Archive for May, 2002

Wyrwali stalowe wycieraczki

Tuesday, May 21st, 2002

Kilkanaście stalowych wycieraczek sprzed klatek schodowych na Widzewie skradli w nocy nieznani sprawcy. Ogołocone zostały wieżowce przy ul. Przybyszewskiego, Rydza Śmigłego, Przędzalnianej i Ozorkowskiej. Złodzieje wyrwali metalowe kratki z betonowej podłogi i wywieźli je niezauważeni przez nikogo.

– Kiedy rano wychodziłam z domu o mało nie wpadłam w dziurę i nie złamałam nogi – denerwuje się jedna z mieszkanek bloku przy ul. Przybyszewskiego 119/121.

Złodzieje najprawdopodobniej sprzedali łup w punktach skupu złomu.

Chociaż ustawa zabrania skupywania kradzionych przedmiotów, tylko nieliczni właściciele jej przestrzegają.

– My wywiesiliśmy spis przedmiotów, których nie bierzemy. Są wśród nich, oprócz stalowych kratek, m.in. linki z telekomunikacji, studzienki ściekowe, włazy do studzienek, automaty telefoniczne, elementy od wind itp. – mówi Bożena Szymanowicz, współwłaścicielka punktu przy ul. Traktorowej. – Wiem jednak, że są placówki, w których się tego nie przestrzega…

– Jak ja mam poznać, że jakiś przedmiot pochodzi z kradzieży? Przecież ludzie nie przywożą do nas różnych rzeczy w całości, ale powyginane kawałki żelastwa – denerwuje się inny właściciel.

Za kilogram stalowych wycieraczek złodzieje mogą dostać w skupie 15 groszy.

- Właściciele punktów skupu metali kolorowych mają obowiązek spisywania tożsamości osób, które sprzedają złom oraz oświadczeń o pochodzeniu tych przedmiotów ” mówi komisarz Joanna Kącka z biura rzecznika prasowego KWP w Łodzi.

– Co jakiś czas organizujemy kontrole, aby sprawdzić, czy nie kupują od złodziei kradzionych przedmiotów. Ostatnio ujawniliśmy 8 złodziei i paserów.
Paserstwo nieumyślne jest zagrożone karą od grzywny do 2 lat więzienia. Umyślne od 3 miesięcy do 5 lat.

Autor artykułu: (mgr)

Uczeń pobity na lekcji religii?

Tuesday, May 21st, 2002

Wczoraj, w artykule „Skarga na zakonnicę”, informowaliśmy, że do pobicia miało dojść w czwartek, a chłopiec z podejrzeniem wstrząśnienia mózgu trafił do kliniki chirurgicznej Centrum Zdrowia Matki Polki.

– To nieprawda. Chłopiec wcale nie został pobity przez siostrę – zaprzecza Wiesława Nowak, dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 7 przy ul. Wiosennej.

– Rozmawiałam z siostrą. Z jej relacji wynika, że nie pchnęła chłopca na ścianę. Posadziła go tylko przy biurku i tłumaczyła, że źle się zachowuje. Chłopiec poza tym wcale nie skarżył się, że mu coś dolega.

A co do powiedzenia w tej sprawie ma siostra katechetka?
– Nie będzie rozmawiać z prasą. Takie otrzymała polecenie z kurii – odpowiada dyrektorka.

O skomentowanie sprawy poprosiliśmy więc proboszcza Parafii p. w. Świętego Franciszka, który z ramienia kurii opiniuje kandydatów na katechetów.

– To co opowiada ojciec dziecka to jedna wielka bujda – stwierdził krótko.

– Dlaczego w takim razie moje dziecko ma wstrząśnienie mózgu – replikuje ojciec. – Siostra katechetka jest znana ze złego traktowania uczniów. Jeśli tylko zostanie przełamana zmowa milczenia, na światło dzienne wyjdą jej inne grzechy.

Od zdarzenia w szkole przy ul. Wiosennej upłynęło już cztery dni. Ojciec mówi, że chłopiec skarży się na bóle, mdłości, zawroty głowy, zaburzenia wzroku.
Co jest ich przyczyną, ustali policyjne dochodzenie.

Autor artykułu: (em)

Szaleństwo na Lumumbowie

Friday, May 17th, 2002

W samo południe, w pasażu Rubinsteina, rozpocznie się dziś studenckie święto – Juwenalia. W tym tygodniu bawić się będą studenci Uniwersytetu Łódzkiego. Po przekazaniu przez prezydenta Łodzi symbolicznych kluczy do bram miasta, na Piotrkowskiej wystąpi zespół T. Love.

Po oficjalnej części, reszta imprez odbędzie się na osiedlu studenckim Lumumbowo. Tam rektorzy łódzkich szkół wyższych będą wizytować akademiki i wybierać najlepiej przystrojony.

Później przyjdzie czas na szaleństwo. Ok. godz. 18 zaplanowano wybory miss i mistera Juwenaliów, wystąpią m.in. Proletaryat i gwiazda wieczoru – Lady Pank.

W sobotę, zgodnie z tradycją, studentów obudzą w południe strumienie wody ze strażackich pomp. Ci, którzy zdołają opanować ból głowy, będą mogli wzmocnić się wojskową grochówką i wystartować w zawodach sportowych. Na wieczór zaplanowano koncerty i konkursy. I tak do białego rana. A za tydzień – powtórka. Tym razem na Politechnice Łódzkiej, gdzie wystąpi m.in. zespół o.n.a.

Autor artykułu: (iwo)

Widzew kończy sezon

Friday, May 17th, 2002

Piłkarze Widzewa po raz ostatni w tym sezonie uczestniczyli w treningu. Kończącym akordem będzie dzisiejszy towarzyski mecz z beniaminkiem ekstraklasy Lechem Poznań.

Do stolicy Wielkopolski trenerzy Dariusz Wdowczyk i Andrzej Woźniak zabierają następujących zawodników: Ludwikowskiego, Robakiewicza, Siudaka, Węgrzyna, Ekwueme, Gostyńskiego, Żvirgżdauskasa, Brodeckiego, Rutkę, Zająca, Kalu, Seweryna, Sobczaka, Morawskiego, Suchomskiego, Szuberta, Chańkę i Hajduczka.

Do łódzkiej ekipy dołączy również dwóch zawodników trzecioligowego KKS Kalisz. Jeden jest napastnikiem, a drugi pomocnikiem. Jeśli wypadną pozytywnie, to zapewne zostaną poddani kolejnym sprawdzianom.

Choć łodzianie są już po sezonie, to jednak w dzisiejszym spotkaniu muszą się jeszcze zmobilizować do walki, by nie skompromitować się w Poznaniu. Można się spodziewać, że drużyna Lecha potraktuje dzisiejszy pojedynek bardzo serio.

Przekonał się o tym w sobotę Werder Brema, który przegrał z poznańską jedenastą 1:2. Zapewne przy kilkutysięcznej widowni gospodarze będą chcieli dziś odprawić z kwitkiem kolejny renomowany zespół. Być może będzie to ostatni mecz Marcina Zająca w Widzewie. Napastnik łódzkiej drużyny znów ma jechać na testy do niemieckiego klubu Energie. Nie jest wykluczone, że na dłużej pozostanie w Cottbus.

Od dziś widzewiacy mają wolne i zapewne wyjadą na zasłużone urlopy. Pierwsze zajęcia łódzkiej drużyny po wakacyjnej przerwie zaplanowane są na 24 czerwca. Na odpoczynek nie mogą liczyć działacze, ponieważ dziś odbędzie się posiedzenie rady nadzorczej SPN Widzew SA. Jak się dowiedzieliśmy ma być podjęta uchwała, zapalająca zielone światło dla strategicznego sponsora, którym ma być grupa ITI.

Autor artykułu: (hof)

Nowi piłkarze w ŁKS

Friday, May 17th, 2002

Nowy trener ŁKS Włodzimierz Gąsior, już od pierwszego dnia podjęcia pracy sporządził listę piłkarzy, których chciałby mieć w II-ligowej drużynie, a którzy byliby jej istotnym wzmocnieniem.

– Moja lista życzeń jest dość długa – stwierdza trener. Konkretnych nazwisk jeszcze nie mogę ujawnić, ale z niektórymi kandydatami do drużyny odbyłem już telefonicznie rozmowy. Muszę powiedzieć, że większość z nich chętnie widziałaby siebie w nowym sezonie w barwach ŁKS.

– A kiedy będzie pan mógł podać do publicznej wiadomości nazwiska nowych piłkarzy ŁKS?

– Z tymi, na których liczę, a którzy wstępnie przystali na propozycję, chciałbym się spotkać w Łodzi na treningu w przyszłym tygodniu, po powrocie piłkarzy ŁKS z Niechorza.

Nie oznaczać to jeszcze będzie, że właśnie ta grupa nowych pozostanie w ŁKS. Trzeba będzie przeprowadzić rozeznanie, aby dobrać najlepszych kandydatów na obsadę pozycji bramkarza, w linii obrony, pomocy i w ataku.

Nie trzeba tłumaczyć, że starania trenera Włodzimierza Gąsiora w sprawie obsady kadrowej uzależnione będą w dużym stopniu od możliwości finansowych ŁKS. Nie chodzi, oczywiście, o ilość, ale o piłkarską jakość zawodników. A ta musi być powyżej przeciętnej poziomu II ligi, aby ełkaesiacy mogli wreszcie podjąć walkę o wyższe cele.

Autor artykułu: (m. st.)

Dobra transakcja – koszmarna zabawa

Wednesday, May 15th, 2002

46-letni łódzki biznesmen tak oblewał przeprowadzenie korzystnej transakcji, że został zatrzymany przez policję. Dziewczyna do towarzystwa, którą sobie sprowadził, oskarżyła go o usiłowanie zabójstwa.

Jednak pokrzywdzona wycofała się i przedsiębiorca będzie odpowiadał tylko za nielegalne posiadanie broni oraz spowodowanie kolizji po pijanemu. Sprawę bada widzewska prokuratura.

W nocy z czwartku na piątek policja została wezwana na Widzew Wschód, gdzie pijany kierowca mercedesa miał spowodować kolizję z seatem cordobą. Gdy funkcjonariusze przybyli na miejsce, dowiedzieli się, że kierowca mercedesa jest uzbrojony i ukrył się w jednym z pomieszczeń swojej firmy. Wcześniej jednak zamknął w innym pomieszczeniu dwie kobiety i obcokrajowca. Policjanci weszli „z drzwiami”, obezwładnili uzbrojonego biznesmena i uwolnili „zakładników”. Zabezpieczyli też dwie sztuki broni palnej (na jeden pistolet pozwolenie mu już wygasło, a na drugi zezwolenie było nieprawidłowe – wydane przez komendę policji w Rzeszowie).

Jak ustalono ów biznesmen tego dnia przeprowadził z obcokrajowcem korzystną transakcję i postanowił to uczcić. Podczas spożywania alkoholu panowie wezwali sobie z agencji towarzyskiej trzy panienki. Przywiózł je cordobą tzw. ochroniarz. Doszło do sprzeczki i nasz „bohater” swoim mercedesem wypchnął seata z terenu firmy. Wyjął też broń i zaczął grozić. Ochroniarz i jedna z panienek uciekli. Dwie pozostałe wraz z cudzoziemcem biznesmen zamknął w jednym z pomieszczeń swojej firmy. Po przybyciu policji i uwolnieniu kobiet jedna z nich (30-letnia) powiedziała, że przedsiębiorca chciał ją zabić. Takie zgłoszenie też przyjęła policja. Mężczyzna został zatrzymany i przewieziony do komisariatu. Tam powoływał się na różne znajomości i wpływy. Wymieniał nazwiska, stanowiska oraz co i ile komu dał.

Podczas przesłuchań kobieta wycofała wcześniejsze zeznania. Biznesmena zwolniono do domu, ale za spowodowanie kolizji grozi mu do 2 lat pozbawienia wolności (także utrata prawa jazdy), a za nielegalne posiadanie broni kara więzienia do lat 8.

Autor artykułu: (ćma)

Złodzieje ze stacji paliw

Wednesday, May 15th, 2002

W policyjną zasadzkę wpadli trzej złodzieje, którzy od kilku tygodni systematycznie okradali sklep na stacji paliw przy al. Śmigłego Rydza.

Pracownicy stacji na przestępców zaczajali się wielokrotnie. Oni unikali jednak pułapek i ze sklepu co rusz ginęły kolejne rzeczy. Byli tak sprytni, że ich złodziejskich wyczynów nie rejestrowały nawet sklepowe kamery! W końcu pracownicy stacji dali za wygraną i powiadomili policję.

Funkcjonariusze, którzy czekali na przestępców przebrani za pracowników stacji benzynowej zauważyli, że na stację podjechały trzy samochody. Policjanci przez kilkadziesiąt minut obserwowali przybyszów. Ci zajęli miejsce w barze i co kilka minut we dwójkę podchodzili do regałów. Jeden zasłaniał kamerę, drugi pakował pod kurtkę rzeczy, które ukradł. Były to kosmetyki, drobne akcesoria samochodowe. Łupy magazynowano w samochodach.

Policjanci zatrzymali całą trójkę. Są to mężczyźni w wieku 28, 29 i 31 lat. W ich autach odnaleziono wszystkie skradzione rzeczy oraz 20 litrów trefnego spirytusu.

Autor artykułu: (em)

Baza „kalek” nie istnieje

Wednesday, May 15th, 2002

Z ośrodka wypoczynkowego w Arturówku wyjechali wszyscy żebracy ze Wschodu, o których pisaliśmy w naszych artykułach „Baza kalek” i „Ucieczka fałszywych kalek”.

Ujawniony przez nas proceder był wyjątkowo ochdny. Do żebraczych praktyk wykorzystywano bowiem dzieci. Wożono je na wózkach inwalidzkich ze spętanymi nogami, nafaszerowane środkami uspokajającymi.

Najpierw z Arturówka w pośpiechu wyjechały kobiety, których zdjęcia pokazaliśmy w naszej gazecie. Wieczorem spakowały się pozostałe, ich „kalekie” dzieci i z szefami opuściły ośrodek. Dokąd pojechały, nie wiadomo. Prawdopodobnie żebracza klika chce w innym miejscu przeczekać szum, jaki powstał wokół ich grupy.

Sławomir Wasilczyk, dyrektor Wydziału Spraw Obywatelskich i Migracji Urzędu Wojewódzkiego w Łodzi mówi, że wpadliśmy na trop świetnie zorganizowanej grupy, która prawdopodobnie ma swe macki w innych miastach Polski.

- Jeżeli chcemy wyeliminować ten proceder, trzeba zająć się jego organizatorami – twierdzi.

Sławomir Wasilczyk zapewnił nas, że Wydział Spraw Obywatelskich i Migracji UW będzie chciał wspólnie z KW Policji podjąć działania, które ukrócą żebracze praktyki nielegalnych imigrantów na ulicach Łodzi.

Autor artykułu: (em)

Pierwszy taki egzamin

Monday, May 13th, 2002

Pierwszy rocznik polskich gimnazjalistów 14 i 15 maja zdaje swój pierwszy w życiu ważny egzamin, kończący zreformowaną szkołę. W Łodzi, w 48 gimnazjach publicznych i 30 niepublicznych zdawać będzie ponad 8000 uczniów III klas.

Każdy dostanie do ręki wydrukowane arkusze z pytaniami przygotowanymi przez Centralną Komisję Egzaminacyjną w Warszawie. Pierwszego dnia uczniowie będą odpowiadać pisemnie na pytania z przedmiotów humanistycznych, drugiego z matematyczno przyrodniczych. Prace ocenią – poza szkołą – egzaminatorzy z Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej.

Rodzice i nauczyciele dopingują młodzież do nauki. Przekonują, że to egzamin równie ważny jak matura. Punktowy wynik z egzaminu, obok ocen na końcowym świadectwie, będzie przecież rozstrzygał czy absolwent gimnazjum dostanie się do wymarzonego i najbardziej obleganego ogólniaka lub technikum. Jeśli zda słabo, będzie musiał przenosić „papiery” do szkoły, w której zostaną wolne miejsca.

Ale młodzież wie również o tym, że gimnazjalnego sprawdzianu nie można oblać. Wystarczy zgłosić się na egzamin, żeby go zaliczyć bez względu na to, ile punktów „zarobiło się” za pracę, a to nie zachęca do wysiłku na finiszu.

- W mojej szkole zdaje 187 uczniów. Jedna trzecia chce się dostać do najlepszych liceów. Oni nie udają przed kolegami, że nie zależy im na wyniku. Ambicje widać najlepiej w klasie IIIa, z najwyższą w szkole średnią – 3,74. Powtórki trwały przez cały drugi semestr. Kontrolne sprawdziany, w identycznej formie jak na próbnym egzaminie, były co kilka dni we wszystkich siedmiu klasach. Pytania i polecenia układali moi nauczyciele – stwierdza Maria Dyhdalewicz, dyrektor Gimnazjum nr 2 (ul. Jaracza 26).

Nauczycielom bardzo zeleży na wynikach. Będą po raz pierwszy oceniani na podstawie tego, czego nauczyli swoich uczniów. Jednakowe pytania dla gimnazjalistów w całej Polsce umożliwią wreszcie porównanie pracy poszczególnych szkół, a nawet klas i nauczycieli przedmiotów w tej samej szkole.

Autor artykułu: (hc)

Baza „kalek”

Monday, May 13th, 2002

Inwalidzi żebrzący na ulicach Łodzi to fikcja. Przekonali się o tym reporterzy „Expressu Ilustrowanego” obserwując w ośrodku wypoczynkowym w Arturówku koczowisko nielegalnych emigrantów ze Wschodu. Chłopiec ze sparaliżowanymi nogami wożony na żebry na wózku inwalidzkim, cudownie ozdrowiał, gdy tylko do kempingu wniosła go na rękach opiekująca się nim kobieta. Podobnie było z innymi „kalekimi” chłopcami i dziewczynkami wracającymi do ośrodka po żebraczej szychcie.

Baza fałszywych żebraków mieści się tuż przy Straży Miejskiej, która w Arturówku na terenie ośrodka wypoczynkowego ma swój oddział!

Przybysze z Mołdawii i Ukrainy – kobiety, dzieci i mężczyźni – gnieżdżą się w kilku domkach kempingowych. Ilu ich tam przebywa, dokładnie nie wiadomo. Skład grupy zmienia się bowiem co jakiś czas.

Dzień „pracy” żebracza klika rozpoczyna około godz. 6. Jest czas na śniadanie i krótką odprawę, podczas której szefowie wyznaczają podopiecznym miejsca postoju. Ufarbowane na blond kobiety, z dziećmi na wózkach inwalidzkich, wyruszają na żebry już przed godziną ósmą. Wsiadają do autobusu linii 56 lub odjeżdżają tramwajem z ul. Warszawskiej.

Żeby nie wzbudzać podejrzeń na przystanek idą pojedynczo. Ich pociechy, siedzące w wózku niczym mumie, nogi mają skrępowane sznurkami lub taśmą i przykryte kocem. Bardziej rozbrykane faszerowane są środkami uspokajającymi.

Obserwując kobiety pchające wózek można odnieść wrażenie, że są tak przybite nieszczęściem swojego dziecka, że nie interesuje ich to, co dzieje się na ulicy. Nic bardziej mylnego. Ich bystrym oczom nie ujdzie najmniejszy szczegół.

Mogliśmy się o tym przekonać śledząc jedną z „matek”. Gdy tylko upewniła się, że chodzimy za nią krok w krok, zaczęła przesiadać się z tramwaju na tramwaj i kluczyć po ruchliwej ulicy. Udaliśmy, że dopięła swego i… sfotografowaliśmy ją na Górniaku. Zbierała pieniądze na operację dla „swojej” córeczki.

Przed godz. 9 z Arturówka w trasę wyrusza zwykle ciemnogranatowy opel vectra z przyciemnionymi szybami, na ukraińskich numerach rejestracyjnych. Grupa ma też do dyspozycji szarego opla astrę. Vectrę prowadzi zwykle szef żebraków. To wysoki, tęgawy mężczyzna o ciemnych włosach.

Ubiera się na sportowo. Szef rozwozi podwładne po podłódzkich miejscowościach. Jedną z nich widzieliśmy kilka dni temu w Brzezinach. W Łodzi żebraczki z dziećmi na wózkach inwalidzkich można spotkać na Górniaku, Bałuckim Rynku, giełdzie samochodowej, ul. Piotrkowskiej, przed hipermarketami i kościołami.

Bliskim współpracownikiem szefa jest niski, krępy mężczyzna, o orientalnym typie urody. Podobnie jak szef dobrze mówi po polsku. Obaj mężczyźni odbierają od kobiet wyżebrane pieniądze. Pełnią też rolę zaopatrzeniowców, księgowych i magazynierów.

- To rozrywkowe chłopaki – opowiada robotnik pracujący w ośrodku, mieszkaniec jednego z kempingów. – Potrafią dobrze wypić, zjeść i z kobietami szaleć do rana. Takie imprezy organizują co jakiś czas.

Do Arturówka żebraczki ściągają pojedynńczo około godz. 19 – 20. Te, które wyrobiły normę, przyjeżdżają pierwsze.

Rekordzistki potrafią dziennie wyżebrać nawet po 300 zł.
Swoich opiekunów „pracownice” boją się jak ognia. Są nieubłagani, zwłaszcza w sprawach finansowych. Ta, która sumiennie nie rozliczy się z pieniędzy może zostać mocno pobita lub oddana pod „opiekę” rosyjskojęzycznych przyjaciół szefa.

Autor artykułu: (em)