pawła G. zarzucając im pobicie i udział w bójce, pozostałych zwolniono.

Dariusz G., któremu przypisuje się zastrzelenie Krzysztofa W. i postrzelenie Sebastiana G. zniknął. Kilka dni ukrywał się w kraju, a następnie opuścił nielegalnie Polskę – przejechał TIR-em przez granicę do Czech. Później – cały czas posługując się sfałszowanymi dokumentami – trafił do Niemiec, Belgii, Holandii, Grecji i Hiszpanii. Jak wstępnie ustalono również tam zajmował się działalnością przestępczą m. in. wyłudzał haracze wśród polskich emigrantów i pracujących „na czarno”.

- Deptaliśmy mu po piętach od momentu gdy uciekł z kraju – mówi oficer z łódzkiej grupy pościgowej. – Najdokładniej mieliśmy go namierzonego w Grecji, ale się wymknął. Dopiero nasi hiszpańscy koledzy kompletnie go zaskoczyli.

Wraz z nim ujęto jeszcze jednego Polaka i Niemca (także podejrzanych o wymuszanie haraczy). Władze hiszpańskie zdecydowały już o zastosowaniu wobec Dariusza G. 40-dniowego aresztu ekstradycyjnego. Sprawdzane są jego kontakty z członkami zorganizowanych grup przestępczych, którzy ukrywali się w Hiszpanii. Chodzi tu głównie o „Słowika” i „Pyzę”, zatrzymanych dwa dni wcześniej w miejscowości Casa Gaudia, w pobliżu Walencji.

Dariusz G. ma bogatą przeszłość kryminalną. W połowie lat 80. zajął się nielegalnym handlem odzieżą w Niemczech. Tam też nawiązał kontakty ze złodziejami samochodów i nauczył się od nich fachu. Nie gardził także wymuszaniem haraczy.
Oprócz sprawy o zabójstwo jest poszukiwany kilkoma listami gończymi m. in. za udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Teraz grozi mu dożywotnie więzienie.
Łódzka grupa pościgowa może poszczycić się jednym z najlepszych wyników w Polsce. Tylko w tym roku zatrzymała już 100 zabójców, sprawców napadów i członków zorganizowanych grup przestępczych.

Autor artykułu: (ćma)

Zmiany tras na ul. Warszawskiej

Tuesday, October 30th, 2001

Dzisiaj rozpoczyna się kolejny etap robót torowych prowadzonych przy pętli tramwajowej na ul. Warszawskiej. Do odwołania autobusy linii 56 i komunikacji zastępczej Z pojadą innymi trasami:

Linia 56 – z pl. Dąbrowskiego do skrzyżowania ul. Kryształowej i Wycieczkowej dotrą bez zmian, a następnie pojadą ul. Wycieczkową do tymczasowej pętli na parkingu przy ul. Wycieczkowej.

Dodatkowy przystanek ustawiono na ul. Kryształowej przed ul. Wycieczkową.

Ponieważ trasa autobusów linii 56 została skrócona, na czas prac wprowadzono dodatkowe autobusy zastępcze oznaczone Z-3. Pojadą z pl. Wolności ul. Nowomiejską, Ogrodową (w przeciwnym kierunku ul. Legionów), Zachodnią, Limanowskiego, Łagiewnicką, Warszawską, Skrzydlatą do Arturówka.

Natomiast autobusy linii Z kursują z pl. Wolności ul. Nowomiejską, Ogrodową (w kierunku przeciwnym ul. Legionów), Zachodnią, Limanowskiego, Łagiewnicką, Warszawską do budynku nr 129 i tutaj zawracają. Zatrzymają się na przystankach tramwajowych oraz na dodatkowym ustawionym przy ul. Warszawskiej 129.

Tramwaje linii 3 nadal będą jeździć objazdem: z pętli przy ul. Augustów do skrzyżowania ul. Zachodniej i Dolnej jeżdżą niezmienioną trasą, a dalej ul. Zgierską do pętli na Julianowie.

Autor artykułu: (MR)

Po nowej nawierzchni

Tuesday, October 30th, 2001

Od wczoraj kierowcy mogą już swobodnie jeździć al. Sikorskiego. Drogowcy oddali już północną nitkę jezdni (południowa została wyremontowana na wiosnę – przyp. red.).
Remont północnego odcinka o długości 720 metrów pochłonął 2 mln zł. Drogowcy zerwali starą nawierzchnię jezdni wraz z podbudową i położyli nową.

- Jest o wiele bardziej wytrzymała i przystosowana do dużych nacisków – usłyszeliśmy w Wydziale Dróg Urzędu Miasta. – Stara nawierzchnia nie wytrzymywała natężenia ruchu, a na jezdni tworzyły się koleiny.
Wzdłuż al. Sikorskiego położone zostały również nowe krawężniki i chodniki dla pieszych.

Dziś natomiast zakończono prace na skrzyżowaniu ul. Kopcińskiego i Narutowicza. Dla ruchu kołowego oddana więc zostaje wschodnia jezdnia ul. Kopcińskiego, jak również jej wloty w ul. Narutowicza. Tym samym autobusy linii 155 i 158 od dziś powracają na swoje właściwe trasy.
Jednocześnie przystanki autobusowe w tym rejonie zostają przywrócone na miejsca sprzed robót.

Autor artykułu: (TJ)

Marynarka za 5 zł

Saturday, October 27th, 2001

Klientami łódzkich sklepów z używaną odzieżą coraz częściej są ludzie znani z telewizyjnych ekranów.

- Przychodzą do nas aktorzy, politycy, modelki a nawet kilku biznesmenów – mówi Teresa Sowa, sprzedawczyni jednego z łódzkich ciucholanów. – Niektórzy odwiedzają nas nawet kilka razy w tygodniu i godzinami grzebią w kontenerach z ubraniami. Aktorzy zjawiają się tutaj najczęściej w poniedziałki i poszukują oryginalnych kreacji. Chętnie biorą również ręcznie dziergane swetry i żakiety w jaskrawych kolorach. Modelki kupują markowe ubrania i wieczorowe sukienki. Szukają czegoś szczególnego, ale coraz częściej biorą zwykłe ubrania w spokojnych kolorach.

Dużą popularnością cieszą się toczki i długie rękawiczki.
Hitem wśród biznesmenów są ubiory do jazdy konnej, stroje rowerowe i narciarskie, a satyrycy z telewizyjnych kabaretów przychodzą wyłącznie po koszule z zaginanym kołnierzykiem, fraki oraz smokingi. Marynarki smokingowe muszą mieć błyszczące klapy.

W lumpeksie czarny frak kosztuje około 50 złotych, a smoking 40. Najtańszą balową suknię z koronki można zdobyć już za 4 złote, a za codzienne ubrania trzeba zapłacić od 3 do 20 złotych.

W łódzkich sklepach z używaną odzieżą bardzo często zaopatrują się także scenografowie ze studiów filmowych. Zwłaszcza warszawskich. Ubrania z drugiej ręki noszą m.in. aktorzy z serialu „ Na dobre i na złe”. Po używane firanki i zasłony sięgają również plastycy budujący dekoracje do lokalnych programów telewizyjnych.

- Stałymi i częstymi klientami są też pracownicy łódzkich teatrów – wyjawia sprzedawczyni. – Biorą niemal wszystko co może przydać się do scenografii przedstawienia, począwszy od firanek, zasłon i koców, a skończywszy na serwetkach.

Nierzadko zdarza się, że twórcy przedstawienia składają zamówienia na konkretne rzeczy na kilka miesięcy przed premierą.

- Znani ludzie to dobrzy klienci. Wyciągają grube portfele i nigdy się nie targują – mówi Anna Woźna, sprzedawczyni jednego ze sklepów z używaną odzieżą.

Autor artykułu: Marzena Maciejczyk

Internet jak narkotyk

Saturday, October 27th, 2001

Łódź jest drugim po Warszawie miastem, w którym władze samorządowe chcą leczyć internetoholików. Wydział Zdrowia UMŁ alarmuje, że coraz więcej osób uzależnia się od komputera. Skąd takie informacje? Nie wiadomo. Do żadnej łódzkiej poradni nie zgłosił się do tej pory ani jeden internetowy nałogowiec.

Przezorny nie da się zaskoczyć

- Zagrożenie istnieje. Nie jest tylko zdiagnozowana jego skala – tłumaczy dr Paweł Czerniak, szef Ośrodka Profilaktyki i Terapii Uzależnień. – Gdybyśmy czekali, aż problem się rozwinie i ludzie sami zaczną się zgłaszać, nikt nie wiedziałby, jak im pomóc. A tak – pojawiły się sygnały, a my już mamy propozycje leczenia.

- Daje się zauważyć, że młodzież spędza mnóstwo czasu w cyberprzestrzeni – przyznaje właściciel kawiarni internetowej w Śródmieściu. – Niektórzy przychodzą zaraz po otwarciu, o godz. 10 rano i siedzą do późnego wieczora. Nie pytam, czy nie powinni być w szkole, bo to przecież nie moja sprawa. Oczywiste jest jednak, że są na wagarach…
Aby zorientować się, jak wiele osób potrzebuje „odwyku”, miasto zdecydowało się wydać 10 tys. zł na badania młodzieży. Początkowo mówiło się, że objęte będą nimi nawet dzieci z podstawówek. Ale przedstawiciele magistratu nieco zagalopowali się w reklamowaniu pomysłu, bo terapeuci nie mają zamiaru badać uczniów klas I – VI.

- Nie oszukujmy się, że w tej grupie znajdziemy wielu pacjentów – mówią. – Małym dzieckiem powinni zająć się rodzice. Wystarczy zabezpieczyć komputer hasłem, by nie miało do niego nieograniczonego dostępu. Nam chodzi o młodzież starszą, która w każdej chwili może iść do kafejki internetowej i spędzać tam tyle czasu, ile tylko chce.

Czy podnieca cię komputer?

O tym, kto powinien zostać poddany leczeniu zadecydują wyniki ankiet, jakie już w listopadzie i grudniu wypełnią 4 tysiące uczniów od gimnazjów wzwyż. Test zawiera 12 pytań (wymienionych w ramce). Za komputerowego nałogowca uznana może być osoba, która da przynajmniej połowę twierdzących odpowiedzi. Leczeniem nałogu zajmą się od nowego roku psychologowie i psychiatrzy w Miejskim Ośrodku Profilaktyki i Terapii Uzależnień. Takie są plany. Ale czy można wierzyć, że młodzi ludzie odpowiadając na pytania będą szczerzy? Jak wyłowić nałogowców, skoro ankiety będą anonimowe?

- Przekłamań nie da się uniknąć. Może się np. zdarzyć, że w jakimś gimnazjum uczniowie się zmówią i na każde pytanie odpowiedzą twierdząco. Oczywiście nie uwierzę, że wszyscy są uzależnieni od sieci czy gier. Ale nie ma lepszego sposobu na oszacowanie zjawiska – przyznaje dr Czerniak. – Nikogo nie będziemy też zmuszać do leczenia. Każdy musi sam poczuć, że coś z nim jest nie tak i zgłosić się do nas.

Myszka zamiast kolacji

Lekarze mówią, że u ludzi uzależnionych od Internetu występują podobne zaburzenia psychiczne i psychiatryczne jak u alkoholików i narkomanów. To, iż do wzbudzania w sobie emocji nie stosują używek, nie oznacza wcale, że nie powstaje nałóg. Uzależniają się bowiem od chemii własnego organizmu. Kiedy podnieca i sprawia ogromną przyjemność surfowanie w Internecie, też wytwarza się dopamina i noradrenalina, która sprawia, iż nie można oderwać się od monitora. Jeśli człowiekowi zdarza się spędzić nad grą 4 godziny, chociaż zamierzał zajmować się nią 60 minut, to już pierwszy sygnał utraty kontroli. Nie powinien niepokoić dopóty, dopóki nie powtarza się to codziennie. Gorzej, jeśli ktoś zaniedbuje pracę i zamiast zajmować się obowiązkami, buszuje w sieci, a po powrocie do domu nie może się doczekać, by znów włączyć komputer. Bardzo źle, gdy przyjemność stukania w klawiaturę i klikania myszką staje się większa niż kontakt z rzeczywistością.

Internetoholik zaczyna wówczas zaniedbywać rodzinę i zapomina o przysłowiowym bożym świecie. Nie można go doprosić, by zjadł obiad, odrobił lekcje. Pozbawienie go dostępu do komputera wywołuje w nim nerwowość i depresję.

- Szczególnie niebezpieczne u młodych ludzi jest uzależnienie od tzw. cyberseksu – zauważa dr Paweł Czerniak. – Często oglądanie pornograficznych zdjęć zastępuje normalne kontakty. Nie mówiąc już o tym, że wypacza spojrzenie na prawdziwe życie seksualne.

Gdy Adam udaje Ewę

Kolejnym zagrożeniem są niezwykle popularne czaty. Wiele osób wdając się w dyskusje z inernautami podaje się za kogoś innego, co świadczy o braku akceptacji samego siebie.

Takimi osobami powinien się zająć psycholog. Inna rzecz, że użytkownicy grup dyskusyjnych porozumiewają się własnym slangiem, skrótami myślowymi, niezrozumiałymi dla osób nie mających styczności z Internetem i języka tego zaczynają używać w życiu. Ludzie tworzący witryny, chcieli dać możliwość „sympatycznych” kontaktów, komunikacji, wymiany poglądów. Tymczasem wystarczy rzucić
okiem na opinie umieszczane przez członków grup dyskusyjnych, by stwierdzić, że czaty często stają się polem do popisu ludzi bez jakichkolwiek zasad moralnych. Roi się od niecenzuralnych słów, obraźliwych stwierdzeń. Anonimowość sprawiła, że Internet bywa wychodkiem.

- To imponuje nastolatkom. Czytając myśli chorych, pokrętnych umysłów zaczynają robić to samo – mówią terapeuci. – Terapia nie polega jednak na zmuszeniu do całkowitego zaprzestania używania komputera. To nie przyniosłoby nic dobrego. Leczenie będzie polegało na szukaniu sposobów, by ograniczyć czas spędzony w sieci.

Celem ma być odzyskanie kontroli nad korzystaniem z Internetu oraz wyeliminowanie najbardziej destrukcyjnych form tego korzystania, czyli np. pornografii.

*****

Czy jesteś internetoholikiem?

Na te pytania wkrótce odpowiadać będzie młodzież. (Niektóre mogą się zmienić; nad ostateczną wersją pracują jeszcze specjaliści z Uniwersytetu Łódzkiego)

1. Czy siadając przy komputerze czujesz podniecenie?
2. Czy nie mając jakiś czas dostępu do Internetu czujesz przygnębienie bądź nie wiesz co ze sobą zrobić?
3. Czy poświęcasz więcej niż 2 godziny dziennie na korzystanie z Internetu?
4. Czy rodzina mówiła Ci, że za dużo czasu spędzasz przy komputerze?
5. Czy często oglądasz strony o treści erotycznej?
6. Czy ukrywasz czasami, ile czasu spędziłeś przy komputerze?
7. Czy próbowałeś kiedykolwiek skrócić czas surfowania po Internecie, ale było to bezskuteczne?
8. Czy chciałbyś spędzać coraz więcej czasu w sieci?
9. Czy często bolą Cię plecy bądź nadgarstki?
10. Czy często pieką Cię oczy?
11. Czy z powodu komputera zdarza Ci się zaniedbywać higienę osobistą?
12. Czy śpisz w nietypowych porach, od kiedy zacząłeś korzystać z Internetu?

Autor artykułu: Iwona Polak

Jak Abbas z Żyżyńskim

Saturday, October 27th, 2001

Dzieli ich około ćwierć miliona ludzi i 400 stron tekstu. Eugenia Bożena Abbas i Żelisław Żyżyński – pierwsza i ostatnia osoba w łódzkiej książce telefonicznej.

Marzenie ojca i „dobrodziejstwo inwentarza”

- Dzięki tej książce spełniło się marzenie mojego taty – to by jego syn był ostatni w książce telefonicznej – mówi Żelisław Żyżyński, ostatni łodzianin w książce telefonicznej. – Ja sam nie przywiązywałem do tego tak wielkiego znaczenia. Tata nie kupował kalendarza jak nie było w nim moich imienin, które obchodzę 23 lipca.

- Nazwisko przyjęłam po mężu, że tak powiem „z pełnym dobrodziejstwem inwentarza” – śmieje się Eugenia Abbas, „pierwsza” obywatelka Łodzi. – Noszę je dopiero od 15 lat, więc nie zawsze byłam pierwsza.

Ostatni w Polsce i pierwsza w Łodzi

Oboje są dumni i zadowoleni ze swoich miejsc w książce telefonicznej. Ma to jednak swoje dobre i złe strony.
- Kiedy pojawiły się fundusze emerytalne odbierałam po kilka telefonów dziennie – wspomina Eugenia Abbas. – Wszyscy chcieli mnie zapisać do drugiego filaru. Chyba agenci brali spis telefonów i po kolei dzwonili do każdego.

Mogłam też w ten sposób wygrać kilka kompletów garnków, wycieczek na Karaiby i mercedesa. Nie dałam się jednak oszukać i wszystkie te „okazje” przeszły mi koło nosa.

- Dwa lata temu „Lato z radiem” tworzyło „Alfabet Polaków”. Szukano nazwiska najkrótszego, najdłuższego, pierwszego i ostatniego. Znajomi namówili mnie bym i ja się zgłosił – wspomina Żelek Żyżyński, gdyż tak na niego wołają koledzy. – Okazałem się Polakiem o ostatnim w kraju imieniu i nazwisku.

Dziennikarz i księgowa

Żelek jest dziennikarzem. Zajmuje się sportem. Swoje artykuły podpisuje „Żyży”. (kiedyś również „ŻŻ”).
Natomiast Eugenia jest główną księgową w jednej z łódzkich szkół średnich. Większość zna ją jednak pod drugim imieniem – Bożeny.

- Tacie po moim urodzeniu, pomyliła się kolejność imion i stąd ta dwoistość. Wolę jak mówią na mnie Bożena. Eugenia mi nie odpowiada. Zresztą kiedy na zjeździe mojej klasy maturalnej po 20 latach spotkaliśmy się, nikt nie pamiętał żadnej Eugenii Abbas, jak miałam napisane na identyfikatorze. Dla wszystkich byłam Bożeną Tomczak – tłumaczy Eugenia Bożena.

Żadnemu z nich nazwisko nie przeszkadza. Czy pierwsza, czy ostatni – z kolejnością na różnego rodzaju listach wiążą się pewne plusy.

- Jak mam coś np. odebrać na poczcie, czy w banku od razu mówię, żeby szukali na samym końcu – śmieje się Żelek Żyżyński. – Niektóre „panie z okienka” jak zobaczą jak się nazywam pytają czy mogą pokazać mój dowód koleżance. Dziwią się, że istnieje ktoś, kto się tak nazywa. W szkole zawsze byłem ostatni. Co prawda mama załatwiła, że w dzienniku byłem pod moim drugim imieniem – jako Adam, ale kolejności to nie zmieniło. Teraz jednak zdecydowanie wolę Żelek. Przy pierwszym spotkaniu, jak się przedstawię tym imieniem ludzie dziwią się: – To jakiś pseudonim?

- Zawsze jestem pierwsza. To chyba dobrze. Nie muszę siedzieć długo na wywiadówkach. Nigdy jednak specjalnie nazwiska nie wykorzystywałam. Przez to, że wyszłam za mąż dopiero po studiach ominęły mnie wszystkie „atrakcje” tj. odpytywanie według listy obecności itp. – mówi Bożena Abbas. – Kiedy założyłam sobie telefon i wyszła książka telefoniczna – oczywiście z moim imieniem na samym początku dzwonili do mnie znajomi i pytali czy wiem, że jestem w niej pierwsza.

Hemingway i Chmielewska

Żelisław Żyżyński uwielbia piesze wędrówki po Bieszczadach. Jeździ tam kilka razy w roku naładować „akumulatory”. Kocha Hemingwaya i dobrą prozę amerykańską. Eugenia Abbas przepada za książkami Joanny Chmielewskiej i pasjami jeździ z rodziną na rowerach. Ma psa Kajtka i dwa koty: łaciatą Kicię i czarnego Piernika.

- Jak podaję nazwisko przez telefon tłumaczę, że piszę się to „Abba” i „s”. Zdarzało się już bowiem nie raz, że widziałam moje nazwisko zapisane jako „Abdas” – zdradza swój sposób na trudne nazwisko Eugenia.

- „Rzyrzyński”, „Żeżyński, „Rzeczyński” i „Żylisław” – pomyłki były różne – wspomina Żelek.

Niezagrożeni

Na razie nie zanosi się na to, by ktokolwiek z rodziny Żyżyńskich lub Abbasów „wyprzedził” ich w książce.

- Znalazłem jeszcze „dalsze” imię – Żywisław. Może nazwę tak syna? – zastanawia się Żelek. – Na razie muszę obronić pracę magisterską ze stosunków międzynarodowych.

- Córka Kamila ma 15 lat, syn Jakub 9. Mąż też ma imię powyżej litery „E”. Żadne z nich mojej pozycji więc „nie zagraża” – ocenia Eugenia Bożena Abbas.

Czy jednak nowa książka telefoniczna nie zmieni pozycji na liście naszych dzisiejszych bohaterów? Nie wiadomo. Nawet jeżeliby tak było, żadne z nich nie będzie się tym specjalnie martwić.

Autor artykułu: Mirosław Malinowski

Zagrają w finałach MŚ 2014?

Thursday, October 25th, 2001

Jest wielce prawdopodobne, że niektórzy, a może i wszyscy piłkarze tej drużyny zagrają w finałach mistrzostw świata w roku… 2014. Będą mieli wówczas po 22 lata. Doskonały wiek jak dla piłkarza. Przed nimi 13 lat wytężonej pracy, ale i wiele radości ze zwycięstw!

9-letni dziś piłkarze drużyny SMS Łódź, prowadzeni przez znanego trenera Józefa Robakiewicza, są najmłodszą w naszym mieście drużyną występującą w organizowanej przez Łódzki Związek Piłki Nożnej wojewódzkiej lidze. Spotykają się w niej z nawet o trzy lata starszymi rywalami. I myli się ten, kto sądziłby, że ich mecze kończą się porażkami.

Owszem początek nie był najlepszy – przegrana 0:8 w Strykowie ze Zjednoczonymi, ale późniejsze wyniki były już bardziej optymistyczne: 0:4 z Różycą, 3:1 ze Startem Łódź (trzy bramki zdobył Tomasz Bogołębski), 0:6 z MULKS Łask, 2:1 z ChKS Łódź (bramki Damian Różycki i Wiktor Rozwałka), 3:1 z Victorią Łódź (gole Tomasz Bogołębski 2, Damian Różycki), 2:6 z Eltą Łódź (bramki Tomasz Bogołębski i Marcin Kuczmera).

Nawet sparing z Sokołem Aleksandrów, wygrany przez drużynę SMS 7:2 (bramki Damian Różycki 3, Marcin Wasilewski 3, Wiktor Rozwałka), był dowodem na to, że w tym zespole drzemią ogromne możliwości. Mecze w roli gospodarza zespół ten rozgrywa na sztucznej nawierzchni. Baza do treningów w obiekcie przy ul. Milionowej jest doskonała.

- Pracę z tymi chłopcami rozpocząłem dwa lata temu – opowiada trener Józef Robakiewicz. – Uznałem, że gra przeciwko starszym rywalom wpłynie korzystnie na umiętności moich podopiecznych. I nie myliłem się, bo chłopcy bardzo szybko robią postępy. Dostarcza mi to wiele satysfakcji. Za cel stawiam sobie to, by z tych chłopców ukształtować późniejszych dobrych piłkarzy. Dziś nie wynik jest najważniejszy, lecz zapoznanie się z elementami wyszkolenia. Każdy mecz tych chłopców to wielkie przeżycie dla nich i ich rodziców. Jak wspaniale młodzi piłkarze potrafią się cieszyć z goli i zwycięstw!

Ważne dla polskiego futbolu jest to, że wciąż do drużyny zgłaszają się nowi młodzi chłopcy. Sukces, jakim jest awans reprezentacyjnej drużyny trenera Jerzego Engela wpłynął korzystnie na popularność piłki nożnej także w naszym mieście.

Autor artykułu: (dk)

1010 policjantów strzegło porządku

Thursday, October 25th, 2001

Rozmowiamy z podinspektorem mgr Grzegorzem Janiszewskim, zastępcą naczelnika Wydziału Prewencji i Ruchu Drogowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi.

- Czy policja ma wiele problemów z zabezpieczaniem imprez sportowych w Łodzi?

- Coraz więcej podmiotów organizuje różnego rodzaju imprezy sportowe na drogach publicznych. Mamy, niestety, dość dużo uwag do organizatorów. Liczą oni, że siły policyjne same poradzą sobie z utrzymywaniem porządku i bezpieczeństwa. Zapominają, że niezbędny jest tutaj także udział służby porządkowej, stworzonej przez organizatorów. Nie można bazować tylko na pomocy policji.

- Dlaczego tak się dzieje?

- Każdy liczy się z kosztami. Na służbach porządkowych można zaoszczędzić, a policja – jako sektor budżetowy – i tak zabezpieczy imprezę.

- Nie tak dawno rozważano możliwość wprowadzenia opłat dla policji za zabezpieczanie imprez komercyjnych…

- Tak. Ale niestety ten pomysł nie wszedł w życie. Uznano, że policja ustawowo zobowiązana jest do utrzymywania ładu i porządku publicznego. W związku z tym byłoby to niejako podwójne płacenie. Raz z budżetu za usługę, a po raz drugi od organizatora imprezy. Jednak muszę przyznać, że znów parlamentarzyści zastanawiają się nad tym, czy za szczególne usługi policji nie będzie trzeba płacić. To dopiero projekt.

- Często macie do czynienia z zabezpieczaniem imprez sportowych w Łodzi?

- W bieżącym roku w całym województwie łódzkim mieliśmy 99 imprez sportowych, głównie kolarskich, podczas których wykorzystywano drogi w sposób szczególny. Podobnie jest w innych regionach kraju, może poza województwem mazowieckim, w którym imprez jest jeszcze więcej.

- Ilu policjantów bierze udział w zabezpieczeniach imprez?

- W czterech największych wyścigach kolarskich zaangażowanych było 1010 funkcjonariuszy. Łączny czas ich pracy wynosi 3904 godziny. To dużo, bowiem ci policjanci nie poszli do normalnej służby. Wykorzystywane były w sumie 333 pojazdy służbowe, które przejechały łącznie prawie 20 tysięcy kilometrów. To oczywiście wpływa na wysokie koszty naszej pracy, ale przecież jesteśmy do tego zobowiązani ustawowo. Tę pracę musimy wykonać i nikt nas od tego nie zwolni.

- Łódzkie mecze piłkarskie także spędzają panu sen z powiek?

- Jeśli to są mecze o podwyższonym stopniu ryzyka, to tak. Dość znaczne wówczas siły i środki są przeznaczone do udrożnienia ruchu kołowego przy dojeździe na stadion i rozładowaniu ruchu po imprezie.

- Pilotujecie także autokary z zawodnikami, które ostatnio mocno narażone są na ataki wrogo nastawionych kibiców…

- Tak. Autokary doprowadzamy na miejsce imprezy sportowej, eskortujemy także – wspólnie z oddziałami prewencji – wyjeżdżających spod stadionu zawodników. Rzeczywiście mamy spory kłopot z chuliganami, obrzucającymi autokary z zawodnikami. Staramy się nie dopuścić do tragedii, zapobiegać także poprzez zmiany trasy przejazdu.

- Czy przy zabezpieczaniu imprez sportowych praca policjanta jest łatwiejsza od tej typowej, wykonywanej na drodze?

- Jakie jest teraz stanowisko policjantów? – tego nie wiem. Z mojej praktyki stwierdzam, że dużo przyjemniej pracuje się na drodze. Na imprezach sportowych może odbyć się coś niekontrolowanego. Jest także dużo większe ryzyko i wówczas dochodzi do sytuacji stresowych.

Autor artykułu: (dk)

Trzeba stawiać na jakość

Thursday, October 25th, 2001

Dariusz Wdowczyk po meczu nie miał zadowolonej miny. Żaden z próbowanych przez łódzki klub piłkarzy nie zagrał tak jak by sobie tego trener Widzewa życzył, a po drugie zmarzł strasznie stojąc przy boisku, bo temperatura powietrza była bardzo niska, a jego podopieczni swoją grą na pewno szkoleniowca nie rozgrzali.

„Zdecydowaliśmy się na rozegranie sparingu z Unią w Skierniewicach, by wypróbowć nowych piłkarzy i zobaczyć tych, którzy grają w naszych rezerwach i marzą o awansie do pierwszej drużyny Widzewa” – powiedział tuż po zakończeniu spotkania Dariusz Wdowczyk. „Przyjechało na ten sprawdzian dwóch Serbów Verolub Dukanac i Bosko Cvorkov, a także Mariusz Karczewski, Filip Marzec oraz gracz Jezioraka Iława Paschal Ekwueme, brat występującego w Polonii Warszawa Emmanuela. Widzieliśmy wszyscy jak ta gra wygląda. Ile jeszcze brakuje tym, którzy, jak myślę po dzisiejszym spotkaniu, trenują już z pierwszym zespołem Widzewa trochę na wyrost i tym, którzy chcą grać w łódzkim klubie.

Podejmiemy pewne decyzje, aby postawić raczej na jakość niż na ilość”.

O nowych zawodnikach próbowanych w zespole Widzewa trener Dariusz Wdowczyk powiedział – „Testować trzeba, ale nikt niczym się nie wyróżnił. Nie jestem z ich postawy zadowolony. Żaden na pewno w naszym klubie nie zostanie”.

Szkoleniowiec Widzewa komplementował za to grę Unii Skierniewice. „Piłkarze Unii zasłużyli na pochwałę, bo wygrała mecz 2:0. Gdy brakuje umiejętności to powinniśmy nad trzecioligową drużyną przeważać inteligencją w grze, bo przecież niektórzy z widzewskich zawodników mają za sobą mecze w I lidze. Niestety na boisku nie było tego zupełnie widać, a wręcz przeciwnie ta konfrontacja też wypadła na korzyść Unii”.

- A jak ocenia pan grę Ratajczaka, który podpisał 3,5-letnią umowę z Widzewem?

- Ratajczak i Gajewski grający na lewej obronie oraz dwóch 17-letnich bramkarzy należeli do jaśniejszych punktów naszej drużyny. Nie mogę zbyt surowo oceniać Wiechowskiego i Kaczmarczyka, bo oni powracają po kontuzjach i potrzeba trochę czasu, nim wrócą do pełnej dyspozycji. Bardzo słabo zagrał dzisiaj Paweł Bocian”.

Autor artykułu: (mm)

Propaganda sukcesu 2001

Wednesday, October 24th, 2001

Kancelaria Prezesa Rady Ministrów rozesłała do Urzędów Wojewódzkich w całym kraju blisko milion ulotek, w których opisano osiągnięcia i sukcesy rządu Jerzego Buzka. Zrobiono to kilkanaście dni przed podaniem się do dymisji rządu AWS.

Później przekazywano je do kolejnych instytucji administracji rządowej. W większości urzędów ulotki szybko usunięto – schowano lub wyrzucono. Całe przedsięwzięcie (broszury były kolorowe i na kredowym papierze) kosztowało podatników co najmniej kilkaset tysięcy złotych.Do woj. łódzkiego trafiło 30 tys. ulotek. Dotarły 12 października, a więc siedem dni przed zaprzysiężeniem nowego rządu. Dostępne były także w Komendzie Wojewódzkiej Policji, Straży Pożarnej, Kuratorium Oświaty, Wydziale Paszportów, Izbie Skarbowej i sanepidzie.

Można się z nich dowiedzieć m.in., że rząd premiera Jerzego Buzka wprowadził Polskę do NATO, przełamał monopol Rosji w dostawie gazu ziemnego, zreformował system edukacji, wprowadził nową maturę, każdej gminie zapewnił dostęp do Internetu, uzdrowił Zakład Ubezpieczeń Społecznych, lepiej wyposażył policję, zapewnił bezpieczeństwo obywatelom, zaostrzył kary dla przestępców. Spowodował również, iż górnictwo węgla kamiennego osiągnęło zysk ze sprzedaży węgla, w mieście buduje się więcej nowych mieszkań, na wsi poprawiły się warunki życia, a polski przemysł stoczniowy jest na czwartym miejscu w świecie i na drugim w Europie pod względem produkcji statków. To dzięki poprzedniemu rządowi – jak wynika z materiałów, na które natrafiliśmy w Urzędzie Wojewódzkim – spadła przestępczość i wzrosła wykrywalność sprawców (chociaż policjanci uważają, że jest inaczej), a sam premier Buzek w związku z atakiem terrorystycznym na USA ma większe poparcie niż premier Wielkiej Brytanii Tony Blair i prezydent USA George Bush.

Na pytanie, jaki był sens rozesłania ulotek do jednostek administracji rządowej na cztery dni przed zmianą wojewody Krystyna Byczkowska, dyrektor generalny Urzędu Wojewódzkiego nie bardzo wiedziała co odpowiedzieć.

- Dostaliśmy ulotki z Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i były dwa wyjścia, albo je odesłać albo rozdysponować – mówi Krystyna Byczkowska. – Postanowiliśmy rozdysponować.

Próbowaliśmy ustalić wczoraj, kto i z jakich środków sfinansował to przedsięwzięcie. W Centrum Informacyjnym Rządu nikt nie chciał się przyznać do wydania broszur.

- Ostatnie ulotki wydaliśmy dwa lata temu – mówi Grzegorz Jędras, naczelnik Wydziału Obsługi Bieżącej Centrum Informacyjnego Rządu. – Jeżeli nie ma na nich sygnatury CIR, to musiał wydawać je ktoś inny.

Ulotki nie zawierają żadnej informacji o wydawcy. Nie wiadomo, kto je projektował i gdzie były drukowane.

Wiadomo, że do Łodzi trafiły z polecenia ówczesnego szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Macieja Musiała. W obecnej kancelarii, którą kieruje Marek Wagner powiedziano nam jedynie tyle, że pochodzenie środków, z których sfinansowano tę akcję, jest nieznane.

Autor artykułu: (ćma)