Utopiony pomysł


Wiceprezydent Łodzi Sylwester Pawłowski przemawiając podczas uroczystości otwarcia pierwszych zawodów pływackich na wyremontowanej pływalni Szkoły Podstawowej nr 173 wyraził życzenie, by obiekt jak najlepiej służył młodzieży.

Nie powiedział jednak, chyba nie chciał się narażać na nieprzyjemne potraktowanie, że już wkrótce Urząd Miasta przejmie władzę nad wszystkimi szkolnymi basenami, także tym w parku Sienkiewicza.

Dlaczego gmina chce przejąć szkolne pływalnie? Jednym z wymienianych przez urzędników powodów jest powszechna nauka pływania dzieci w klasach I–III szkół podstawowych. Biorąc pod uwagę, że dzieci tych jest w Łodzi 20 tys., a pływalni tylko 7 pomysł jest niemożliwy do zrealizowania.

Inny przywoływany powód to sprawiedliwe obdzielenie oświatowych placówek zyskami z gospodarczej działalności przyszkolnych pływalni. Dyrektor Wydziału Edukacji i Kultury Fizycznej Bogdan Wojakowski w jednej ze swoich wypowiedzi stwierdził, że przyszkolne pływalnie wybudowało miasto, a zyski czerpią nieliczni. Idąc dalej tym tokiem myślenia, niedługo także sale gimnastyczne powinny przejść pod zarządzenie gminy. Sęk w tym, że niektóre szkoły nie mają ich wcale lub mają tak małe, że nie nadają się do wynajmowania. Też są pokrzywdzone.

Przy tej wypowiedzi wypada przypomnieć panu dyrektorowi, że obiekt pływacki w parku Sienkiewicza powstawał na przełomie lat pięćśdziesiątych i sześćdziesiątych minionego stulecia między innymi w czynie społecznym nauczycieli zatrudnionych i uczniów zdobywających wiedzę w III Liceum Ogólnokształcącym.

Szkoda, że pan dyrektor zapomniał także, że pokaźne pieniądze na budowę obiektów sportowych pochodzą z budżetu państwa, a sumy przekazywane przez Urząd Miasta pochodzą z podatków mieszkańców miasta. Wypinanie dumnie piersi jest bynajmniej nie na miejscu.

O co więc naprawdę chodzi w nowym pomyśle Urzędu Miasta?

Naszym zdaniem o rozbudowanie administracyjnych stołków za biurkami dla swoich ludzi. Na pływalniach pozostaną kierownicze stanowiska, a nad nimi stworzona zostanie zarządzająca „czapa”, w której jak zwykle będzie dyrektor, jego zastępcy, księgowość itd. Na ich pensje oraz na organizowane przez nich masowe i okolicznościowe imprezy będą przeznaczane pieniądze wypracowane przez pływalnie. Mówienie o przekazywaniu ich w całości placówkom oświatowym jest zwykłym mydleniem oczu.

Został rzucony pomysł przechwycenia „basenowych” pieniędzy i stołków, ale dyrektor Wojakowski jeszcze nie wie, w jaki sposób zostanie wprowadzony w życie. Trzy miesiące przed ewentualnym przejęciem pływalni główny strateg nie zna szczegółów? Ten fakt najlepiej dowodzi, że mamy znów do czynienia z szybkim, nieprzemyślanym działaniem, bo pojawiła się możliwość położenia „łapy” na ciepłych posadkach i niezłej kasie.

W komentarzach pracowników szkół do pomysłu przejęcia przez urząd szkolnych pływalni przeważają opinie, że magistrat chce zepsuć sprawnie działającą organizację. – Oby wytrzymać do wyborów, może po nich ktoś pójdzie po rozum do głowy i zrezygnuje z absurdalnego pomysłu – powiedział jeden z rozmówców.

Autor artykułu: (rud)

Comments are closed.