Archive for June, 2002

Twierdza śmietnik

Tuesday, June 18th, 2002

Coraz częściej osiedlowe śmietniki przypominają twierdze. Mają betonowe ściany i metalowe drzwi zamykane na klucz. W spółdzielniach mieszkaniowych tłumaczą, że zamknęli kontenery, by lokatorzy płacili tylko za swoje śmieci.

- Notorycznie wydawaliśmy pieniądze na śmieci mieszkańców z innych spółdzielni – usłyszeliśmy od pracownika administracji Spółdzielni Mieszkaniowej Twórców, która zarządza blokami m.in przy ulicach Liściastej i Kaszyńskiego. – Mało tego. Zdarzało się, że śmietnik zawalony był workami wypełnionymi np. ścinkami materiałów.

Osiedle przy ul. Liściastej: jest tu kilka spółdzielni i… odpowiednia liczba śmietników, ale z relacji lokatorów wynika, że nie wszyscy wyrzucają worki z odpadkami do pojemników przy swoich blokach.

- Nasze kontenery są ogólnodostępne i ci, co mają bliżej do nich, wrzucają śmieci – mówi lokatorka bloku przy ul. Liściastej nr 22.

- Efekt jest taki, że po kilku dniach worki walają się poza pojemnikami, bo te są już zapełnione.

W Spółdzielni Twórców ten problem zniknął, gdy tylko pojawiły się zamykane drzwi do śmietnika.

- Ale wcześniej miarka się przebrała, bo w grudniu musieliśmy dodatkowo zapłacić za kilka kursów śmieciarek. Doskonale pamiętam, że za jeden miesiąc wydaliśmy tyle, co za pół roku – dodaje księgowy ze spółdzielni Twórców. – Założyliśmy więc bramę i zamek. Teraz płacimy więc tylko za “nasze” śmieci.

Śmietniki coraz częściej są kontrolowane przez pracowników spółdzielni. Kilka tygodni temu na osiedlu Wilcza – Gołębia na śmietniku pojawiła się informacja, że należy on do bloku przy ul. Gołębiej 8. Prawdopodobnie wkrótce każdy z lokatorów otrzyma swój klucz do śmietnika…

Czy osiedlowe śmietniki powinny być zamykane? Na Państwa opinie w tej sprawie czekamy dziś, w godz. 10.00 – 12.00 pod numerem 637-72-67.

Autor artykułu: (tj)

Kierowco, bacz na znaki!

Tuesday, June 18th, 2002

Kilkudziesięciu kierowców pouczyli i ukarali wczoraj mandatami policjanci z łódzkiej drogówki. Funkcjonariusze pojawili się na czasowo zamkniętej dla ruchu ulicy Kilińskiego (Narutowicza?Pomorska), na której mimo zakazu jeżdżą samochody.

- Znaki zakazu ruchu są doskonale widoczne, ale kierowcy je lekceważą. Zatrzymani na gorącym uczynku zwykle twierdzą, że nie zauważyli znaku – komentuje mł. asp. Katarzyna Zdanowska z Sekcji Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji w Łodzi. – Za gapiostwo ponoszą konsekwencje.

Pod znakiem zakazu ruchu umieszczona jest tabliczka, która zezwala na docelowe wjazdy gospodarcze.

Autor artykułu: (tj)

Spółdzielnia “Bawełna” żąda od lokatorów gigantycznych dopłat za ciepło

Friday, June 14th, 2002

Wiesława Wolniak z bloku przy ul. Zbiorczej 23 za ogrzewanie mieszkania (47 m kw.) ma dopłacić 2396 złotych, chociaż przez cały rok regularnie płaciła tyle, ile kazała spółdzielnia!

W sumie “Bawełna” chce od niej za sezon grzewczy 3382 złote! Jak łatwo policzyć ogrzanie niewielkiego mieszkania kosztowało ją zimą 560 złotych miesięcznie!

Niewiele mniejszy rachunek otrzymał Zenon Komorowski (Zbiorcza 25). Przy mieszkaniu o powierzchni 50 m kw. ma dopłacić 2073 złote. Barbara Głuszkowska ma 1576 zł dopłaty… Setki osób mieszkających na tym osiedlu dostało takie szokujące rachunki.

- Poszliśmy do administracji by wyjaśnić skąd takie ogromne kwoty. Kierownik nie umiał odpowiedzieć – opowiada Wiesława Wolniak. – Dopiero gdy mieszkańcy urządzili wiec… okazało się, że spółdzielnia pomyliła się.

- Nie dopłacimy ani grosza – zapowiadają mieszkańcy osiedla. – Skoro raz pomylili się, nie mamy żadnej gwarancji, że znowu źle nie policzyli.

Leszek Michalak uważa, że system rozliczania przez podzielniki nie ma sensu. Przecież 40-letnie, żeliwne grzejniki są na wpół zimne, z osadzonym w środku kamieniem, a klatki schodowe są przeszklone. Do tego podzielniki nie mają atestu, zaś w piwnicach są powybijane szyby.

- Mam 75 lat i z mieszkania mnie nie wyrzucą. To my możemy wyrzucić prezesa skoro tak źle rządzi spółdzielnią – grozi Józef Szczepanik, który nie chce dopłacić ani złotówki. Podobnie twierdzą inni lokatorzy, którzy otrzymali dopłaty.

Na innych osiedlach spółdzielni “Bawełna” również narasta panika, bo spółdzielnia już dwukrotnie przekładała termin dostarczenia rocznego rozliczenia ciepła.

- To prawda, że w 366 mieszkaniach z osiedla Zbiorcza rachunki zostały źle naliczone – przyznaje Zbigniew Kabuła, zastępca prezesa “Bawełny”. W obliczeniach pomyliła się firma Viterra, która w tych mieszkaniach źle ustaliła współczynnik korygujący. Jednak tam, gdzie dopłaty są rzędu 1000-1300 zł, błędów nie ma. Rozważamy jakie konsekwencje wyciągnąć wobec firmy rozliczającej to osiedle. Wiceprezes przyznaje, że na dwóch osiedlach: Żubardź i Koziny również będą duże dopłaty, jednak opóźnienia w dostarczeniu rachunków to również nie wina “Bawełny”.

- Tam rozliczeniem zajmuje się firma Techem i to oni tak długo obliczali należności od lokatorów, a do tego w wyliczeniach wykryliśmy liczne błędy, które trzeba było poprawiać – broni się Z. Kabuła. Za absurdalny uważa zarzut, że spółdzielnia ze strachu opóźnia rozliczenie lokatorów.

Dlaczego lokatorzy płacą tak dużo? Spółdzielnia twierdzi, że zaliczki były za małe, zima była zimniejsza niż poprzednie, a do tego wzrosła cena dostarczanego ciepła. Dlatego mimo ocieplenia budynków i mniejszej zamówionej mocy, koszty ogrzewania są cały czas bardzo wysokie.

Autor artykułu: Krzysztof Zając

Jak uciekał “Jędrzej”

Friday, June 14th, 2002

O ponad trzech tygodni policja w całym kraju poszukuje Krzysztofa Jędrzejczaka, ps. “Jędrzej”, który uciekł z Sądu Okręgowego w Łodzi. “Jędrzej” (oskarżony o przestępstwa gospodarcze w łódzkiej “ośmiornicy”, a także podejrzany o kierowanie jej zbrojnym ramieniem oraz zlecenie dwóch zabójstw) jest najbardziej poszukiwanym przestępcą w Polsce. Kilka dni temu trafił na pierwsze miejsce policyjnej “top-listy” poszukiwanych. Nam udało się zdobyć zdjęcia z kamer sądowych, które zarejestrowały moment ucieczki przestępcy. Oto jak Krzysztof Jędrzejczak 21 maja 2002 roku wyszedł sobie z sądu.

godz. 9.00 – w sądzie rozpoczyna się proces “ośmiornicy”. Na sali siedzi 9 oskarżonych i 6 policjantów.

godz. 10.55 – przewodniczący składu sędziowskiego ogłasza półgodzinną przerwę. Oskarżeni mają być przeprowadzeni wewnętrznym korytarzem, tzw. rękawem do aresztu w piwnicy. Żaden z podsądnych nie jest skuty kajdankami.

godz. 10.56 – “Jędrzej” wychodzi z sali rozpraw jako pierwszy. Nikt go nie eskortuje. Zamiast zejść na dół, wchodzi na górę na półpiętro. Pozostali oskarżeni z policjantami schodzą do piwnicy.

godz. 10.57 – “Jędrzej” schodzi z półpiętra i wychodzi z “rękawa” przez drzwi na parterze, do głównego hallu.

godz. 10.58 – na głównym korytarzu “Jędrzej” chwilę się rozgląda (fot. 2), a następnie wchodzi za szafę i zdejmuje spodnie oraz koszulę.

godz. 10.59 – “Jędrzej” w krótkich spodenkach i koszulce wychodzi z sądu głównym wyjściem obok kilku policjantów.

godz. 11.20 – po przerwie podczas wyprowadzania oskarżonych z aresztu policjanci zauważyli, że brakuje “Jędrzeja”.

godz. 11.25 – o ucieczce dowiaduje się oficer dyżurny komendy miejskiej i komendant.

godz. 11.40 – informacja o ucieczce dociera do wszystkich policjantów w mieście, zarządzono blokady dróg

godz. 13 – do Komendy Wojewódzkiej wpływa informacja, że nim postawiono na nogi policję, “Jędrzej”
był już poza Łodzią – zmierzał do Łęczycy.

* * * * * * *

Kto jeszcze uciekł łódzkiej policji

* Kwiecień 2001 r. Dwaj tymczasowo aresztowani (jeden podejrzany o zabójstwo) skuci kajdankami uciekli z radiowozu. Dowódca konwoju poszedł… do sklepu. Policjant siedzący za kierownicą nic nie widział. Drzwi radiowozu nie były zablokowane.

* Wrzesień 2001 r. Konwojowany przestępca nie miał założonych kajdanek i uciekł podczas przeprowadzania go z VIII komisariatu do znajdującej się po sąsiedzku prokuratury. Nim funkcjonariusz się zorientował podejrzany zniknął w tłumie na Górniaku.

* Październik 2001 r. – Dyżurny IV komisariatu na Polesiu doprowadził do toalety nieletniego i pozostawił go bez dozoru. Młodzian uciekł przez nieokratowany otwór wentylacyjny.

* Grudzień 2001 r. – Przez okno toalety w widzewskiej prokuraturze zbiegł aresztant. Policjant nic nie widział, bo stał za drzwiami na korytarzu.

* Luty 2002 r. – Dwaj tymczasowo aresztowani uciekli z więźniarki. Konwojenci brak podejrzanych zauważyli, gdy dojechali do aresztu śledczego. Dwie godziny po ucieczce jeden ze zbiegów odwiedził szpital przy ul. Drewnowskiej w Łodzi, gdzie opatrzono mu obolały bark i po… 4 godzinach zwolniono. Policjanci dowiedzieli się o tym dopiero następnego dnia gdyż wcześniej nie powiadomili szpitali.

Autor artykułu: ćma

Co będzie z młynem Budowlanych?

Friday, June 14th, 2002

“Nie jest wesoło” – twierdzi kierownik drużyny rugbistów Budowlanych Grzegorz Białkowski przed ostatnim ligowym pojedynkiem łodzian z Juvenią w Krakowie (sobota, godz. 13). Nasz zespół dopadła plaga kontuzji i… grad powołań do reprezentacji.

Nie będą zdolni do gry, leczący urazy rąk i nóg: Jacek Figura, Piotr Mrowicki, Przemysław Pustowski, Przemysław Szyburski, Piotr Serafin.

Można żałować, że uraz nogi wyeliminował z gry Przemka Pustowskiego, który bardzo dobrze radził sobie w młynie podczas pojedynku z gdańską Lechią. Filar młyna reprezentacji, gracz z Wybrzeża – Dariusz Marciniak był pełen uznania dla naszego zawodnika.

Po ostatnim spotkaniu, podczas spotkania przy grillu chwalił swego rywala: ,Przemek ciebie strasznie ciężko jest ruszyć. Jesteś jak głaz”. Niestety w Krakowie Pustowskiego zabraknie.

Nie pojadą też młodzi zdolni zawodnicy: Michał Ciechanowicz, Dominik Fortuna, Michał Królikowski, Jarosław Rawecki, Łukasz Wieczorek, którzy z kadrą prowadzoną przez Grzegorza Kacałę, wyjechali do Moskwy na turniej eliminacji ME under 23.

To nie koniec strat. Nie wystąpi ukarany czerwoną kartką w spotkaniu z Lechią Adam Prach. Nie wiadomo, czy do jednego meczu zmniejszy związek karę innemu czołowemu graczowi młyna Andrzejowi Dudkiewiczowi.

Jedno jest pewne, o punkty nie będzie łatwo. Liderem rywali jest jeden z najlepszych rugbistów, były gracz klubów z Wybrzeża, zawodnik po przejściach Andrzej ,Holand” Jermakow. Łodzianie nie mają jednak wyjścia. Jeśli marzy im się ligowy medal, muszą to spotkanie wygrać i czekać na to, co wymyślą w bezpośredniej walce drużyny z Wybrzeża.

Autor artykułu: (pas)

Taksówkarze nie chcą egzaminów

Tuesday, June 11th, 2002

Taksówkarze domagają się, by specjalne kursy i egzaminy, jakie muszą teraz zdawać, dotyczyły wyłącznie nowicjuszy w tym zawodzie. W całym kraju zbierane są podpisy pod petycją w tej sprawie. Jeśli uda się ich zgromadzić 100 tys., środowisko taksówkarskie będzie mogło wystąpić z obywatelskim projektem nowelizacji ustawy o transporcie drogowym.

- Ile podpisów udało nam się zebrać, dowiemy się dopiero po 15 czerwca. Tego dnia kończy się nasza akcja – mówi Krzysztof Andrusiak ze Zrzeszenia Transportu Prywatnego. – Prowadzimy ją w całej Polsce, więc myślę, że 100 tys. podpisów nie powinno być problemem.

Kurs z egzaminem kosztuje tysiąc zł. Według obowiązujących przepisów muszą go przejść nie tylko kandydaci na taksówkarzy, ale także kierowcy o stażu pracy krótszym niż pięć lat. Każdy taksówkarz do końca grudnia 2003 roku musi także otrzymać licencję. To wydatek kolejnych 200-400 zł ( zależy od tego, na jak długo licencja ma być wystawiona).

Równocześnie ze zbieraniem podpisów, środowiska taksówkarskie z poszczególnych miast składają do sejmowej komisji infrastruktury i ministra finansów prośby o uchylenie rozporządzenia dotyczącego kas fiskalnych. Poza taksówkarzami z Łodzi zrobili to już ich koledzy z Częstochowy, Szczecina, Poznania, Warszawy, Lublina, Białegostoku, Gdańska, Krakowa i Piotrkowa Trybunalskiego. Kierowcy nie chcą montować w taksówkach kas fiskalnych, które powinny się w nich pojawić najpóźniej do września 2003 r.
- Dla nas oznacza to nie tylko konieczność zakupu kasy, ale i wymianę samego taksometru – mówi Jerzy Potaśnik z radio-taxi “919″. – Tymczasem w Polsce nie ma urządzenia, które mogłoby współpracować z kasą fiskalną. A w taksówkach państw Unii kas fiskalnych nie ma!

Autor artykułu: (sim)

Plaga mszyc i muszek w centrum miasta!

Tuesday, June 11th, 2002

Drobne muszki atakują łodzian w parkach, na skwerach, a nawet w centrum miasta – na ul. Piotrkowskiej. Oblepiają im twarze i ręce, przyczepiają się do ubrań. To mszyce i muchówki, którym panująca obecnie pogoda bardzo – niestety – sprzyja…

Najbardziej dokuczają mszyce. Są czarne i mają przezroczyste skrzydełka (przypominają muszki owocówki). Na szczęście szkody przynoszą głównie roślinom, bo żywią się ich sokami, choć dla ludzi też ich chmary są uciążliwe.

- Oczywiście nie są tak groźne jak szarańcza – uspokaja prof. Jerzy Bańbura z Uniwersytetu Łódzkiego. – Poza tym nie zagrażają ludziom, bo nie gryzą. Jedynie ich widok może drażnić oraz to, że ciągle trzeba się z nich otrzepywać. Ich samice rodzą osobniki już ze skrzydłami, dlatego w sprzyjających dla nich okolicznościach może to wyglądać na plagę. Mszyce, a zwłaszcza muchówki, pojawiają się wszędzie tam, gdzie są stawy, czy choćby zwykłe kałuże.
Mszyce najczęściej żywią się sokiem bzu, jaśminu, kaliny. Ogrodnicy skarżą się, że zjadają im liście niektórych drzew owocowych, np. czereśni, brzoskwiń, jabłoni i grusz. W ogóle bardzo lubią wszelkie wonne rośliny o nieco słodkawym zapachu.
Obecna pogoda sprzyja rozwojowi owadów. Ciepło i duża wilgotność powodują, że rozmnażają się w olbrzymich ilościach. Samice muszek składają jednorazowo tysiące jajeczek. Wylęgają się po około 2 tygodniach. Na terenach zielonych występują masowo, ich liczbę można określać w milionach. Specjaliści zapowiadają, że grozi nam też plaga komarów. Obecne warunki pogodowe są dla nich idealne.

Autor artykułu: (alp)

Dary zamiast do potrzebujących trafiły do lumpeksu

Tuesday, June 11th, 2002

Polskie Towarzystwo Pomocy Humanitarnej zorganizowało w Poddębicach zbiórkę odzieży dla potrzebujących. Worki z zebranymi ciuchami trafiły do lumpeksów w Afryce i na Ukrainie.

Zawiadomienia o zbiórce były bardzo podobne do ulotek rozwieszanych przez PCK – mówi lokator mieszkający w bloku przy ul. Sobieskiego. – Coś mnie jednak zaniepokoiło. Pojechałem za samochodem zbierającym worki z ciuchami aż do Wałbrzycha. Wszystkie trafiły do tamtejszego lumpeksu.

Polskie Towarzystwo Pomocy Humanitarnej z Gliwic ma zgodę na organizowanie takich akcji, ale nie robi ich pod patronatem Polskiego Czerwonego Krzyża.

Nina Krysiak, kierownik działu opieki i pomocy specjalnej łódzkiego PCK, o działalności towarzystwa usłyszała od zaniepokojonych mieszkańców Pabianic, Aleksandrowa, Konstantynowa i Poddębic. – Ulotki tej organizacji do złudzenia przypominają zawiadomienia rozwieszane przez PCK – mówi N. Krysiak. – Ich logo jest również bardzo podobne do znaku Czerwonego Krzyża. Nie ma wątpliwości, że “przypadkowe” podobieństwo do PCK może być korzystne dla nieznanej instytucji.

Z taką opinią nie zgadza się jednak Dariusz Sukiennik, prezes Polskiego Towarzystwa Pomocy Humanitarnej. – Ulotki zawiadamiające o zbiórce odzieży rzeczywiście są mylące, ale podobieństwo nie było zamierzone – twierdzi. – Nasza organizacja pomaga najuboższym zbierając odzież na terenie całego kraju. Część ubrań wydajemy potrzebującym: do nas może przyjść każdy i wziąć co chce. Resztę przekazujemy firmie Eco-coll. Nie wiem, co z nimi robią. Co miesiąc przekazują nam 3 tys. zł. Pieniądze leżą na koncie i zostaną przeznaczone na jakiś zbożny cel.

Urszula Płutowska, prezes firmy Eco-coll potwierdza, że część odzieży zebranej podczas akcji charytatywnych trafia do sklepów z używanymi ubraniami w Afryce i na Ukrainie.
- Do tamtejszych lumpeksów sprzedajemy około 20 proc. zebranych w Polsce ubrań. To co nie nadaje się do noszenia przeznaczamy do produkcji szmat i czyściwa.

Firma Eco-coll działa w Polsce od 12 lat. Zatrudnia 360 osób. Początkowo zajmowała się wyłącznie importem i segregacją odpadów. Od 7 lat współpracuje z instytucjami charytatywnymi przy organizowaniu zbiórek odzieży. Segreguje ją, sprzedaje do lumpeksów i przerabia.

Od redakcji:
Większość z nas przygotowując odzież dla potrzebujących jest przekonana, że trafi ona do biednych w naszym mieście lub choćby kraju. Tymczasem dowiadujemy się, że ktoś sprzedaje zebrane przez nas dary za granicę i robi na tym niezłe pieniądze. Po takich informacjach opadają ręce – wielu ofiarnych, współczujących ludzi może stracić na zawsze serce do kolejnych akcji charytatywnych…

Autor artykułu: (lb)

Przez morza i oceany

Friday, June 7th, 2002

USC Łódź-Centrum wysyła najwięcej dokumentów do USA, Kanady, Australii, Izraela, Nowej Zelandii i Niemiec.
Łodzianie, którzy wyjechali z kraju otrzymują w ten sposób odpisy aktów urodzenia, małżeństwa i zgonu oraz zaświadczenia o zdolności prawnej do zawarcia związku małżeńskiego. Rocznie archiwum akt stanu cywilnego wydaje ponad 100 tysięcy aktów.

– Dziennie otrzymujemy 100-150 listów od osób, które proszą o wydanie metryk i innych aktów stanu cywilnego – mówi Aneta Papis, zastępca kierownika USC Łódź Centrum. – Żaden list nie zostaje bez odpowiedzi, nawet jeżeli w archiwum nie ma poszukiwanych dokumentów lub mamy zbyt mało danych.

Odpisy i zaświadczenia, dla osób zamieszkałych za granicą, przesyłane są za pośrednictwem ambasad i konsulatów RP. Trwa to około dwóch tygodni.

Skrócony odpis aktu urodzenia, zgonu, lub małżeństwa dla osób zamieszkałych w kraju, kosztuje 20 złotych, a zupełny – 30 złotych.

W archiwum akt stanu cywilnego znajduje się ponad dwa miliony dokumentów. Przechowywane są przez 100 lat, a następnie przekazuje się je do Archiwum Państwowego w Łodzi. Tam umieszczona została już między innymi metryka znanego łódzkiego poety Juliana Tuwima.

Autor artykułu: (ew)

Szyny na Piotrkowskiej już pocięte

Friday, June 7th, 2002

Drogowcy usuwali wczoraj tory, które odkryli po zerwaniu nawierzchni na remontowanej ul. Piotrkowskiej. Najpierw szyny cięto palnikiem, a potem usunięto. Trafią na złom.

Trudno uwierzyć, że kiedyś tramwaje jeździły ul. Piotrkowską. Tędy wiodła pierwsza linia, uruchomiona w 1898 r. Trasa: od pl. Wolności do ul. Żwirki. Ostatnie wagony potoczyły się w kwietniu 1960 r. Dłużej kursowały autobusy.

Podczas poprzedniego remontu odcinka Piotrkowskiej od ul. Nawrot do ul. A. Struga torowisko ukryto pod kostką. W następnych latach przy modernizacji szyny już usuwano.

Autor artykułu: (mr)