Każdy anioł jest inny. Są „ciastka”, „mutanty” i „odloty”. I rodzą się w i z naszej, polskiej ziemi…
Na najmniejszego potrzeba 5 dekagramów dobrej, tłustej gliny. Anielskie ciało jest na początku bezkształtne. Ot, zwykła, szarobrązowa masa. Dopiero pod wpływem najpierw myśli, a potem rąk ludzkich anioł zyskuje swój cielesny wymiar.
- Aniołów powinno być tyle, ile ludzi. Każdy powinien mieć swojego – tłumaczy Adam Olejniczak, jeden z dwóch właścicieli anielskiej fabryki. – Dlatego każdy powinien być inny.
I rzeczywiście, dwóch identycznych posłańców niebieskich w całej anielskiej fabryce nie uświadczysz. Są oczywiście niektóre na pierwszy rzut oka bliźniaczo podobne. Ale każdy z nich różni się od swojego „brata” choćby kolorem policzków, wielkością ust, głębokością spojrzenia. Każdy, choć jest aniołem, zależy od ludzkiej ręki – np. wypicia bądź nie porannej kawy, przeciągu w pracowni lub czystości szyby, przez którą wpada światło.
Pierwszego anioła wymyśliła Małgorzata Szyszow cztery lata temu.
- On się wziął, jak to się mówi, z potrzeby serca – tłumaczy „matka chrzestna”. – Na wzór tego, co w duszy gra. A że było to przed świętami…
Reszta była już prosta. Projekt, poprawki, forma i… do pieca. W ten sposób na ul. Lipowej w Łodzi narodził się pierwszy anioł.
- Przez długi czas obowiązywał u nas stereotyp aniołka barokowego – golutkiego, zbyt pyzatego, z malutkimi skrzydełkami. Nasz wydaje się nam bardziej sympatyczny.
Pierwszy anioł miał na nogach wełniane skarpety, krótkie, proste włosy i skrzydła średniej wielkości.
- Potem pomyśleliśmy, że chóry anielskie z pewnością śpiewają i należało by ich wspomóc instrumentami. Stąd kolejna seria, tym razem z harfami. A skoro harfy, to dlaczego nie inne instrumenty?! Aniołki zaczęły więc trzymać trąbki, harfy, skrzypce i dzwonki.
Anioły zaczęły też ewoluować. Ponieważ anioły winny się jakoś odzywać, brzuszki ich zamieniono na dzwonki. Jedne są bardziej pękate, drugie bardziej wysmukłe i to jest powód, dla którego aniołki – dzwonki wydają różne głosy.
- A potem moja żona, Joanna wymyśliła „ciastka”. Te aniołki taki właśnie ciastkowy mają charakter. Są jak wycięte z foremki. Zaokrąglone skrzydełka, ubranko. Wyglądają jak małe pierniki. No i śpią, to znaczy mają zamknięte powieki, ziewają i trzymają poduszki w kształcie serc.
Od tej pory większość bożych posłańców ma też usta w postaci miniserduszek.
Ale aniołki to nie tylko aniołki – ludziki. To również aniołki – kotki, aniołki – krówki, aniołki – owieczki i aniołki – misie.
- Dlaczego by nie?! Z pewnością i zwierzątka mają jakiegoś swojego aniołka i dlatego postanowiliśmy go uwiecznić.
Co można zrobić z glinianą figurką, płaskorzeźbą, obrazkiem? Najlepiej powiesić na ścianie, choince, na lampie. Choć są wersje o zastosowaniu czysto praktycznym. Aniołki podtrzymują ubrania na wieszaku, mierzą temperaturę w pokoju, a będą też zbierać pieniądze jako skarbonki.
- Wyszedł nam też „mutant”. Nazwaliśmy go tak, bo ma nieco nieproporcjonalne ciało. Jest za wysoki, ma małą głowę i nogi, długie ręce. Jest też „odlot” – fruwający, dynamiczny aniołek, krówka lub owieczka z koszyczkiem w ręku.
Największy do tej pory ucieleśniony anioł miał 34 cm, najmniejszy 6 cm. Potrzeba było na nie odpowiednio 30 dekagramów oraz 5 gramów gliny lejnej.
Jednak w pofabrycznej hali rodzą się nie tylko anioły. W sumie jest około 200 ceramicznych wzorów: skarbonek, zegarów, obrazków, termometrów, świeczników, lampek. Wzorów dostarczają motyle, kwiaty, owoce, ważki, zwierzęta, statki, pejzaże. Wszystko powstaje z gliny. Niektóre wzory układają się w serie. Np. główka czosnku powtarza się na obrazku, termometrze, zegarze i wieszaku.
- Ostatni nasz pomysł jest nieco żartobliwy. To rzeźby z podpisem np. kurka wodna, psia kość!, czy skarbonka nazwana „krową skarbową” -mówi A. Olejniczak.
- Jedną z naszych prac – tancerki – kupiła nawet Brigitte Bardot. Było to kilka lat temu w Gdańsku na Jarmarku Dominikańskim – dodaje Jacek Bińkowski, drugi właściciel pracowni.
Trzy lata temu dostali nagrodę za najlepszy wyrób na tejże imprezie.
- Jest to pracownia artystyczna i nie tylko. Nie chcemy się ograniczać, ale tworzyć firmę otwartą na współpracę z innymi i dla innych – podkreślają szefowie.
Pracownia powstała 5 lat temu. „Dorobiła się” już nawet podróbek swoich produktów.
- Na szczęście robili to na tyle tandetnie, że klienci się szybko zorientowali.
A teraz trochę o powstawaniu aniołów. A nie jest to takie proste. Anioł nie powstaje z niczego. Przychodzi na ten świat nieco okrężną drogą – przez piekło i czyściec. My powinniśmy być więc dla niego niebem.
- Jak już wymyślę, jak powinien wyglądać kolejny „gość ze skrzydełkami”, rzeźbię go w glinie. Potem robię formę na odlew próbny. Jeżeli pierwsza figurka jest właściwa, trafia „na taśmę”.
Do wyrobu wszystkich ceramicznych cudeniek używana jest glina lejna, czyli masa ceramiczna.
- Ceramika to jest taka magia. Polega na przemianie gliny w biskwit. Właśnie w piecu następuje zmiana struktury materiału.
Jednak wcześniej aniołek po wyjęciu go z formy, gdzie siedzi około kwadransa, musi wyschnąć. Trwa to około doby. Suchy jest czyszczony i trafia do pieca. Tam, w piekle 1100 stopni Celsjusza aniołek się hartuje. Kurczy się odrobinę, ale nie pęka.
- Według zasad fizyki nie ma prawa wychodzić z pieca cały – tłumaczy Jacek Bińkowski. – W formie powstają takie naprężenia, że wszystko powinno pękać. Nam jednak się udało to poskromić.
Piec razem z zawartością jest otwierany dopiero po 16 godzinach, kiedy jest już zupełnie zimny. A aniołki trafiają wówczas w kobiece ręce. Bo nad ich „ubieraniem” w kolorowe stroje pracują same kobiety. Od ich inwencji zależy wygląd „mutantów”, „odlotów” i „ciastek”. I to czy trafią wreszcie w dobre ręce. Do swojego nieba.
Autor artykułu: Mirosław Malinowski