Spotkanie w Radzionkowie było niezwykle ważne dla obydwu drużyn. Ruch i ŁKS są zagrożone spadkiem z drugiej ligi, toteż ewentualny sukces jednej z nich pozwalał na znaczne oddalenie widma degradacji. W tym meczu nie mogło być mowy o żadnych układach i przyjacielskim kopaniu piłki.
We wczorajszej konfrontacji lepsi okazali się gospodarze, którzy wygrali 2:0. Sukces Ruchu zasłużony, bowiem drużyna z Radzionkowa zaprezentowała się solidniej i przejawiała większą wiarę w swoje umiejętności. Z kolei łodzianom zabrakło cwaniactwa i boiskowej rutyny. Bez tego trudno zwyciężać z tak doświadczonym zespołem jakim jest bez wątpienia Ruch.
Tym samym ŁKS ma nadal fatalny bilans w spotkaniach w Radzionkowie. Była to trzecia porażka łodzian (dwie wcześniejsze w ekstraklasie) i na dodatek nasz zespół nie zdołał strzelić w Radzionkowie choćby jednej bramki.
Na początku wczorajszego spotkania lekką przewagę uzyskali gospodarze. Mieli o tyle ułatwione zadanie, bowiem podopieczni trenera Wójtowicza wyszli na boisko z mocnym postanowieniem obrony bezbramkowego rezultatu. Świadczyło o tym znaczne wzmocnienie linii defensywnej.
Wykorzystali to piłkarze Ruchu, którzy od pierwszych minut atakowali, dzięki czemu łódzka obrona miała bardzo dużo pracy. Już w czwartej minucie bardzo niebezpiecznie było na przedpolu Jakuba Skrzypca, ale na szczęście, do silnie bitej piłki z prawej strony nie zdołał dobiec Piotr Żaba i skończyło się na jęku zawodu radzionkowskiej publiczności.
Chwilę później tylko dzięki doskonałej interwencji Artura Kowalskiego, który najlepiej wczoraj prezentował się w łódzkiej defensywie, ełkaesiacy nie stracili bramki. W pole karne ŁKS wpadł Rafał Jarosz i kiedy już składał się do strzału, został zablokowany wślizgiem przez łódzkiego stopera. Dwie minuty później znów gorąco było w polu karnym gościa, ale tym razem niebezpieczeństwo zażegnał Robert Sierant.
Łodzianie pierwszą składną akcję przeprowadzili dopiero w 26 minucie. Doskonałym zagraniem popisał się Artur Błażejewski. Piłka w polu karnym trafiła do Radosława Matusiaka. Napastnik zdołał ją opanować, jednak jego silny strzał przeleciał nad poprzeczką.
W 36 minucie łodzianie przeprowadzili drugą akcję, po które powinni objąć prowadzenie. Cezary Czpak z prawej strony boiska dokładnie zagrał do stojącego w polu karnym Matusiaka. Łódzki napastnik mógł zdecydować się na strzał, ale wolał zagrać górą na lewą stronę do Artura Błażejewskiego. Ten przyjął piłką na pierś i chwilę później uderzył z powietrza, jednak Klytta był już na posterunku i zdołał wybić piłkę.
W czterdziestej minucie Ruch objął prowadzenie. Gospodarze przeprowadzili akcję prawą stroną boiska. Dośrodkowanie próbował przeciąć Michał Łabędzki, nie zdołał jednak tego uczynić i piłka trafiła pod nogi stojącego na jedenastym metrze od bramki Myszora. Zawodnik Ruchu nie namyślał się długo i silnym strzałem pokonał Skrzypca. Wyraźnie w tym momencie zaspał Piotr Klepczarek, który zamiast wracać za swoim zawodnikiem spokojnie przyglądał się akcji z odpowiedniego dystansu. Efektem takiego beztroskiego podejścia, był stracony gol.
Po przerwie trener ŁKS Dariusz Wójtowicz nie mając już nic do stracenia zdecydował się na roszady w drużynie.
Szkoleniowiec zestawił zespół ofensywnie. Przyniosło to rezultaty. Goście zaczęli grać odważniej i coraz częściej zagrażali bramce Ruchu. W 46 minucie po rzucie rożnym główkował Cezary Czpak, ale bramkarz radzionkowskiej drużyny zdołał wybić piłkę. Chwilą później groźnie było pod bramką ŁKS. Tym razem rzut rożny wykonywali gospodarze.
Piłka trafiła do Adriana Dopierały, który próbował wybić ją za pole karne. Uczynił to jednak zbyt słabo i do futbolówki doskoczył na osiemnastym metrze Myszor. Na szczęście silne uderzenie zawodnika z Radzionkowa zdołał obronić Jakub Skrzypiec.
Kolejny raz niebezpiecznie pod bramką łodzian było w 56 minucie. Tym razem ełkaesiakom nie udała się sztuka złapania rywala na spalonego. Szybko w kierunku bramki ŁKS ruszył Grzyb. Zawodnik Ruchu wpadł w pole karne, ale na szczęście nie trafił czysto w piłkę i przeleciała ona obok słupka.
Łodzianie nie zamierzali rezygnować z wywalczenia korzystnego rezultatu i tylko centymetry dzieliły ich od upragnionego gola W krótkim odstępie czasu dwukrotnie główkował Radosław Matusiak, ale za każdym razem szczęście było po stronie bramkarza Ruchu.
Losy meczu rozstrzygnęły się w 72 minucie. Radzionkowianie przeprowadzili kontratak,który przyniósł im drugiego gola. Adrian Napierała nie zdążył wybić piłki Jaroszowi. Zawodnik Ruch natychmiast zagrał do wybiegającego na czystą pozycję Piotra Żaby. Napastnik gospodarzy, mimo asysty Tomasza Rączki, zdołał umieścić piłkę w siatce.
Łodzianie do końca meczu próbowali zdobyć choćby honorowego gola, ale mądrze grająca defensywa Ruchu nie dopuściła do tego.
Każda porażka smuci, ale wczorajsze niepowodzenie ŁKS nie jest jeszcze końcem świata.Wystarczy, że w sobotę łodzianie pokonają Polar Wrocław, a wtedy znów zaświeci słońce dla drużyny z al. Unii.
Autor artykułu: (hof)