Archive for December, 2001

Jeden dzień na wolności

Friday, December 28th, 2001

Na 5 lat więzienia skazał wczoraj Sąd Okręgowy w Łodzi 25-letniego Adama T. za nieudany napad rabunkowy.

Oskarżony wyszedł na wolność 1 marca ubiegłego roku i już następnego dnia wtargnął do cudzego mieszkania. Według prokuratury, gospodarza i jego dwóch gości sterroryzował bronią. – Wszyscy na podłogę – krzyknął. – Jeśli któryś się ruszy, zastrzelę. Potem jednego kopnął w twarz, a drugiego zdzielił czymś w głowę.

Sąd wziął pod uwagę, że podsądny jest recydywistą, bowiem poprzednio też siedział za napad.

Autor artykułu: (st)

Wyrok na trzech braci

Friday, December 28th, 2001

Trzej bracia K. brali udział w ulicznej bijatyce, zakończonej śmiercią ofiary. 26-letni Sławomir, karany już w przeszłości za podobne przestępstwo, został skazany na 6 lat więzienia, a 21- Gabriel – na 5 lat.

Najmłodszym z braci, jeszcze nieletnim, zajął się sąd rodzinny. Wyrok Sądu Okręgowego w Łodzi nie jest jeszcze prawomocny.

Do tragedii doszło 5 listopada 1999 roku w bramie posesji przy ul. 6 Sierpnia. Tam rozegrała się dintojra. Bracia pastwili się nad Krzysztofem P. Mieli też nóż i nim zadawali ciosy w kark.

Kiedy przyjechała karetka pogotowia, sprawców już nie było na miejscu przestępstwa. W szpitalu lekarze stwierdzili porażenie spowodowane uszkodzeniem rdzenia kręgowego. Mimo wysiłków lekarzy pacjent zmarł.

Anonimowy rozmówca przekazał policjantom informację o personaliach sprawców pobicia.

Kiedy zaczął się proces, bracia nie przyznali się do winy. Na procesie ustalono, że oskarżeni byli wcześniej w pobliskiej pijalni piwa. Był tam również Krzysztof P., który spędzał czas przy automatach. Z lokalu wyszli razem. Bracia otoczyli go i wciągnęli do bramy. Dlaczego się nad nim pastwili? Dokładnie nie wiadomo. Oskarżeni zaprzeczyli prokuratorskiemu zarzutowi, a ich ofiara nie żyje.

Autor artykułu: (st)

Śnieg sparaliżował osiedla

Friday, December 28th, 2001

4 godziny trwała podróż karetki pogotowia na ul. Beskidzką do pacjentki, która miała silny atak astmy. Ambulans nie mógł przebić się przez śnieg i po wielu próbach lekarz… poszedł na pieszo przez zaspy! Do chorej dotarł ok. godz. 8 rano. Zgłoszenie do pogotowia wpłynęło ok. 4:00. Na szczęście na pomoc nie było jeszcze za późno.

- Podobne warunki panowały niemal na każdym łódzkim osiedlu – mówi dyspozytorka łódzkiego pogotowia ratunkowego. – Nie można było dostać się do pacjentów m.in. na Dąbrowie i Bałutach. W wielu przypadkach pomagali nam strażacy i postronni przechodnie, którzy wyciągali karetki z zasp.

Rozwścieczeni byli kierowcy, którzy godzinami walczyli z wydostaniem samochodów. Nie można było ani wjechać, ani wyjechać z osiedli.

- Od czego są administracje i spółdzielnie? Potrafią tylko brać pieniądze, a jak trzeba sprzątnąć śnieg z ulic i chodników to nikogo nie ma – wykrzykiwali.

Od rana wydzwaniali też do administracji z pretensjami.
- Mamy pług, ale nie mogliśmy z niego skorzystać m.in. z winy kierowców – ripostuje Piotr Lebiedziński, prezes zarządu spółdzielni Radogoszcz – Zachód. – Samochody w wielu miejscach były tak niefortunnie zaparkowane, że przejazd pługiem był albo niemożliwy, albo groził uszkodzeniem aut. Dziś wiele osób pojechało do pracy i wykorzystujemy ten moment na odśnieżanie pługiem. Poza tym na osiedlu nie ma już gdzie składować śniegu. Należałoby go wywozić, ale na to po prostu nie ma pieniędzy.

Te jednak będą musiały znaleźć się na mandaty, które dozorcom i osobom odpowiedzialnym za porządek na osiedlach i przed posesjami wystawili strażnicy miejscy.

- Przyjęliśmy w święta kilkadziesiąt zgłoszeń od rozzłoszczonych lokatorów. Funkcjonariusze jechali na miejsce i sporządzali stosowne notatki służbowe. Od wczoraj te osoby, które nie dopełniły swoich obowiązków, karane są mandatami – powiedział „Expressowi” dyżurny w straży miejskiej.

Na większości osiedli administracje wczoraj zaczęły uprzątać śnieg z ulic i chodników. Można by powiedzieć, że lepiej późno niż wcale. Marne to jednak pocieszenie, gdyż synoptycy znów zapowiadają obfite opady śniegu. Czy tym razem również kierowcy będą musieli biegać z łopatami i odgarniać śnieg na parkingu, a lekarze pchać karetki pogotowia?

Autor artykułu: (TJ)

Wigilia na wynos

Monday, December 24th, 2001

Jak co roku sporo ludzi zamawia wigilijne potrawy w barach, restauracjach i firmach cateringowych. Część już dawno zamknęła listy, do innych jeszcze można się zgłaszać było zgłaszać wczoraj. Właściciele ocenają, że w tym roku zainteresowanie jest nieco mniejsze niż w ubiegłym roku.

- Przyszło 70 osób. Głównie są to nasi stali klienci.

Zamawiają wigilijne potrawy na kolację dla 2, 4 ale i dla 10 domowników – mówi Stanisław Musioł, szef kuchni jednego z łódzkich barów. – W tym roku po raz pierwszy upieczemy ciasta – makowce, pierniki, szarlotki. I znalazło się na nie sporo chętnych.

Oferta jest różnorodna. Gastronomicy sprzedadzą najwięcej pierogów z kapustą i grzybami. To danie jest oceniane przez klientów jako najbardziej pracochłonne, ale wigilijna wieczerza nie może się bez niego obejść.

Spośród zup można wyrać grzybową z łazankami, barszczyk czerwony klarowny bądź zabielany, barszczyk z uszkami.

Kuchnie serwują kilka gatunków ryb. Oprócz tradycyjnego karpia w galarecie lub samżonego w ofercie znalazły się: dorsz, pstrąg faszerowany, śledzie w oleju bądź w śmietanie, ryba po grecku, szczupak i sandacz Z innych potraw w wigilijnym menu znalazła się kapusta z grochem, pasztety, paszteciki z postnym farszem, sałatka śledziową z buraczkami, sałataka warzywna.

Za kilogram pierogów trzeba zapłacić 12 zł, za pasztet 14 zł, sandacza 38 złotych.

Gotowe potrawy wigilijne będą gotowe do odbioru w niedzielę, a także w Wigilię.

Autor artykułu: (MR)

Bombki jak z bajki

Monday, December 24th, 2001

Szklaną kulę wydmuchała czarodziejka Bogusia w dmuchalni przy ul. Paderewskiego 47. Potem przezroczysta bańka powędrowała do innej wróżki, która w lakierni bezbarwne bombki przemienia w bajecznie kolorowe kule.

Po półtoragodzinnym suszeniu nasza bombka trafiła w ręce wróżki Aldony, która wypisała na niej bożonarodzeniowe życzenia.

Choć nazwa „dmuchalnia szkła” brzmi mało romantycznie, to bombki pochodzące z tego miejsca wyglądają jak z bajki.

Wyruszają w cały świat. Na tegoroczne Boże Narodzenie powędrowały do Stanów Zjednoczonych, Holandii, Norwegii, a także do dalekiej Australii i Japonii.

- Klientka z Australii zażyczyła sobie bombek, które mają być prezentami dla dzieci. Nazwaliśmy je „baby” – dziecko pod kołderką. Różowa bombka jest przeznaczona dla dziewczynek, niebieska dla chłopców. Klientka przysłała nam pocztą elektroniczną dokładne rysunki, na których była wyznaczona długość kołderki. Określiła nie tylko w którą stronę ma być położona stópka, ale i jak dużo może jej wystawać spod kołderki – opowiada Zbigniew Gawroński, właściciel firmy.

Z kolei do Norwegii pojechały jelonki, mikołaje na nartach i z pękatymi workami na plecach. Japończycy postawili na skromność i elegancję. Na bombkach zawisła kiść jarzębiny, poleciały żurawie i rozwinęły się irysy. Na australijskich drzewkach oprócz kul z bobasem pod kołderką zawisną bombki z serduszkami. Na innych wróżki za pomocą różdżek rozsypują czarodziejski pył.

Kilka polskich firm produkujących ozdoby choinkowe przyjęło zamówienia ze Stanów Zjednoczonych na wykonanie bombek z Manhattanem z wieżowcami World Trade Center.

- My także otrzymaliśmy taką propozycję i to już kilka dni po zamachu terrorystycznym. Ścierpła nam skóra. I odmówiliśmy. Uważam, że bombka nie może przenosić takich emocji. Powinna nieść radość – twierdzi Zbigniew Gawroński.

Za to z łódzkiej dmuchalni wysłano do Stanów Zjednoczonych bombki w kształcie jaj obficie posypanych brokatem. Rodacy w Chicago będą mogli kupić bardzo polskie bombki – z krasnalami, zimowymi pejzażami oraz ze stroikiem ze świecami. Te ostatnie okazały się bardzo pracochłonne.

Czarodziejki pokrywały powierzchnię bombki kilkoma warstwami żółtej i różowej farby i do tego w kilku odcieniach.

A polskie bombki?

- Rynek się zmienia. Ludzie, którzy liczą każdy grosz, kupują tańsze gładkie bombki. Bogatsi sięgają po bardziej dekoracyjne. I to zdobione ręcznie, wypracowane, które są już rękodziełem artystycznym. Tutaj nie ma miejsca na niechlujstwo – ocenia Zbigniew Gawroński.

Bombki, które zdobią polskie bożonarodzeniowe drzewka, nie lubią radykalnych zmian i trzymają się tradycji. Dominują kolory złoty, srebrny, czerwony, zielony, granatowy, biały.

Pan Gawroński na te święta lansuje kolor oliwkowy i grafitowosrebrny. Bombki znowu mają błyszczeć, matowe trochę się opatrzyły. Zawieszone na choince maleńkie bombeczki, zwane groszkiem, będą wyglądać jak lśniące diamenciki. Najczęściej na bożonarodzeniowym drzewku są spotykane kule wielkości pomarańczy. Na polski rynek coraz częściej trafiają bombki z naklejonymi dżetami, czyli kolorowymi szkiełkami. Gustują w nich zwłaszcza Amerykanie.

Bardzo dobrze sprzedają się skromne ozdoby z prostymi dekoracjami – gwiazdkami, choinką, zimowymi pejzażami o zmroku, Świętą Rodziną. Na polską bombkę nie trzeba sypać zbyt dużo brokatu, tak jak na amerykańską czy australijską.

Jednak czarodziejki pana Gawrońskiego lubią popuścić wodze fantazji. Coraz częściej czarują motywy nie kojarzące się z białym, zimowym Bożym Narodzeniem. Na bombkach rosną muchomory, latają pszczółki, zielenią się liście dębu, brązowieją żołędzie, latają ptaki. Są nawet wesołe parasolki i Saturn z pierścieniem. Niektóre bombki przypominają obrazy. To czarodziejki przenoszą pędzelkami na powierzchnię kul sceny z malarstwa holenderskiego.

Nadal ludzie chętnie kupują formówki, czyli bombki produkowane z form. Najpopularniejsze to mikołaje, bałwanki, szyszki i gwiazdki. Ale z roku na rok pojawiają się nowe kształty – misie, chatki, samochodziki, wozy strażackie, statki i aniołki. W tym roku szczególnie modne stały się bombki – kwiaty, np. róża z brzegami płatków obsypanymi brokatem.

Autor artykułu: Magdalena Rubaszewska

Tam, skąd pochodzą anioły

Monday, December 24th, 2001

Każdy anioł jest inny. Są „ciastka”, „mutanty” i „odloty”. I rodzą się w i z naszej, polskiej ziemi…

Na najmniejszego potrzeba 5 dekagramów dobrej, tłustej gliny. Anielskie ciało jest na początku bezkształtne. Ot, zwykła, szarobrązowa masa. Dopiero pod wpływem najpierw myśli, a potem rąk ludzkich anioł zyskuje swój cielesny wymiar.

- Aniołów powinno być tyle, ile ludzi. Każdy powinien mieć swojego – tłumaczy Adam Olejniczak, jeden z dwóch właścicieli anielskiej fabryki. – Dlatego każdy powinien być inny.

I rzeczywiście, dwóch identycznych posłańców niebieskich w całej anielskiej fabryce nie uświadczysz. Są oczywiście niektóre na pierwszy rzut oka bliźniaczo podobne. Ale każdy z nich różni się od swojego „brata” choćby kolorem policzków, wielkością ust, głębokością spojrzenia. Każdy, choć jest aniołem, zależy od ludzkiej ręki – np. wypicia bądź nie porannej kawy, przeciągu w pracowni lub czystości szyby, przez którą wpada światło.

Pierwszego anioła wymyśliła Małgorzata Szyszow cztery lata temu.

- On się wziął, jak to się mówi, z potrzeby serca – tłumaczy „matka chrzestna”. – Na wzór tego, co w duszy gra. A że było to przed świętami…

Reszta była już prosta. Projekt, poprawki, forma i… do pieca. W ten sposób na ul. Lipowej w Łodzi narodził się pierwszy anioł.

- Przez długi czas obowiązywał u nas stereotyp aniołka barokowego – golutkiego, zbyt pyzatego, z malutkimi skrzydełkami. Nasz wydaje się nam bardziej sympatyczny.

Pierwszy anioł miał na nogach wełniane skarpety, krótkie, proste włosy i skrzydła średniej wielkości.

- Potem pomyśleliśmy, że chóry anielskie z pewnością śpiewają i należało by ich wspomóc instrumentami. Stąd kolejna seria, tym razem z harfami. A skoro harfy, to dlaczego nie inne instrumenty?! Aniołki zaczęły więc trzymać trąbki, harfy, skrzypce i dzwonki.

Anioły zaczęły też ewoluować. Ponieważ anioły winny się jakoś odzywać, brzuszki ich zamieniono na dzwonki. Jedne są bardziej pękate, drugie bardziej wysmukłe i to jest powód, dla którego aniołki – dzwonki wydają różne głosy.

- A potem moja żona, Joanna wymyśliła „ciastka”. Te aniołki taki właśnie ciastkowy mają charakter. Są jak wycięte z foremki. Zaokrąglone skrzydełka, ubranko. Wyglądają jak małe pierniki. No i śpią, to znaczy mają zamknięte powieki, ziewają i trzymają poduszki w kształcie serc.

Od tej pory większość bożych posłańców ma też usta w postaci miniserduszek.

Ale aniołki to nie tylko aniołki – ludziki. To również aniołki – kotki, aniołki – krówki, aniołki – owieczki i aniołki – misie.

- Dlaczego by nie?! Z pewnością i zwierzątka mają jakiegoś swojego aniołka i dlatego postanowiliśmy go uwiecznić.

Co można zrobić z glinianą figurką, płaskorzeźbą, obrazkiem? Najlepiej powiesić na ścianie, choince, na lampie. Choć są wersje o zastosowaniu czysto praktycznym. Aniołki podtrzymują ubrania na wieszaku, mierzą temperaturę w pokoju, a będą też zbierać pieniądze jako skarbonki.

- Wyszedł nam też „mutant”. Nazwaliśmy go tak, bo ma nieco nieproporcjonalne ciało. Jest za wysoki, ma małą głowę i nogi, długie ręce. Jest też „odlot” – fruwający, dynamiczny aniołek, krówka lub owieczka z koszyczkiem w ręku.
Największy do tej pory ucieleśniony anioł miał 34 cm, najmniejszy 6 cm. Potrzeba było na nie odpowiednio 30 dekagramów oraz 5 gramów gliny lejnej.

Jednak w pofabrycznej hali rodzą się nie tylko anioły. W sumie jest około 200 ceramicznych wzorów: skarbonek, zegarów, obrazków, termometrów, świeczników, lampek. Wzorów dostarczają motyle, kwiaty, owoce, ważki, zwierzęta, statki, pejzaże. Wszystko powstaje z gliny. Niektóre wzory układają się w serie. Np. główka czosnku powtarza się na obrazku, termometrze, zegarze i wieszaku.

- Ostatni nasz pomysł jest nieco żartobliwy. To rzeźby z podpisem np. kurka wodna, psia kość!, czy skarbonka nazwana „krową skarbową” -mówi A. Olejniczak.

- Jedną z naszych prac – tancerki – kupiła nawet Brigitte Bardot. Było to kilka lat temu w Gdańsku na Jarmarku Dominikańskim – dodaje Jacek Bińkowski, drugi właściciel pracowni.

Trzy lata temu dostali nagrodę za najlepszy wyrób na tejże imprezie.

- Jest to pracownia artystyczna i nie tylko. Nie chcemy się ograniczać, ale tworzyć firmę otwartą na współpracę z innymi i dla innych – podkreślają szefowie.
Pracownia powstała 5 lat temu. „Dorobiła się” już nawet podróbek swoich produktów.

- Na szczęście robili to na tyle tandetnie, że klienci się szybko zorientowali.

A teraz trochę o powstawaniu aniołów. A nie jest to takie proste. Anioł nie powstaje z niczego. Przychodzi na ten świat nieco okrężną drogą – przez piekło i czyściec. My powinniśmy być więc dla niego niebem.

- Jak już wymyślę, jak powinien wyglądać kolejny „gość ze skrzydełkami”, rzeźbię go w glinie. Potem robię formę na odlew próbny. Jeżeli pierwsza figurka jest właściwa, trafia „na taśmę”.

Do wyrobu wszystkich ceramicznych cudeniek używana jest glina lejna, czyli masa ceramiczna.
- Ceramika to jest taka magia. Polega na przemianie gliny w biskwit. Właśnie w piecu następuje zmiana struktury materiału.

Jednak wcześniej aniołek po wyjęciu go z formy, gdzie siedzi około kwadransa, musi wyschnąć. Trwa to około doby. Suchy jest czyszczony i trafia do pieca. Tam, w piekle 1100 stopni Celsjusza aniołek się hartuje. Kurczy się odrobinę, ale nie pęka.

- Według zasad fizyki nie ma prawa wychodzić z pieca cały – tłumaczy Jacek Bińkowski. – W formie powstają takie naprężenia, że wszystko powinno pękać. Nam jednak się udało to poskromić.

Piec razem z zawartością jest otwierany dopiero po 16 godzinach, kiedy jest już zupełnie zimny. A aniołki trafiają wówczas w kobiece ręce. Bo nad ich „ubieraniem” w kolorowe stroje pracują same kobiety. Od ich inwencji zależy wygląd „mutantów”, „odlotów” i „ciastek”. I to czy trafią wreszcie w dobre ręce. Do swojego nieba.

Autor artykułu: Mirosław Malinowski

Zima od dziś

Friday, December 21st, 2001

Śnieg daje się we znaki już od listopada, ale naprawdę zima zaczyna się dopiero dziś. O godzinie 20.21 Słońce wkroczy w znak Koziorożca (ze znaku Strzelca) i z tą chwilą rozpocznie się astronomiczna zima.

Ta najmniej łaskawa z pór roku potrwa szczęśliwie najkrócej ze wszystkich – 89 dni. Wiosna nadejdzie 20 marca 2002 r.

Autor artykułu: (pij)

Co słychać w eterze

Friday, December 21st, 2001

Mieszkańcy województwa łódzkiego najchętniej słuchają Programu I Polskiego Radia – podaje miesięcznik „Press” w swym najnowszym numerze. Radiowa „Jedynka” notuje
28-procentowy udział w rynku.

Na kolejnych miejscach są: Radio Zet – 16,6 proc., Radio Parada – 13 proc., RMF FM – 11,4 proc., Radio Eska – 4,7 proc., Radio Maryja – 3,3 proc., Program III PR – 3 proc., Radio Łódź – 2,9 proc.

Z danych firmy SMG/KRC Poland Media SA, które przytacza „Press”, wynika, że udział w rynku Radia Classic FM spadł z 2,4 do 1,9 proc. (porównując okres od lipca do września z okresem od sierpnia do października).

Autor artykułu: (ke)

Protest pod urzędem

Friday, December 21st, 2001

Ponad 200 członków Solidarności demonstrowało wczoraj pod Urzędem Wojewódzkim w Łodzi. Przeciwko budżetowym cięciom uchwalonym przez Sejm i tym poczynionym przez wojewodę protestowali związkowcy z PKP, Telekomunikacji, pracownicy oświaty, służby zdrowia i członkowie Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Osób w Wieku Przedemerytalnym.

- Nie musieliśmy tu dzisiaj być. Mogliśmy spotkać się z wojewodą tydzień wcześniej, przy stole negocjacyjnym – mówił Waldemar Krenc, szef zarządu regionu NSZZ „Solidarność”. – Niestety, wojewoda nie chciał się z nami spotkać przed uchwaleniem krzywdzących rzesze łodzian ustaw okołobudżetowych. Wyznaczył nam spotkanie na 9 stycznia. A wtedy będzie już za późno. To wojewoda wywołuje niepokoje społeczne. W imieniu mieszkańców województwa już dawno powinniśmy wspólnie wystąpić do parlamentu, by nie głosował nad ustawami szczególnie niebezpiecznymi dla najuboższych.

Najbardziej widoczni byli pod urzędem kolejarze. Domagali się przekazania pełnych kwot dotacji na regionalne przewozy pasażerskie. Dostaną jednak o 6,5 mln zł mniej. Może to doprowadzić do likwidacji ponad 60 pociągów:

- Wojewoda tłumaczy, że potrzeba pieniędzy na policję – mówi Włodzimierz Janiak, przewodniczący Rady Regionalnej Sekcji Kolejarzy NSZZ „Solidarność”. – My się z tym zgadzamy. Ale nie kosztem przejazdów regionalnych.

Likwidacja pociągów oznacza, że pracę stracą maszyniści, kasjerki i kierownicy pociągów. Nie wykluczam strajków…
Kolejarze chcą także utrzymania na dotychczasowych warunkach ulg dla studentów, dzieci i młodzieży:

- Jak mamy wozić tylko powietrze – mówią – to lepiej już wozić pasażerów za pół ceny…

Petycję z protestem przyjął od związkowców wicewojewoda Mirosław Marcisz. Przypomniał, że wspólnie z łódzkimi radnymi występował jeszcze do rządu AWS o uznanie powiatu łódzkiego za region zagrożony recesją i degradacją społeczną. Jak stwierdził, wciąż aktualne jest zaproszenie do rozmów 9 stycznia.

Autor artykułu: (kow. sim)

Znów przed sądem

Tuesday, December 18th, 2001

54-letni Tadeusz P., były naczelnik wydziału szczególnego nadzoru podatkowego łódzkiego Urzędu Kontroli Skarbowej znów został oskarżony przez Prokuraturę Okręgową w Łodzi o korupcję.

Tym razem Tadeusz P. miał przyjąć łapówkę w wysokości 10 tys. zł od właścicieli winiarni podejrzanych o udział w wątku akcyzowym tzw. łódzkiej ośmiornicy. Wczoraj akta sprawy skierowano do Sądu Rejonowego.

Pod koniec lutego tego roku Tadeusz P. został już raz skazany przez Sąd Rejonowy w Łodzi na 3 lata i 3 miesiące za przyjęcie od byłego milicjanta Jana J. (odpowiada w innych procesach) łapówki w wysokości 8 tys. zł oraz poświadczenie nieprawdy w dokumentach skarbowych.

Podczas procesu nie przyznawał się do przyjęcia łapówki. Mimo, że jego obrońcy zapowiedzieli apelację, on zmienił zdanie. Zobowiązał się, że nie będzie się odwoływał od skazującego go wyroku i w nagrodę uchylono mu po półtora roku areszt.

Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy teraz ponowne oskarżenie Tadeusza P. było możliwe dzięki zeznaniom mężczyzny, który w kwietniu br. został skazany przez zgierski sąd za udział w zorganizowanej grupie przestępczej i oszustwa winiarskie na 4,5 roku więzienia i 1 mln zł grzywny. Za te zeznania uchylono mu areszt – mimo że nie minął jeszcze okres po którym mógłby on starać się o warunkowe przedterminowe zwolnienie.

Tadeusz P. przyznał się do przyjęcia 10 tys. zł i złożył wniosek o dobrowolne poddanie się karze. Tym razem grozi mu do 8 lat więzienia. Decyzję podejmie sąd.

Autor artykułu: (ćma)