Katarzyna K. – woźna ze Szkoły Podstawowej nr 42, razem z matką dwóch uczniów, urządziła libację w szkolnej szatni. Obie panie piły wódkę w trakcie lekcji. Noc z wtorku na środę spędziły w Izbie Wytrzeźwień.
– Przyjęliśmy je około 13.00 we wtorek – informuje kierownik zmiany w łódzkiej Izbie Wytrzeźwień.
– Trzeźwiejsza miała 2,5 promila alkoholu, druga około trzech promili, to bardzo wiele jak na kobiety. W takim stanie człowiek jest prawie nieprzytomny.
Dowiedzieliśmy się, że Katarzyna K. i jej koleżanka zaczęły libację około 11.00. Piły w szkolnej szatni, dopóki nie zobaczyły ich dzieci, uczniowie szóstej klasy.
– Dzieciaki biegały po korytarzu śmiejąc się, że w szatni jest taka wesoła pijana woźna – mówi jedna z woźnych. – Podobno natychmiast pojawił się tam jakiś nauczyciel i doniósł pani dyrektor. To wszystko trwało krótko i pewnie skończyłoby się inaczej gdyby nie zachowanie bardziej pijanej matki. Zaczęła się podobno awanturować i wtedy wezwali policję.
– 0 11.56 zabraliśmy dwie kobiety z SP 42 do izby wytrzeźwień– potwierdza Arkadiusz Kunce, komisarz miejskiej komendy policji w Łodzi.
Wczoraj przed południem Katarzyna K. została zwolniona ze szkoły na zasadzie porozumienia stron.
– To nasza wewnętrzna sprawa – przekonywała nas Iwona Pabich, dyrektor SP 42. – Nikomu nie stała się krzywda, nie popełniono przestępstwa. Miałam o pani Kasi bardzo dobre zdanie: była miła, pracowita, uśmiechnięta. Teraz szukamy nowej woźnej.
Katarzyna K. opowiedziała co stało się w szatni SP 42: – Kiedy dzieciaki poszły na górę, na lekcje, moja znajoma wyjęła wódkę i powiedziała, żebym się z nią napiła – opowiadała Katarzyna K.
– Wypiłam, bo mam tyle problemów w domu, że szkoda gadać. Trzech synów, mąż jest inwalidą na wózku. Nie możemy się dogadać. Teraz żałuję… nie wiem co strzeliło mi do głowy…
Pani K. jest zdruzgotana. Po rozmowie z dyrektor Pabich jeszcze przez godzinę siedziała w dyżurce woźnych.
– Przyszłam do pracy prosto z izby, bo myślałam, że coś uda się załatwić, że przeproszę… Muszę znaleźć jakąś pracę. Mąż ma 700 zł renty, nie wiem jak powiem mu, co się stało…
Autor artykułu: agnieszka gospodarczyk