Archive for April, 2002

Za kulisami meczu Śląsk – Widzew: Bananami w Ekwueme, kamieniem w Paszulewicza

Monday, April 29th, 2002

Skandal we Wrocławiu

Skandalicznie zachowywali się kibice Śląska, którzy podczas ostatniego meczu swej drużyny w ekstraklasie, zapracowali sobie na to, żeby PZPN zamknął stadion.

W pierwszej połowie w stronę Emmanuela Ekwueme poleciał z trybun z tuzin bananów. Na nic nie zdały się prośby spikera. Kibice(?!) cały czas lżyli czarnoskórego pomocnika Widzewa. Ten jednak nic sobie z tego nie robił. Może dlatego, że nie mówi po polsku tylko po angielsku. Żadne przeciwności losu nie mogły zakłócić jego dobrej gry.

Jeszcze większy skandal wydarzył się po zakończeniu spotkania. Czekający na wywiad Jacek Paszulewicz (uznany przez dziennikarzy najlepszym piłkarzem meczu) został uderzony w głowę kamieniem rzuconym z krytej trybuny przeznaczonej dla dziennikarzy i VIP – ów.

Na szczęście efektem tego bandyckiego ataku był tylko guz na głowie Paszulewicza. Rozgoryczony piłkarz nie mógł uwierzyć, że taka agresja ze strony bandziora z trybun, spotkała właśnie jego. Człowieka, który w zeszłym sezonie pomógł Śląskowi w uratowaniu ekstraklasy.

Kto strzelił bramkę?

Marcin Zając: Dośrodkowałem piłkę w pole karne. Tam Jacek Paszulewicz minął się z piłką, choć mnie wydawało się, że ją musnął głową i wpadła ona do siatki. W szatni dowiedziałem się od Jacka, że to ja, a nie on, strzeliłem gola. Byłem cały czas święcie przekonany, że to on jest autorem bramki. Żałuję że tak późno zacząłem strzelać gole. Może uda mi się strzelić kolejnego w ostatnim meczu i udanie zakończyć sezon.

Jacek Paszulewicz: Całe szczęście, że nie dotknąłem tej piłki. Krzysztof Pyskaty stał na linii i czekał na moje uderzenie głową. Gdybym trafił piłkę pewnie by ją Pyskaty obronił i nie byłoby gola. Bez cienia żalu oddaję wszystkie zasługi w zdobyciu bramki Marcinowi Zającowi.

Zbigniew Robakiewicz: Nie wiem dlaczego sędzia uznał bramkę dla Śląska. Przecież gracz rywali, zanim skierował piłkę do siatki, ewidentnie mnie odepchnął. Zamiast wskazać na środek boiska, powinien odgwizdać faul!

Autor artykułu: (p)

Pożar na Plantowej

Monday, April 29th, 2002

Dramatyczne wydarzenia rozegrały się w sobotę po południu w budce, w której sprzedaje się kurczaki z rożna przy ul. Plantowej. Było po godzinie osiemnastej, kiedy zaczęła się palić butla z gazem.

- Pracownik budki usiłował ją ugasić – relacjonuje jeden ze strażaków. – Zorientowawszy się jednak, iż nie ma żadnych szans, zaczął uciekać. To uratowało mu życie…

Mężczyzna nie zdążył jednak oddalić się na bezpieczną odległość, gdy butla wybuchła. Sprzedawca doznał poparzeń pierwszego i drugiego stopnia twarzy i rąk. W szoku, z silnymi poparzeniami został odwieziony do szpitala im. Jonschera.

- Tak naprawdę to cud, że nikt nie zginął, także z przechodniów – twierdzą strażacy. – Kiedy bowiem przyjechaliśmy na miejsce w płonącej budce znajdowały się jeszcze dwie, pełne butle z gazem.
Przez cały wieczór wokół ugaszonej przyczepy uwijali się policjanci i specjaliści ze straży pożarnej, wokół stali gapie.

- Usłyszałem huk, a potem przez okno zobaczyłem strażaków – mówi jeden z mężczyzn. – Wtedy wybiegłem z domu. Zdziwiło mnie, że ściana budki została spalona, ale kurczaki są nienaruszone…

- To był wypadek. W tym, co się stało nie było niczyjej winy – twierdzą policjanci.

Według strażaków przyczyną wybuchu butli było jej rozszczelnienie.

Autor artykułu: (mgr)

Kierowca z 4 promilami!

Monday, April 29th, 2002

Policjanci z łódzkiej drogówki zatrzymali w sobotę kierowcę, który miał we krwi prawie 4 promile alkoholu! Rekordzistą okazał się 56-letni mężczyzna.

- Nie przypominam sobie, kiedy ostatnio mieliśmy tak pijanego kierowcę – powiedział ?Expressowi? dyżurny Sekcji Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji w Łodzi. – To cud, że ten człowiek został w porę zatrzymany i nie doszło do tragedii na drodze.

Około godz. 18 w okolicy jednego z łódzkich hipermarketów podejrzenie funkcjonariuszy wzbudził niepewnie jadący fiat 125p. Zatrzymali go do rutynowej kontroli. Wtedy okazało się, że za kierownicą siedzi kompletnie pijany mężczyzna.

- Na nogach stał co prawda o własnych siłach, ale alkohol czuć było na odległość – dodaje dyżurny. – Jego sprawą zajmie się sąd. Zgodnie z przepisami osoba, która kieruje pojazdem w stanie nietrzeźwości (od 0,5 promila alkoholu), popełnia przestępstwo.
Sąd może nie tylko pozbawić prawa jazdy, ale skazać kierowcę na 2 lata więzienia.

Autor artykułu: (tj)

Holewiński obronił karnego

Thursday, April 25th, 2002

Zdecydowane zwycięstwo nad Włókniarzem Kietrz odnieśli piłkarze Ceramiki Opoczno. Pokonali rywala 3:0, czym mocno utrudnili włókniarzom walkę o utrzymanie w II lidze. Ten wynik jest dobry dla ŁKS.

Podopieczni trenera Piotra Wojdygi zachowali natomiast nadzieje na miejsce w barażach o ekstraklasę. Kto wie, czy się nie uda, jeśli opocznianie taką dyspozycję prezentować będą w następnych meczach. Gospodarze przez całe spotkanie mieli przewagę. Zespół z Kietrza na tle Ceramiki grał fatalnie. Goście nie potrafili zagrozić bramce opocznian. Nawet z rzutu karnego. W 76 min. po faulu Artura Kupca na Henryku Bałuszyńskim (było już wówczas 3:0) arbiter podyktował jedenastkę. Silnie strzelał Grzegorz Pilch, ale Artur Holewiński obronił. Zasłużył na miano bohatera meczu.

Pierwszy gol dla gospodarzy padł w 23 min. Z ok. 20 metrów silnie strzelił Dariusz Mrózek i piłka wpadła w okienko bramki Włókniarza. Zaraz po przerwie wprowadzony chwilę wcześniej na boisko Janusz Wolański został sfaulowany w polu karnym. Jedenastkę pewnie wykorzystał Zbigniew Czerbniak.

Wynik meczu ustalił Maciej Kowalczyk. W 71 min. skoczył wyżej od obrońców Włókniarza i głową zdobył trzeciego gola.

Ceramika Opoczno – Włókniarz Kietrz 3:0 (1:0).

1:0 – Mrózek (23), 2:0 – Czerbniak (49, karny), 3:0 – Kowalczyk (71). Żółte kartki: Kupiec, Kozubek (Ceramika), Jakosz (Włókniarz). Widzów 600.

Ceramika: Holewiński 7 – Kupiec 6, Czerbniak 6, Mrózek 7 – Witek 3 (46, Wolański 4), Skwara 6, Janicki 5, Rysiewski 5 (76, Polakowski 1), Kozubek 6 – Kowalczyk 7, Majewski 5 (63, Sawicki 1).

Autor artykułu: (mm)

Brakuje nam kropki nad „i”

Thursday, April 25th, 2002

Trener Widzewa – Dariusz Wdowczyk: Druga połowa pokazała, że drużyna potrafi walczyć z charakterem o korzystny wynik. Przykładem niech będzie Sławek Rutka, który całą drugą połowę grał z kontuzją. A jednak nie zszedł z placu.

Zacisnął zęby i walczył do końca. Uważam, że graliśmy z bardzo dobrze dysponowanym Górnikiem. Tym cenniejszy nasz sukces. Dopiero po bramce Węgrzyna zaczęliśmy grać swobodniej. I wtedy były podbramkowe sytuacje i nasze akcje mogły się podobać kibicom. Ta runda kosztuje nas sporo wysiłku fizycznego i psychicznego. Byliśmy w bardzo trudnej sytuacji. Teraz się nam trochę nad głowami rozjaśniło.

Brakuje nam praktycznie jednego punktu, żeby być pewnym utrzymania się w I lidze. Dzisiaj zrobiliśmy milowy krok, żeby ten cel osiągnąć.

- Czy nie obawia się pan meczu ze Śląskiem, który uzyskuje zaskakująco dobre rezultaty w końcówce sezonu?
- Dzisiaj cieszymy się z trzech punktów, ale to nie jest jeszcze koniec. Musimy być skoncentrowani i zmobilizowani na kolejny pojedynek. Na pewno nie będzie grał Gostyński, który otrzymał czwartą kartkę. Wydział dyscypliny zdecyduje ile meczów będzie pauzował Bąk, po ujrzeniu 11 kartki.

Wrócą jednak do drużyny Stasiak i Ekwueme i jakoś ten skład na Śląsk poskładamy. Brakuje nam kropki nad i. I po tę kropkę jedziemy do Wrocławia.

Trener Górnika Waldemar Fornalik: Widzew miał więcej klarownych sytuacji i wygrał zasłużenie. W polu radziliśmy sobie zupełnie przyzwoicie, gorzej było pod bramką. Mamy zapewniony I – ligowy byt, dlatego ten mecz był sprawdzianem dla kilku piłkarzy. Na spokojnie ocenimy czy nadają się do zespołu i czy będziemy z nimi współpracować w nowym sezonie.

- W pierwszym meczu z Widzewem fatalny błąd popełnił bramkarz Bledzewski i wypadł ze składu. Teraz histroia powtórzyła się z Lechem. Czy i on przestanie być pierwszym golkiperem po wpadce na Widzewie?

- Nie wykluczam takiego rozwiązania.

Autor artykułu: (pas)

Zabrakło rutyny – Ruch Radzionków – ŁKS 2:0

Thursday, April 25th, 2002

Spotkanie w Radzionkowie było niezwykle ważne dla obydwu drużyn. Ruch i ŁKS są zagrożone spadkiem z drugiej ligi, toteż ewentualny sukces jednej z nich pozwalał na znaczne oddalenie widma degradacji. W tym meczu nie mogło być mowy o żadnych układach i przyjacielskim kopaniu piłki.

We wczorajszej konfrontacji lepsi okazali się gospodarze, którzy wygrali 2:0. Sukces Ruchu zasłużony, bowiem drużyna z Radzionkowa zaprezentowała się solidniej i przejawiała większą wiarę w swoje umiejętności. Z kolei łodzianom zabrakło cwaniactwa i boiskowej rutyny. Bez tego trudno zwyciężać z tak doświadczonym zespołem jakim jest bez wątpienia Ruch.

Tym samym ŁKS ma nadal fatalny bilans w spotkaniach w Radzionkowie. Była to trzecia porażka łodzian (dwie wcześniejsze w ekstraklasie) i na dodatek nasz zespół nie zdołał strzelić w Radzionkowie choćby jednej bramki.

Na początku wczorajszego spotkania lekką przewagę uzyskali gospodarze. Mieli o tyle ułatwione zadanie, bowiem podopieczni trenera Wójtowicza wyszli na boisko z mocnym postanowieniem obrony bezbramkowego rezultatu. Świadczyło o tym znaczne wzmocnienie linii defensywnej.

Wykorzystali to piłkarze Ruchu, którzy od pierwszych minut atakowali, dzięki czemu łódzka obrona miała bardzo dużo pracy. Już w czwartej minucie bardzo niebezpiecznie było na przedpolu Jakuba Skrzypca, ale na szczęście, do silnie bitej piłki z prawej strony nie zdołał dobiec Piotr Żaba i skończyło się na jęku zawodu radzionkowskiej publiczności.

Chwilę później tylko dzięki doskonałej interwencji Artura Kowalskiego, który najlepiej wczoraj prezentował się w łódzkiej defensywie, ełkaesiacy nie stracili bramki. W pole karne ŁKS wpadł Rafał Jarosz i kiedy już składał się do strzału, został zablokowany wślizgiem przez łódzkiego stopera. Dwie minuty później znów gorąco było w polu karnym gościa, ale tym razem niebezpieczeństwo zażegnał Robert Sierant.

Łodzianie pierwszą składną akcję przeprowadzili dopiero w 26 minucie. Doskonałym zagraniem popisał się Artur Błażejewski. Piłka w polu karnym trafiła do Radosława Matusiaka. Napastnik zdołał ją opanować, jednak jego silny strzał przeleciał nad poprzeczką.

W 36 minucie łodzianie przeprowadzili drugą akcję, po które powinni objąć prowadzenie. Cezary Czpak z prawej strony boiska dokładnie zagrał do stojącego w polu karnym Matusiaka. Łódzki napastnik mógł zdecydować się na strzał, ale wolał zagrać górą na lewą stronę do Artura Błażejewskiego. Ten przyjął piłką na pierś i chwilę później uderzył z powietrza, jednak Klytta był już na posterunku i zdołał wybić piłkę.

W czterdziestej minucie Ruch objął prowadzenie. Gospodarze przeprowadzili akcję prawą stroną boiska. Dośrodkowanie próbował przeciąć Michał Łabędzki, nie zdołał jednak tego uczynić i piłka trafiła pod nogi stojącego na jedenastym metrze od bramki Myszora. Zawodnik Ruchu nie namyślał się długo i silnym strzałem pokonał Skrzypca. Wyraźnie w tym momencie zaspał Piotr Klepczarek, który zamiast wracać za swoim zawodnikiem spokojnie przyglądał się akcji z odpowiedniego dystansu. Efektem takiego beztroskiego podejścia, był stracony gol.

Po przerwie trener ŁKS Dariusz Wójtowicz nie mając już nic do stracenia zdecydował się na roszady w drużynie.

Szkoleniowiec zestawił zespół ofensywnie. Przyniosło to rezultaty. Goście zaczęli grać odważniej i coraz częściej zagrażali bramce Ruchu. W 46 minucie po rzucie rożnym główkował Cezary Czpak, ale bramkarz radzionkowskiej drużyny zdołał wybić piłkę. Chwilą później groźnie było pod bramką ŁKS. Tym razem rzut rożny wykonywali gospodarze.

Piłka trafiła do Adriana Dopierały, który próbował wybić ją za pole karne. Uczynił to jednak zbyt słabo i do futbolówki doskoczył na osiemnastym metrze Myszor. Na szczęście silne uderzenie zawodnika z Radzionkowa zdołał obronić Jakub Skrzypiec.

Kolejny raz niebezpiecznie pod bramką łodzian było w 56 minucie. Tym razem ełkaesiakom nie udała się sztuka złapania rywala na spalonego. Szybko w kierunku bramki ŁKS ruszył Grzyb. Zawodnik Ruchu wpadł w pole karne, ale na szczęście nie trafił czysto w piłkę i przeleciała ona obok słupka.

Łodzianie nie zamierzali rezygnować z wywalczenia korzystnego rezultatu i tylko centymetry dzieliły ich od upragnionego gola W krótkim odstępie czasu dwukrotnie główkował Radosław Matusiak, ale za każdym razem szczęście było po stronie bramkarza Ruchu.

Losy meczu rozstrzygnęły się w 72 minucie. Radzionkowianie przeprowadzili kontratak,który przyniósł im drugiego gola. Adrian Napierała nie zdążył wybić piłki Jaroszowi. Zawodnik Ruch natychmiast zagrał do wybiegającego na czystą pozycję Piotra Żaby. Napastnik gospodarzy, mimo asysty Tomasza Rączki, zdołał umieścić piłkę w siatce.

Łodzianie do końca meczu próbowali zdobyć choćby honorowego gola, ale mądrze grająca defensywa Ruchu nie dopuściła do tego.

Każda porażka smuci, ale wczorajsze niepowodzenie ŁKS nie jest jeszcze końcem świata.Wystarczy, że w sobotę łodzianie pokonają Polar Wrocław, a wtedy znów zaświeci słońce dla drużyny z al. Unii.

Autor artykułu: (hof)

Kredyt na własne „M” tylko dla bogatych

Tuesday, April 23rd, 2002

Anna Wielowiejska jest pracownikiem naukowym Akademii Medycznej w Łodzi. Jej mąż pracuje jako wykładowca na dwóch wyższych uczelniach. Mają jedno dziecko. Chcą otrzymać 100 tys. zł kredytu na budowę domu. Najpewniej go otrzymają, bo dochód na osobę w rodzinie przekracza 3 tys. złotych.

Jednak sytuacja finansowa rodziny pani Anny jest wyjątkowa jak na łódzkie warunki. Znakomitą większość łódzkich rodzin na taki kredyt nie stać…Jeśli łodzianin chce dostać 60 tys. zł kredytu musi zarabiać co najmniej 1200 zł netto i pracować na umowę na czas nieokreślony.

Jeśli chce dostać 80 tys. zł dochód na każdego członka rodziny nie może być mniejszy niż 1500 zł.

Żeby dostać kredyt trzeba zawsze mieć już w kieszeni 20 proc. ceny mieszkania. Jeśli więc kosztuje ono 100 tys. zł, trzeba uskładać co najmniej 20 tysięcy zł.

Kredyt mieszkaniowy pożyczający spłaca najczęściej 25 lat, jeśli bierze go w złotówkach, lub 15, gdy pożycza się w walucie obcej.

Może się zdarzyć, że po kilku latach spłacania nie będziemy mogli dalej zwracać wziętego kredytu. W takiej sytuacji można negocjować z bankiem nowe warunki spłaty. W skrajnych przypadkach (było takich kilka) bank zabiera po prostu mieszkanie i przeprowadza sądowy nakaz eksmisji lokatora.

- Każda sprawa jest rozpatrywana indywidualnie. Bank może zmienić czas spłaty lub zawiesić go na kilka lat. Odebranie mieszkania jest ostatecznością, bo wszyscy na tym tracą – przyznaje Alina Słomczewska-Karwacka z jednego z łódzkich panków.

Przykłady cen nowych mieszkań w Łodzi

Retkinia (ul. Armii Krajowej):

34-metrowe – 71 tys. zł
59 -metrowe – 124 tys. zł
73-metrowe -153 tys. zł

Janów (ul. Oleńki Billewiczówny):

44-metrowe – 112 tys. zł
75-metrowe – 190 tys. zł
98-metrowe – 249 tys. zł

Janów (przy ul. Maćka z Bogdańca):

44-metrowe – 101 tys. zł
65-metrowe – 145 tys. zł
70-metrowe – 160 tys. zł

Górna (przy ul. Królewskiej)

32-metrowe – 76 tys. zł
70-metrowe – 168 tys. zł
90-metrowe – 216 tys. zł

Autor artykułu: (lb)

Łodzianie coraz lepsi!

Tuesday, April 23rd, 2002

Weronika Kamińska i Mikołaj Beda z łódzkiego MKS „Jedynka” zajęli czwarte miejsce w turnieju tańców standardowych. Tę konkurencję wygrali Aneta Mirska i Jacek Fidurski z „Muzy Olsztyn”. W walcu angielskim i wiedeńskim, tangu, fokstrocie, quick stepie okazali się bezkonkurencyjni.

W niedzielny wieczór w hali „Anilana” przy ul. Sobolowej w drugich eliminacjach Grand Prix Polski Amatorów w Tańcu Towarzyskim Łódź 2002 wzięło udział ponad trzydzieści par.

W konkurencji tańców latynoamerykańskich również nie zabrakło łódzkiej pary. Anna Bosak i Piotr Włodarczyk z klubu „Eskulap-Brzost” wytańczyli szóste miejsce. Puchar zwycięzców powędrował do Warszawy. Pierwsze miejsce zdobyli Anna Leśniok i Marcin Olszewski z klubu „Contra”.

Przed tancerzami jeszcze dwa turnieje eliminacyjne. Finał Grand Prix Polski Amatorów w Tańcu Towarzyskim Łódź 2002 w grudniu.

Autor artykułu: (jed)

Akcjonariusze Widzewa

Tuesday, April 23rd, 2002

Ostatnio wiele mówi się o ewentualnym inwestorze strategicznym klubu, którym ma zostać grupa medialna ITI. Raz po raz powraca temat przekazania akcji firmie, która jest m.in. właścicielem telewizji TVN. Jak się okazuje, może nie być to takie proste, co sprawdziliśmy w sądowych aktach.

Zgodnie z dokumentami kapitał akcyjny Widzewa wynosi 1,5 mln zł (wpis na koniec 1999 roku) i dzieli się na 150 tys. akcji imiennych po 10 zł każda. Najwięcej ma Andrzej Grajewski i związana z nim spółka (JAG Sportmarketing) – 68.310 akcji (wartości 683.100 zł), następnie 55.590 akcji (za 555.900 zł) ma firma Andrzeja Pawelca „Sportmarketing” Sp. z o.o. W dalszej kolejności znajdują się: Robotnicze Towarzystwo Sportowe „Widzew” – 17.500 akcji, Andrzej Salamon – 8.300 akcji i Janusz Baranowski – 300 akcji. Tak wynika z dokumentów sądowych.

Jeżeli do Widzewa wejdzie inwestor strategiczny, będzie musiał prowadzić rozmowy ze wszystkimi udziałowcami.

Jak wynika ze sprawozdania finansowego za rok 2000 (nie ma jeszcze bilansu za rok ubiegły), sytuacja Widzewa znacznie się poprawiła. Spółka miała 695 tys. zł straty netto na koniec roku, choć zaczynała rok ze stratą ponad 9 mln zł.

Zobowiązania natomiast (ponad 21 mln zł) pokrywają się z majątkiem spółki, na który składają się m.in. piłkarze. Na początku ubiegłego roku wyceniono ich na ponad 14,5 mln zł.

Andrzej Grajewski zapowiedział, że jest w stanie oddać akcje Widzewa za symboliczną złotówkę, ale w takim wypadku musiałby stracić kilkaset tysięcy złotych. Jego imiennik Pawelec jest bardziej powściągliwy i swoją decyzję odnośnie oddania akcji uzależnia od działań przyszłego inwestora.

Autor artykułu: (ćma)

Sprzeczne opinie biegłych

Saturday, April 20th, 2002

We wznowionym wczoraj procesie o tragiczny wypadek drogowy, w którym zginął 8-letni Damian, sąd wysłuchał biegłego z zakresu ruchu drogowego.

Samochód renault prowadził 36-letni Piotr J., który – według oskarżenia – jechał zbyt szybko (78 km na godzinę) i nie zachowując zasady ograniczonego zaufania, potrącił chłopca. Obszerne dywagacje eksperta sprowadzają się do tego, że kierowca nie mógł uniknąć wypadku, nawet gdyby jechał z dozwoloną szybkością.

Jest to już druga opinia biegłego tej specjalności, diametralnie różna od pierwszej. W tej sytuacji sąd postanowił skonfrontować obydwu specjalistów na sali sądowej na następnej rozprawie -17 maja. W przypadku niedogadania się biegłych, sąd zamierza zasięgnąć opinii w instytucie ekspertyz sądowych im. Sehna w Krakowie.
Wypadek zdarzył się 16 sierpnia 2000 roku na ul. Liściastej około godz. 15.00.

Kierowca renault nie przyznał się do winy. – Chłopiec nagle wybiegł na jezdnię – mówił. – Wcześniej widziałem go z kobietą (była to matka), oboje stali na chodniku, rozmawiali. W pewnej chwili, dziecko wbiegło na jezdnię. To były ułamki sekund.

Uderzony przez auto chłopiec zmarł w szpitalu kilka godzin później.

Proces rozpoczął się w maju ubiegłego roku. Oskarżenie wspierają rodzice nieżyjącego.

Autor artykułu: (st)