Archive for June, 2002

Wiatrak… prosto z pieca

Thursday, June 27th, 2002

Łódzki piekarz Jan Cygan od ćwierćwiecza wypieka dziwne chleby i chlebki. Jego łódzka piekarnia przypomina pracownię rzeźbiarską. Na blachach leżą uplecione z ciasta warkocze, koła do wozów drabiniastych, skrzydła do wiatraka i inne elementy przygotowane do zmontowania misternych konstrukcji chlebowych.

– Skrzydła wiatraka – objaśnia pan Jan – muszą mieć odpowiednią twardość, bo są one ruchome. – Podobnie jak koła wozu drabiniastego, które także się kręcą, ale mają swoją praktyczną funkcję: muszą wytrzymać ciężar dań, które wjechały na stół.

Praca nad wozem drabiniastym z dyszlem i kołami była niezwykle trudna. Na zasadzie prób i błędów trzeba było tak wymiesić ciasto, żeby po upieczeniu było dostatecznie sztywne. Taki „skonstruowany” z ciasta wóz, może być półmiskiem na szynki, wędliny i inne smakowitości.

Trwają prace nad umocnieniem kół w wozie drabiniastym, żeby nie załamywały się pod ciężarem przeróżnych pyszności.

Ciasto jest bardzo delikatną materią. Nigdy nie wiadomo jak się zachowa podczas pieczenia. Do niektórych wzorów przygotowuję kilka rodzajów ciasta, a jego skład jest różny w zależności od przeznaczenia. Inne zapieka się wielokrotnie po nałożeniu kolejnych elementów ozdobnych.
Na dowód mistrz sztuki piekarskiej pokazuje obraz. Martwa natura ma ramę z białego ciasta, a jej tematem jest kiść ciemnych winogron.

W piekarni Jana Cygana powstają codziennie nowe „rzeźby”. Jedne – na specjalne zamówienie, inne – w prezencie od firmy dla kogoś lubianego i szanowanego.

Kostur dożynkowy przygotowywany został na bal rzeźników. Na weselach ogromnym powodzeniem cieszą się wypieczone serca ozdobione różyczkami i rogi obfitości, które młodej parze mają dobrze wróżyć na przyszłość.

– Mieliśmy okazję uświetnić niejeden wytworny bankiet – mówi łódzki piekarz bez cienia przechwałki. – Potrafię zrobić praktycznie wszystko, co się klientom wymarzy. Od polskiego godła państwowego po kopię „Słoneczników” Van Gogha. Piękną ozdobą polskiego stołu jest sowa i kogut. Na bankiety dla zagranicznych gości staram się przygotowywać charakterystyczne dla ich krajów akcenty i symbole.

Mięsiwa, przystawki i ryby wyglądają bardzo efektownie, gdy podać je na półmiskach z pieczywa. Mają różne kształty: klonowego lub dębowego liścia, ozdobnej salaterki. Ryby bardziej smakują, gdy podać je na chlebku w kształcie gondoli.

Na eleganckich przyjęciach modne stały się olbrzymie bochny wiejskiego chleba. Ze specjalnego ciasta wypieka się wielkie michy na pierogi, chlebki, w których po wydrążeniu miąższu serwować można żurek staropolski i zrazy. Na jedno z przyjęć piekarz – artysta miał przygotować akcenty charakterystyczne dla Łodzi. Gościom podano żurek w wypieczonych przez niego łódeczkach, z łyżkami, które miały kształt wioseł.

Jan Cygan uczestniczył w przygotowaniach niejednego niezwykłego przyjęcia autorskiego. Kiedy Beata Tyszkiewicz i Alan Starski przyjechali do Łodzi, żeby uroczyście odcisnąć swoje dłonie na Piotrkowskiej, dostali od łódzkiego mistrza piekarnictwa swoiste pamiątki. Dla aktorki była to okazała gwiazda upieczona z przaśnego ciasta, zaś scenograf dostał wypieczonego z pietyzmem Oscara o wymiarach autentycznej, prestiżowej statuetki wręczanej gwiazdom w Hollywood.

Pewna konsternacja nastąpiła w piekarni, kiedy urządzano wytworny bankiet na cześć przybyłych do Łodzi Francuzów. Łódzki mistrz wpadł na pomysł, żeby upiec wieżę Eiffla.
Wypiek udał się nadzwyczajnie. Składał się z siedemnastu elementów i był wysoki na 120 centymetrów. Wprawił Francuzów w prawdziwe osłupienie.

Na przyjazd Szwajcarów Jan Cygan upiekł… szarotkę alpejską. Jej pierwowzorem była szarotka rosnąca w rodzinnym ogrodzie, ale i tak wypiek półmetrowej wysokości prezentował się imponująco i wiernie oddawał każdy detal tego chronionego i rzadkiego kwiatka, bliskiego sercom szwajcarskich gości.

Dużo emocji włożył łódzki piekarz w przygotowanie ozdobnego pieczywa na autorskie przyjęcie, które odbyło się po premierze „Quo vadis” na cześć Jerzego Kawalerowicza.

Znakomity reżyser otrzymał na pamiątkę wypieczone z przaśnego ciasta: lutnie, znak legionów, rydwan upieczony dokładnie według filmowego wzoru i Nike.

Idealnie wyszła tablica występująca w filmie, na której każde zarysowanie marmuru było wiernie odwzorowane na wypieku.

Autor artykułu: (gz)

Gazomierze jak sejfy

Thursday, June 27th, 2002

Częste przypadki nielegalnego poboru gazu zmusiły łódzką gazownię do podjęcia decyzji o wymianie gazomierzy we wszystkich domach jednorodzinnych w Łodzi, w których istnieją gazowe instalacje centralnego ogrzewania.

– Kradzieży dokonywano najczęściej poprzez niedozwolone manipulacje wewnątrz liczników – mówi Krzysztof Nowak, kierownik łódzkiego rejonu gazowniczego. – Szczególnie dużo było takich przypadków w domach ogrzewanych gazem, dlatego też akcja dotyczy tylko tej grupy.

Konstrukcja dotychczas stosowanych mierników pozwalała na oszukańcze przeróbki. Gazownia chcąc ukrócić proceder zdecydowała się zastąpić je urządzeniami bardziej odpornymi na wszelkie próby ingerencji w układy pomiarowe (o stosowanych zabezpieczeniach gazownicy mówią niechętnie). W pierwszej kolejności wymienia się gazomierze w domach na Bałutach. Następni będą odbiorcy z Polesia.

Autor artykułu: (pij)

Hotel pod znakiem zapytania

Thursday, June 27th, 2002

Ogromna, niszczejąca konstrukcja hotelu u zbiegu ulic Radwańskiej i Piotrkowskiej od kilku lat straszy swoim wyglądem. Chyba już wszyscy w Łodzi (łącznie z magistrackimi urzędnikami) stracili nadzieję, że nowoczesna placówka kiedykolwiek powstanie. Nad płotem, okalającym plac budowy, wciąż tkwi tablica z napisem: „Oddanie do eksploatacji wiosną 2000 roku”.

Jak niesie nieoficjalna wieść, prace mają ponownie ruszyć… na początku września tego roku. Problem w tym, że we wrocławskiej spółce, która jest inwestorem zmieniają się właściciele.

– Kary za niedotrzymanie terminów już nałożyliśmy – powiedział Adam Komorowski, dyrektor Wydziału Gospodarowania Majątkiem w Urzędzie Miasta. – Teraz czekamy co będzie dalej. O ile wiem, firma nie zrezygnowała z planów wybudowania hotelu.

Autor artykułu: (jed)

Rugbiści Budowlanych poza podium

Monday, June 24th, 2002

Stało się to, co wszyscy przeczuwali. Wybrzeże nie dało sobie krzywdy zrobić. Nie pozwolili nikomu innemu poza swoimi znaleźć się w gronie ligowych medalistów. Budowlani Łódź uplasowali się na czwartej pozycji.

Rugbiści przyzwyczaili wszystkich, że walczą od pierwszej do ostatniej minuty. Tymczasem w pojedynku na szczycie Ogniwo – Lechia walki nie było. Już do przerwy drużyna z Sopotu zapewniła sobie brązowy medal. Co to ma wspólnego z prawdziwym sportem?

Nie udała się łodzianom walka o medal, ale… Nie da się ukryć, że napędzili sporo strachu zespołom z Trójmiasta. Jako jedyni byli dla nich rywalem. Zrobili spory postęp. Są najwyżej klasyfikowaną łódzką drużyną ze wszystkich sportów zespołowych.

Potrzebny jest jeszcze krok – pomoc sponsora, który uwierzyłby, że włożenie pieniędzy w rugby, to znakomita inwestycja. Rugby w Łodzi na fali. Cieszy się wielkim zainteresowaniem mediów i kibiców. Jego siła reklamowego oddziaływania może być wielka

Wyniki: Arka Gdynia – Juvenia 38:0 (19:0), Ogniwo – Lechia Gdańsk 13:5 (13:0), AZS Gdańsk – Orkan 25:15 (10:7), Budowlani Lublin – Budowlani Olsztyn – walkower dla Budowlanych Lublin.

Autor artykułu: (p)

Imieninowy prezent

Monday, June 24th, 2002

Juniorzy ŁKS zgotowali miły prezent imieninowy swemu trenerowi Janowi Lirce, zwyciężając pewnie w ćwierćfinałowym meczu rewanżowym o mistrzostwo Polski rewelacyjny zespół Sandecji Nowy Sącz, mistrza woj. małopolskiego.

Młodzi piłkarze ŁKS przystąpili do tego spotkania w roli faworytów, mając w zapasie zwycięstwo 2:1 nad Sandecją na ich boisku. Ale pierwsza faza pojedynku należała do drużyny gości, którzy z dużym impetem i pomysłowo atakowali bramkę ełkaesiaków. I tylko dzięki świetnym interwencjom bramkarza Jakuba Siwierskiego łodzianie zawdzięczają, że nie stracili w tym okresie dwóch – trzech goli.

Przełom w postawie ŁKS nastąpił od 15 min, od momentu zdobycia przez nich prowadzenia po szybkiej kontrze wyprowadzonej lewą stroną boiska. Kamil Dziubałtowski popisał się dokładnym dośrodkowaniem, a Grzegorz Kaleta dokończył dzieła efektownym uderzeniem piłki głową. Następne działania gospodarzy były już znacznie mniej skuteczne.

Po przerwie nadal warunki gry na boisku przy al. Unii dyktowali wychowankowie trenera Jana Lirki, którzy stali się panami środka pola, gdzie niepodzielnie rządził Krystian Bolimowski.

W 53 min bramkarz Sandecji zdołał wprawdzie wybić piłkę po silnym strzale Marcina Stanisławskiego, ale był już bezradny przy dobitce głową Jakuba Cieciury. Rezultat spotkania ustalony został w 70 min., kiedy celnie dobijał piłkę Grzegorz Kaleta po strzale Tomasza Kurstaka.

ŁKS mógł odnieść zwycięstwo w jeszcze wyższych rozmiarach, ale za bardzo zwolnił tempo walki, a w kilku przypadkach zabrakło jego młodym piłkarzom skuteczności strzeleckiej.

ŁKS Łódź – Sandecja Nowy Sącz 3:0 (1:0)

1:0 Kaleta (15), 2:0 Cieciura (53), 3:0 Kaleta (70).
ŁKS: Siwierski – Kurstak, Ciszewski, Mędrak (73, Rolnik), Dworzyński (77, Król) – Cieciura (68, Niwiński), Fenger (46, Bolimowski), Stanisławski, Dziubałtowski – Bartosik, Kaleta (73, Winiarek).

W półfinałowej rywalizacji mistrzostw Polski przeciwnikiem juniorów ŁKS będzie Bałtyk Gdynia, który w meczu rewanżowym pokonał Śląsk Wrocław 5:2 (pierwsze spotkanie 2:1 dla Śląska). Pierwszy spotkanie z Bałtykiem rozegrane zostanie w środę (26 bm.), o godz. 17, na stadionie przy al. Unii.
W środę, ale o godz. 11, na boisku przy ul. Milionowej 12, juniorzy młodsi UKS SMS spotkają się w pierwszym meczu o mistrzostwo Polski z drużyną Amiki Wronki.

Autor artykułu: (m. st.)

Poszukiwania wciąż trwają

Monday, June 24th, 2002

Trener Włodzimierz Gąsior nie ustaje w szukaniu nowych piłkarzy do drużyny ŁKS, którzy jesienią pozwolą drużynie walczyć o czołowe lokaty w II lidze.

W sobotnim wewnętrznym sprawdzianie wzięło udział trzech nowych graczy: bramkarz Marcin Markiewicz, pomocnik Jacek Kubicki i obrońca Paweł Cieślikowski. Grano dziewięciu na dziewięciu, gdyż po prostu w tej chwili nie ma w kadrze więcej piłkarzy!

Jedyne, co można stwierdzić po tych zajęciach, że znów z dobrej strony zaprezentował się napastnik Gwardii Warszawa Marek Gołębiewski. Piłkarz był bardzo aktywny– strzelił gola, raz po lobie trafił w poprzeczkę. Nic zatem dziwnego, że działacze ŁKS przystępują do konkretnych rozmów z warszawskim klubem. Dalszym testom będą poddawani Kubsik, Markiewicz i Kubicki.

Próbowany na prawej obronie Karol Piątek nie wykorzystał rzutu karnego. Silnie bitą półgórną piłkę obronił Piotr Rossowski. W roli ostatniego stopera wystąpił… bramkarz Jakub Skrzypiec.

Dziś na zajęciach ma się pojawić dwóch nowych bramkarzy i… Dariusz Podolski. „Darek bardzo chce znów występować w ŁKS – mówi trener Włodzimierz Gąsior. Ja muszę najpierw sprawdzić czy będzie przydatny nowej drużynie. Dam mu szansę pokazania tego, na co go aktualnie stać”.

Szkoleniowiec ma nadzieję, że ostoją defensywy nowej drużyny ŁKS będzie Adam Nocoń i być może Zdzisław Leszczyński. W ataku łodzian ma brylować i strzelać bramki Piotr Żaba. Szkoleniowiec uważa, że newralgiczne pozycje w drużynie to cała linia obrony, boczni pomocnicy i napastnik. I tu trzeba szukać wzmocnień.

Dziś o godz. 17 mają normalnie trenować Paweł Golański, Tomasz Stankiewicz i Adrian Napierała.

Niebiescy – Pomarańczowi 3:1 (1:1)

Bramki dla Niebieskich: Gołębiewski, Wolski, Sorbian (karny); dla Pomarańczowych: Błażejewski.

Niebiescy: Rossowski (Markiewicz)– Piątek, Skrzypiec, Osiczak, Wolski, Sorbian, Klepczarek, Gołębiewski, Asogbe.
Pomarańczowi: Markiewicz (Rossowski) – Pecyna, Koziorowski, Cieślikowski, Kubicki, Błażejewski, Kubsik, Matusiak, Sessou.

Autor artykułu: (pas)

Obraz dla Ojca Świętego

Friday, June 21st, 2002

Paweł Pruszyński radny sejmiku województwa łódzkiego (kiedyś wiceszef Urzędu Ochrony Państwa), wraz z księdzem Piotrem Turkiem, Łodzianinem Roku 2001, oraz grupą łodzian odwiedził w Watykanie papieża Jana Pawła II.

Podczas prywatnej audiencji w Bibliotece Papieskiej radny wręczył Ojcu Świętemu obraz znanego malarza Stanisława Wasiołka, przedstawiający Katedrę Łódzką.

Obraz ten przypomniał papieżowi jego pobyt w Łodzi przed 15 laty, kiedy to Pruszyński jako młody podporucznik Służby Bezpieczeństwa brał udział w ochronie osoby Jego Świątobliwości. Pruszyński poprosił Ojca Świętego o błogosławieństwo dla wszystkich mieszkańców naszego województwa.

Autor artykułu: (ćma)

Prezydent odszedł, a problemy pozostały

Thursday, June 20th, 2002

Krzysztof Panas nie jest już prezydentem Łodzi. Nominowany na stanowisko podsekretarza stanu w Ministerstwie Środowiska, wczoraj złożył rezygnację z urzędu. Rada Miejska przyjęła ją 69 głosami „za” i dwóch wstrzymującymi się. Opozycja skrytykowała 15 miesięcy rządów Panasa. Klub SLD milczał.

– Odchodzi najgorszy prezydent w historii samorządu w Łodzi – grzmiał z mównicy Wojciech Michalski, przewodniczący klubu Porozumienie Samorządowe Prawicy.

Prezydenta nie oszczędzał też Witold Rosset z Unii Wolności:

– Salwując się ucieczką pozostawia wiele problemów, których nawet nie próbował rozwiązać. Rosnące bezrobocie, zadłużenie budżetu i podległych mu jednostek, najmniejsze od lat inwestycje – wyliczał radny.

– Największy wpływ na porażkę rządów prezydenta Panasa miał sposób sprawowania władzy: arogancja, pycha, samouwielbienie i przekonanie o własnej nieomylności.

Witold Rosset wytknął prezydentowi potęgowanie biurokracji, rozdział stanowisk według przynależności partyjnej i szafowanie przywilejami. Wspomniał o bezpłatnych dla radnych przejazdach komunikacją miejską i parkowaniu na łódzkich ulicach. Mówił też o „nieoficjalnym zakazie karania radnych przez Straż Miejską” (jak twierdzi Rosset w ciągu jednego tygodnia przyłapano 21 radnych na łamaniu zakazu wjazdu na ul. Piotrkowską, ale żadnego nie ukarano).

– Nie będę odnosił się do pouczeń jednego z radnych, jak należy sprawować funkcję prezydenta, bo to przedstawiciel tej opcji dał nam popis na tym stanowisku – rozpoczął swoje wystąpienie Krzysztof Panas nawiązując do afery, w którą zamieszany jest Marek Czekalski, były prezydent Łodzi i członek UW.

Odchodzący prezydent podkreślił, że pod jego rządami prowadzona była promocja miasta, która wkrótce zaprocentuje nowymi inwestycjami i napływem kapitału. Nadmienił, że podczas jego prezydentury w Łodzi wybudowano najwięcej nowych dróg i domów komunalnych, a miasto otrzymało wyróżnienie dla gminy przyjaznej inwestorom. Bronił się przed zarzutami opozycji, powołując się na gminne programy ochrony zdrowia i wskaźniki mówiące o wzroście zatrudnienia.

Dziś Krzysztof Panas rozpocznie pracę w Ministerstwie Środowiska. Będzie się zajmował współpracą z samorządami, integracją europejską i funduszami ochrony środowiska.

Na kolejnej sesji Rady Miejskiej (3 lipca) rezygnację powinien złożyć cały Zarząd Miasta. Do czasu powołania nowego Zarządu, stary będzie pełnił obowiązki pod przywództwem wiceprezydenta Sylwestra Pawłowskiego.

Ustąpienie prezydenta zdominowało wczorajszą, 82 sesję Rady Miejskiej. Wzbudzające duże zainteresowanie projekty dwóch uchwał (w sprawie sprzedaży udziałów gminy w Łódzkim Centrum Handlowym „Zjazdowa” i w sprawie zasad utrzymania czystości i porządku w mieście) nie weszły pod obrady.

Autor artykułu: (pij)

Budowlani potrzebują lidera z zimną krwią

Thursday, June 20th, 2002

Rozmowa z trenerem drużyny rugby Budowlanych Łódź – Ryszardem Wiejskim

∂ Jak ocenia pan mijający sezon?

Trener rugbistów Budowlanych Ryszard Wiejski: Co tu kryć. Sezon się nam nie udał. Liczyłem na więcej. Jesienią przegraliśmy zasłużenie z Arką. Remis z Lechią był w zasięgu ręki. Mielibyśmy punkt więcej. Wiosną z różnych powodów przegraliśmy z Ogniwem. Trochę do tego przyczynił się sędzia, trochę zmiana terminu rozpoczęcia meczu i dwugodzinne bezsensowne wałęsanie się po Sopocie, a poza tym czołowi nasi zawodnicy spalili się psychicznie, zagrali tragicznie. Powinniśmy byli wygrać ostatnie spotkanie z Lechią. Remis okazał się porażką. Gdybyśmy zdobyli więcej punktów na Lechii, bylibyśmy ustawieni, mielibyśmy medal.

Wtedy Wybrzeże musiałoby się martwić. A tak musimy czekać do niedzieli, co też oni między sobą wymyślą. Nie liczyłbym jednak na jakieś niespodzianki. Sądzę, że świętująca mistrzostwo Lechia przegra z Ogniwem i wtedy znów zakończymy rozgrywki na czwartym miejscu.

∂ Nie będziemy mieli medalu, ale na mecze rugby w Łodzi przychodziło po kilka tysięcy ludzi. Kolejki ustawiały się przy kasie. Mecze z Arką i Lechią – to były wielkie sportowe wydarzenia w naszym mieście.

– To w dużej mierze wasza – mediów zasługa. Nagłośnienie sprawy okazało się kluczowe. Graliśmy o coś, ludzie to kupili i przyszli na stadion.

∂ Co będzie dalej z rugby w Budowlanych?

– Jeśli nic się nie zmieni, to ja składam rezygnację. Ostatnie tygodnie, kiedy walczyliśmy z Wybrzeżem, sporo kosztowały zdrowia moją rodzinę. Ja byłem w domu nie do życia. Żona to zauważyła i jest przeciwna, żebym dalej to ciągnął.

∂ Czy to jedyny powód?

– W kluczowym momencie, gdy decydowały się losy ligi, ludzie po prostu nie przychodzili na treningi. Nie można było ułożyć nowej taktyki pod najważniejsze pojedynki. Nie było zawodników z podstawowej piętnastki. Co z tego, że byli rezerwowi, skoro brakowało najważniejszych ludzi. A ja byłem po prostu wściekły, że nie mogę realizować tego, co sobie wspólnie zaplanowaliśmy.

∂ Ma pan do nich o to żal?

– Trochę, ale wiem, że bez motywacyjnych paru złotych, tak będzie i w przyszłym sezonie. Konieczność zarabiania na życie, utrzymania rodziny jest ważniejsza od systematycznego uczestniczenia w zajęciach. Gdyby każdy z nich dostawał po te 200 – 400 złotych na miesiąc, to był sposób ich przytrzymania, zdyscyplinowania. Dla przykładu taki Figura zarabia 800 złotych miesięcznie. Pieniądze z rugby miały dla niego, jak i innych wielkie znaczenie. Moi zawodnicy na zajęciach pracują jak zawodowcy, po pięć razy w tygodniu. Traktowanie ich jak amatorów, może wywoływać tylko pusty śmiech. Mecze to też nie przelewki, to prawdziwa sportowa wojna, po której trzeba wrócić do domu, do pracy…

∂ Sędziowie w najważniejszych spotkaniach też nie zachowywali się obiektywnie.

– To prawda. Przeanalizowałem ich pracę w najważniejszych meczach na wideo, klatka po klatce. Przeraziłem się wręcz tym, ile błędów popełnili. I to głównie na naszą niekorzyść. Uważam, że przy innym prowadzeniu zawodów wygralibyśmy łódzki pojedynek z Lechią.

∂ Pańskich chłopaków stać na więcej?

– Oczywiście. Gdyby dla przykładu kapitan Krzysiek Serafin – człowiek o fantastycznych wprost możliwościach – mógł częściej bywać na treningach, jego efektywność gry wzrosłyby o 30-40 procent. Takich ludzi jest wielu: on, Prach, Prasał, Kraska… Ten ostatni znalazł zatrudnienie przy pieleniu roślin. Wstawał o czwartej rano, ciężko pracował, potem zamiast iść na trening, kładł się do łóżka, żeby to wszystko odespać. Nic dziwnego, że w meczach niknął w oczach.

∂ Czego nam brakuje, oprócz większej treningowej dyscypliny.

– Takiej pierwszej linii, jaką ma Lechia. Rozwija się Królikowski. Potrafił stanąć Przemek Pustowski i nie odpuścić, jak to zrobił w meczu z Lechią. To jednak za mało. Filar młyna musi jeszcze grać. On by mógł to robić, gdyby regularnie przychodził na treningi. Taki Dudkiewicz w Krakowie przechadzał się po boisku, ale skoro on całe noce stoi na bramce w dyskotece, to trudno się temu dziwić. W pewnej chwili w tej formacji musieli występować ludzie z głębokich rezerw. W mistrzostwach Anglii wygrała drużyna, która ma najsilniejszą pierwszą linię. Był taki moment, że ja chciałem ściągnąć czterech ludzi z Rosji. Mój znajomy trener się na to zgodził, ale przepisy federacji rosyjskiej mówią, że zawodnik nie może w jednym sezonie występować w mistrzostwach dwóch krajów i sprawa upadła.

∂ To jedyny mankament?

– Nie. Nie mamy faceta z zimną krwią, jakim był na przykład Zapędowski, który stanąłby i posłał piłkę na 60-80 metrów, trafiając w najczulszy punkt obrony rywali. Człowieka, który raz na dwa, trzy mecze kopnąłby dropa. Trafił 8 z 10 karnych. Nie ma lidera, który w ważnych momentach kierowałby na boisku poczynaniami drużyny. Brakuje dyrektora, który wiedziałby jak kierować tym przedsiębiorstwem. Rugby to jest sport walki, w którym ważną rolę odgrywa element fizyczny. Tę siłę, którą zdobyło się podczas obozów, zajęć na siłowni, trzeba wykorzystać w sportowej rywalizacji. A nasi czołowi gracze – Gomulak, Artur Mrowicki, nie zawsze potrafili to zrobić.

∂ Dużo tych krytycznych uwag, ale nie da się ukryć, że zespół nie zatrzymał się w miejscu, wykonał kolejny wyraźny krok do przodu.

– Rozwijają się Zając, Wieczorek, Figura, Zabłocki, Hotowski. Jak grają to są wściekli. Oni angażują się w boiskowe wydarzenia całym sercem i duszą. Biorą przykład z Mirka Szczepańskiego.

∂ Na obozie, niektórych treningach było często więcej niż 30 ludzi.

– To prawda, ale nie wszyscy z nich mogą walczyć o najwyższe cele. Mogą być uzupełnieniem kadry, a nie jej trzonem. To nie są faceci wyselekcjonowani, wybrani, powiedzmy z 60 kandydatów do zespołu. W ligowej kadrze są wszyscy, którzy chcą grać.

∂ Wróćmy do pana. Co może pana przekonać do pozostania?

– Musiałbym porozmawiać poważnie z żoną. Zawodnicy musieliby otrzymać gratyfikację za swoją grę. Zgodzić musiałby się na dalszą współpracę trener Mieczysław Bogusławski. Jeśli te warunki zostałyby spełnione, to widziałbym realną szansę walki o medal i wtedy chciałbym w tym uczestniczyć. Inaczej ze mną czy beze mnie Budowlani już dziś są drużyną, która spokojnie zajmie w lidze czwarte miejsce.

Autor artykułu: Paweł Strzelecki

Komu nie przeszkadzają bezgłowe ptaki?

Tuesday, June 18th, 2002

Rzeźba “Żurawie”, przy al. Mickiewicza i ul. Łąkowej, straszy pozbawionymi głów kikutami. Z niegdyś białych ptaków płatami odchodzi farba, wzrok przykuwają wymalowane sprayem napisy. Takie brzydactwo oglądają z okien samochodów kierowcy, którzy przejeżdżają al. Mickiewicza.

Zdaniem pracowników referatu komunalnego na Polesiu głowy odpadły, bo przegniły drewniane kołki, na których osadzona była górna część konstrukcji.

- Naprawa była dość niedbale wykonana i z czasem konstrukcja zniszczyła się – tłumaczy Piotr Woźniak z referatu komunalnego delegatury Łódź-Polesie. ? Nic jednak nie możemy zrobić, ponieważ według dokumentów rzeźba należy do Wydziału Dróg.

Na początku lat 90. rekonstrukcją głów ptaków zajmowała się pracownia makiet w pobliskiej Wytwórni Filmów Fabularnych przy ul. Łąkowej. Po upadku firmy nie ma nikogo kto chciałby zająć się naprawą rzeźby.

- Dostaliśmy ją w spadku po poprzednim systemie, ale nie jesteśmy od tego, żeby naprawiać rzeźby – powiedział Stanisław Zdrajkowski, z-ca dyrektora Wydziału Dróg UM. – Pismo w sprawie opieki nad rzeźbą przysłała do nas poleska delegatura. Odesłaliśmy je do Wydziału Ochrony Środowiska.

- My się zajmujemy tylko zielenią – mówi z-ca dyr. wydziału, Grażyna Ojrzyńska,

Kolejni urzędnicy odsyłają do kolegów z innych wydziałów.
- To jest przykład wrażliwości urzędników – stwierdził Bogdan Wajberg z Wydziału Edukacji Wizualnej ASP. – Jeśli miasta nie stać na utrzymanie rzeźb w dobrym stanie, to może lepiej byłoby je po prostu usunąć?

Autor artykułu: (jed)