Archive for July, 2002

Powrót zapaśnika Michała Busse

Tuesday, July 30th, 2002

Jego zapaśnicza kariera jest wyjątkowa. Michał Busse ma dziś 53 lata, a ostatnio w ważnym meczu Bundesligi zwyciężył 24-letniego Klausa Adamca 2:0. Łodzianin, mieszkający od 22 lat w Niemczech, zamierza wrócić w rodzinne strony i zająć się szkoleniem następców.

Busse należy do najwybitniejszych zapaśników w historii tej dyscypliny sportu. W barwach łódzkich Budowlanych siedmiokrotnie wywalczył tytuł mistrza Polski.

Zajmował szóste miejsca w mistrzostwach Europy w Katowicach oraz w mistrzostwach świata w amerykańskim San Diego. Nie omijał go jednak wielki pech. Trzykrotnie nominowany do udziału w igrzyskach olimpijskich, nigdy w nich nie wystartował. W 1972 roku w Monachium był rezerwowym, cztery lata później do Montrealu za niego pojechał działacz, wreszcie w 1980 roku w Moskwie start uniemożliwiła mu kontuzja.

Wyjechał do Niemiec. Był gwiazdą zespołów Bundesligi od najwyższej klasy rozgrywkowej do trzeciej ligi, gdzie występuje do dziś. Wszędzie w roli walczącego trenera. Nie dość że zdobywał punkty, to jeszcze wyszkolił kilku znanych niemieckich zapaśników, m.in. mistrzów tego kraju.

Święcił triumfy w mistrzostwach świata weteranów. W 1994 roku w Rzymie wywalczył brązowy medal, w 2000 roku w Niemczech był czwarty, a w ub. roku w szwajcarskim Martiny został mistrzem świata weteranów.

– Krótko po tym sukcesie występowałem w kolejnym meczu mojego zespołu Seeheim Darmstadt – mówi Michał Busse. – Działacze szykowali się do dużej fety z tej okazji, a ja liczyłem, że stoczę walkę z mało wymagającym rywalem. Tymczasem okazało się, że naprzeciw mnie staje jeden z najzdolniejszych zapaśników, o 29 lat młodszy Adamec.

Spiker ogłasza: walczy Michał nasz mistrz świata, a ja boję się blamażu. Koncentracja i doświadczenie zrobiły swoje. Wygrałem 2:0.

Prawdopodobnie nie będzie bronił tytułu mistrza świata weteranów. W sierpniu imprezę organizują Irańczycy, ale to zapalny region świata. Busse, podobnie jak inni zawodnicy, ma obawy o swoje bezpieczeństwo. Choć klub całkowicie pokrywa koszty wyjazdu, raczej zrezygnuje.

Na szczęście nie zamierza całkowicie zerwać z zapasami. Michał Busse wkrótce wróci do Łodzi i rozpocznie zajęcia z najmłodszymi. Na pewno wychowa swojego następcę.

Autor artykułu: (dk)

Milion złotych za Oriana!

Tuesday, July 30th, 2002

14-letni Orian na stałe mieszkający w Londynie przyjechał do Zgierza na wakacje. Po trzech tygodniach chłopiec został porwany. Bandyci przez 18 dni przetrzymywali go, bili i przypalali papierosami. Uwolnili go, gdy rodzina wpłaciła milion złotych okupu.

7 lipca około godz. 14 Orian jechał mercedesem ulicą Piątkowską w Zgierzu wraz ze swoim 35-letnim krewniakiem (mieszkańcem Warszawy). Na wysokości ul. Piłsudskiego kierujący mercedesem zauważył w lusterku wstecznym zielone audi, które po chwili zaczęło ich wyprzedzać. Gdy oba samochody się zrównały, kierowca audi odbił kierownicą w prawo i uderzył w bok mercedesa, po czym odjechał.

Rom jadący mercedesem ruszył za nim w pościg. Skręcili w kierunku Malinki, a następnie wjechali w drogę leśną, gdzie oba pojazdy zatrzymały się. Wtedy z audi wyskoczyło dwóch uzbrojonych bandytów (na głowach mieli pończochy), a z lasu jeszcze trzech innych, podobnie zamaskowanych i z pistoletami. Kierowca i nieletni pasażer mercedesa zostali rzuceni na ziemię. Ręce skrępowano im taśmą klejącą.

Napastnicy narzucili Orianowi na głowę szmatę i wrzucili go do audi, na podłogę przed tylnym siedzeniem. Starszego pozostawili i odjechali w nieznanym kierunku. 35-latek po 10 minutach oswobodził się i przez las dotarł do rodziny mieszkającej przy ul. Wojska Polskiego.

Audi wraz z uprowadzonym Romem zatrzymało się (jak później ustalono) w okolicach Bydgoszczy. W ciągu dnia Orian zamykany był w bagażniku i wywożony do lasu, na noce umieszczano go w różnych pomieszczeniach. Chłopak przez ten cały czas był bity i przypalany papierosami.

Już następnego dnia po porwaniu bandyci zadzwonili do Anglii, do ojca Oriana i zażądali 3 mln dolarów okupu. Później swoje żądania obniżyli do 1 mln dolarów.

Natychmiast z Anglii do Zgierza przybyła rodzina chłopca. Do poszukiwań wynajęto prywatne biuro detektywistyczne.
– W pierwszym etapie naszym głównym zadaniem było uwolnienie chłopca żywego – mówi detektyw Waldemar Czerwiński. – I udało się.

Złożenie okupu (ostatecznie umówiono się na 250 tys. dolarów) wyznaczono na

25 lipca na godz. 2. Wcześniej jednak bandyci dokładnie sprawdzali rodzinę, która, nim doszło do przekazania pieniędzy, musiała nocować we wskazanych hotelach: w Toruniu, we Włocławku, a później w konkretnym kantorze wymienić dolary na złotówki. Pieniądze (1 mln złotych) przekazano porywaczom w umówionym miejscu w bydgoskiej dzielnicy Fordon. Orian został uwolniony kilkanaście godzin później, 12 kilometrów od Sochaczewa.

– Przyjęliśmy wersję, która z dnia na dzień staje się coraz bardziej prawdopodobna – kontynuuje Czerwiński.

– Podejrzewamy, że organizatorami uprowadzenia była grupa składająca się z Polaków i Romów.

Orian za kilka dni wyjeżdża do Anglii. Wakacje w Polsce – jak nam powiedział – w pamięci pozostaną mu na długo.

O uprowadzeniu Oriana natychmiast dowiedzieli się policjanci ze Zgierza i wydziału kryminalnego Komendy Wojewódzkiej. Jednak rodzina chłopca nie życzyła sobie pomocy ze strony funkcjonariuszy. Mimo to policjanci cały czas prowadzą swoje działania zmierzające do znalezienia sprawców.

Ojciec Oriana wyznaczył 100 tys. zł nagrody za pomoc w ujęciu sprawców porwania. Wszyscy, którzy mogą pomóc proszeni są o kontakt z detektywem Waldemarem Czerwińskim (0-601-302-337).

Autor artykułu: (ćma)

Ćwierć Łodzi na wakacjach

Tuesday, July 30th, 2002

Przełom lipca i sierpnia to w Łodzi najgorszy okres do robienia interesów. Prawie co czwarty łodzianin wyjechał z miasta, więc handlowcy, rzemieślnicy i taksówkarze klną na czym świat stoi. Piotrkowska jest pusta nawet w weekend; w tramwajach łatwo znaleźć wolne miejsce; a jadąc samochodem można bez zatrzymywania się pokonać aż trzy skrzyżowania na al. Kościuszki. Jednym słowem: pustynia.

To, że w mieście pozbawionym prawie jednej czwartej ludności żyje się o wiele łatwiej (kolejki są krótsze, a transport szybszy) nie trzeba nikogo przekonywać. Jednak z takiego obrotu sprawy nie są zadowoleni przedstawiciele branż, którzy żyją ze sprzedaży swych usług i produktów.

– Liczba klientów zmniejsza się w wakacje o około 25 procent. Najgorszy jest przełom lipca i sierpnia.

Zdecydowanie odczuwa się brak w mieście dzieci – sprzedajemy o wiele mniej soczków i produktów nabiałowych – ocenia Darek Tyliński, zastępca prezesa ds. handlowych SDH „Central”.

Niezadowoleni są także taksówkarze: – Trzydzieści procent. O tyle spada latem liczba łodzian zamawiających taksówki. I tej statystyki nie poprawiają nawet tak popularne imieniny jak Anny czy Krzysztofa – mówi Mariusz Bedyniak, dyrektor jednej z firm taksówkarskich.

Lato przynosi straty także MPK. Już w czerwcu liczba pasażerów spadła o 22 proc., a w lipcu o ponad 30 proc. Podobnie jest w pubach. „Ogródki” na Pietrynie świecą pustkami.

Jednak nie wszystkie branże działają w wakacje „na pół gwizdka”.

– Liczba operacji bankowych spada w wakacje najwyżej o 5 proc. – szacuje Piotr Jerzykowski, zastępca dyrektora oddziału regionalnego jednego z banków.

Ci, którzy nie wyjechali z miasta korzystają z kin oraz starają się nadrobić zaległości w dziedzinie kultury.

– Jestem zaskoczona, ale w wakacje sprzedaż wzrosła o około 17 proc. – Dorota Makieła, dyrektor „Empiku” na ul. Piotrkowskiej. – Najwięcej osób kupuje prasę i płyty kompaktowe.

Handlowcy czekają niecierpliwie na końcówkę sierpnia. Szkolny szał zakupów pozwoli wielu z nich na odrobienie wakacyjnych strat…

Autor artykułu: (mal)

Wymienić Kuźbę na Szymkowiaka

Saturday, July 27th, 2002

Kolejny raz okazuje się, że w naszym futbolu obowiązują prawa buszu, a pisane umowy nic nie znaczą. Przykładem tego jest sprawa Marcina Kuźby. Napastnik przez kilka dni trenował z Widzewem w Jugosławii, a następnie odnalazł się we Francji na zgrupowaniu… Wisły.

Oburzony postępowaniem zawodnika i jego menedżera jest prezes Widzewa Mirosław Czesny. – Dysponujemy umową z klubem Lausanne Sports. Na dokumencie znajdują się podpisy obydwu stron opatrzone stosownymi pieczęciami i wymieniona kwota za jaką pozyskujemy napastnika. Co prawda nie mamy umowy z samym zawodnikiem, ale to wyłącznie z jego winy, bowiem nie odesłał nam podpisanego już przez siebie dokumentu. Mimo naszych wielokrotnych monitów nie chciał tego uczynić, przy okazji tłumacząc się mętnie. Kuźba tak samo postąpił w Belgradzie.

∂ Ponoć nie dotrzymaliście terminu ustalonych płatności?

– Tak twierdzi menedżer zawodnika pan Kita. Na dokumencie, który pokazałem dziennikarzom, nie ma wyszczególnionej daty zapłacenia pieniędzy. Dla uwiarygodnienia naszych dobrych chęci wysłaliśmy na szwajcarskie konto zaliczkę w wysokości 70 tysięcy dolarów. Proszę pamiętać, że nadal nie mamy podpisanej przez zawodnika umowy, choć zaproponowaliśmy mu 150 tys. dolarów za sezon.

∂ Co wpłynęło na radykalną zmianę w postępowaniu menedżera Kuźby?

– Do sprawy włączył się, zupełnie niepotrzebnie, Andrzej Grajewski. Od tego momentu menedżer zaczął wyznaczać terminy płatności za piłkarza. W środowym faksie poinformował nas, że umowę uważa za niebyłą. Z tego co wiemy Wisła Kraków zaoferowała o 100 tysięcy dolarów więcej i nagle ta dwójka zmieniła diametralnie front.

∂ Jak zamierzacie załatwić sprawę?

– To jest dla nas poważny orzech do zgryzienia. Jak walczyć o zawodnika, który w ten sposób nas traktuje. Z drugiej jednak strony nie zamierzamy się dać wykołować. Uważamy, że prawo jest po naszej stronie i będziemy dalej walczyć o piłkarza.

∂ Po co, skoro on nie chce grać u was?

– Dla zasady, by inni nie znaleźli się w podobnej sytuacji. Z tego co wiem krakowscy działacze wyrazili już wstępnie gotowość pozyskania od nas Kuźby. Jeśli w istocie otrzymamy potwierdzenie, to z chęcią zamienimy tego napastnika na Mirosława Szymkowiaka.

*****

W całej sprawie jest kilka niejasności. Pierwsza to taka, że Kita w dokumentach podpisuje się jako prezes klubu Lausanne Sports. Z kolei w Szwajcarskim Związku Piłkarskim przy nazwisku prezesa tego klubu figuruje inne nazwisko.

Pana Kity nie ma również we władzach klubu. Wiele również wskazuje na to, że zawodnik nie jest związany z Lausanne Sports kontraktem, a po prostu jest wolnym piłkarzem. Można zatem przypuszczać, że jego menedżer chce zarobić na transakcji, stąd też natychmiast przystał na znacznie atrakcyjniejszą dla niego propozycję Wisły i teraz szuka pretekstu, by wystawić Widzew do wiatru.

Autor artykułu: (hof)

Piłkarze bez pieniędzy

Saturday, July 27th, 2002

Na wczorajszy trening ŁKS przyjechali nawet piłkarze, który od dawna leczą kontuzje. Niektórzy kuleli, idąc na spotkanie z prezesem ŁKS SSA Waldemarem Pruskim. Niestety, obiecanych wypłat zaległych kontraktów i premii nie było. Prezes Pruski stwierdził, że pieniądze będą, ale w najbliższy wtorek.

– Mieliśmy wielkie nadzieje, ale po spotkaniu z prezesem wychodziliśmy w minorowych nastrojach – powiedział nam Artur Błażejewski. – Jesteśmy przybici, by obiecywano nam wiele. Na razie nie jest nic robione, aby było lepiej.

∂ Czy znów zdecydujecie się na strajk?

– Jesteśmy profesjonalistami i staramy się jak najlepiej wykonywać swoją pracę. Nadchodzą jednak takie dni, że zaczyna brakować pieniędzy. Jesteśmy młodymi piłkarzami i żaden z nas nie jest ustawiony finansowo. Zdajemy sobie sprawę, że klub może przeżywać trudności, ale każdy z nas ma swoje wydatki, plany finansowe, długi i jeśli po raz kolejny pieniędzy nie otrzymuje, przychodzi załamanie.

∂ Otrzymujecie tylko pensje…

– Rzeczywiście mamy je wypłacane regularnie. Ale sumy kontraktowe oraz premie stworzyły duże zaległości, bo nie są wypłacane od poprzedniego sezonu. Już kilkakrotnie ustalane były terminy wypłat, ale nic z tego nie wychodziło. Żyjemy od pierwszego do pierwszego.

∂ Nie denerwuje was, że podpisywane są kontrakty z nowymi zawodnikami, a wobec tych starszych rosną zadłużenia?

– Myślę, że tak nie powinno być. Część starych zawodników nawet nie została zaproszona do podpisania nowych umów. A przecież powstała spółka ŁKS SSA przejmuje zawodników ze stowarzyszenia ŁKS. Nowi zawodnicy są już związani umowami z ŁKS SSA, a starsi nie. Ja nawet nie miałem proponowanych warunków. Nawet nie wiem czego się spodziewać.

∂ Proszę powiedzieć, ile wynoszą pensje, które dziś otrzymują piłkarze ŁKS?

– Na temat finansowych konkretów nie mogę mówić. Na pewno jest to bardzo przeciętna pensja. Starczy zaledwie na opłacenie rachunków i na paliwo.

Autor artykułu: (dk)

Mierzejewski i Flejter w ataku ŁKS

Saturday, July 27th, 2002

Nowi zawodnicy wystąpią w drużynie ŁKS w dzisiejszym sparingowym meczu z pierwszoligową Polonią Warszawa w Piastowie. Początek o godz. 11.Trener Włodzimierz Gąsior do gry w ataku desygnować ma dwóch testowanych w ŁKS piłkarzy.

Parę napastników tworzyć będą: Marcin Flejter, grający ostatnio w Pomeranii Police oraz Łukasz Mierzejewski, dotychczasowy gracz warszawskiej Legii. Mierzejewski wczoraj po raz pierwszy trenował z drużyną ŁKS. To zdolny gracz, członek srebrnej reprezentacji Polski juniorów. Piłkarz rozegrał 13 meczów w ekstraklasie, strzelając w ub. sezonie jednego gola, w przegranym przez Legię meczu ze Śląskiem 3:4.

Flejter zaś był jednym z najlepszych strzelców drużyny z Polic. Z nim w składzie Pomerania dotarła nawet do ćwierćfinału Pucharu Polski w 2000 roku. W 1/8 finału drużyna ta pokonała po dogrywce Lecha Poznań 3:2, a zwycięską bramkę uzyskał właśnie Flejter. W ćwierćfinałowych, przegranych po 0:1 meczach z Polonią był zmiennikiem grającego w Pogoni Piotra Kosmalskiego.

O obu tych zawodnikach bardzo ciepło wypowiadał się wczoraj trener Włodzimierz Gąsior. Jeśli pozytywnie zdadzą test w dzisiejszym meczu z Polonią, zostaną w ŁKS. Równie dobrą opinię szkoleniowcy łódzkiej drużyny mają o Piotrze Dudzie.

Na wczorajszym treningu zawodnik ten pokazał swe duże możliwości. Może grać ostatniego obrońcę, a także w pomocy, gdzie bardziej mógłby wykazać się swą dużą umiejętnością, czyli silnymi strzałami z dystansu. Duda w październiku skończy 21 lat. W ub. sezonie w barwach Ruchu debiutował w ekstraklasie. Rozegrał 14 meczów, nie zdobył gola. Swe pierwsze piłkarskie kroki stawiał w dobrze znanym trenerowi Gąsiorowi klubie – Stali Mielec.

Nie będzie grał natomiast w ŁKS Marcin Staniek. Obrońca Odry Wodzisław nie przekonał swą postawą szkoleniowców ŁKS i został odesłany do domu.

Zmartwieniem trenerów są kontuzje w drużynie z al. Unii. Marcin Kubsik leczy się już od dawna, ale niespodziewanie pojawiły się kolejne urazy. Po meczu reprezentacji młodzieżowych z Finlandią kłopoty z achillesem ma Artur Błażejewski, pachwina dokucza Jackowi Sorbianowi. Utykając na trening przyszedł Cezary Czpak. Żaden z tej czwórki piłkarzy nie zagra przeciwko Polonii. Oby wyleczyli się do pierwszego meczu ligowego.

Autor artykułu: (dk)

To jest tragedia

Thursday, July 25th, 2002

Roman Stępień – prezes ŁKS: – Wracam właśnie z Warszawy, gdzie dowiedzieliśmy się o zmniejszeniu wypłat z Canal+ i jestem w minorowym nastroju. Dla nas taka decyzja jest tragedią. Liczyliśmy na zwiększenie tych dotacji, a okazuje się, że zostały zredukowane o 40 procent.

Zostaliśmy jednocześnie zmuszeni do redukcji naszych potrzeb. Trudno od razu powiedzieć, jakie cięcia nastąpią w ŁKS, ale chyba będziemy musieli zrobić to, co w innych klubach. Niestety, konieczne będzie renegocjowanie kontraktów z zawodnikami.

Jak sądzę, do takich działań posuną się prezesi prawie wszystkich klubów, może poza Amiką Wronki czy Wisłą Kraków.

Realia gospodarki są bardzo przykre. Dla nas pieniądze z Canal+ były bardzo ważne, liczyliśmy na to, że uda nam się zbudować silną drużynę. W dzisiejszych czasach trudno o sponsora, który pomógłby w załataniu tej dziury budżetowej, powstałej po cięciach telewizyjnej stacji.

Autor artykułu: (dk)

Koniec wyłączności

Thursday, July 25th, 2002

Prezes Widzewa Mirosław Czesny uważa, że decyzja Canal+ powinna zmusić do działania PZPN. – Sądzę, że wczoraj stworzyła się sytuacja, w której istnieją poważne podstawy do rozwiązania umowy o monopolu tej stacji telewizyjnej na pokazywanie spotkań naszej ekstraklasy. Redukcja o 40 procent wydatków na futbol nie powinna już gwarantować wyłączności Canal+.

Teraz pole do popisu ma piłkarska centrala, która powinna znaleźć innych medialnych sponsorów, którzy weszliby w powstałą lukę. Samą decyzją PZPN nie jestem zaskoczony, ale jedynie wysokością cięć, Gdyby dotacje zmniejszono o 10 czy 15 procent, to byłoby to zrozumiałe, bo przecież sytuacja nie jest najlepsza, ale 40 procent to jest bardzo dużo.

∂ Czy wpłynie to na skład Widzewa?

– Gdybym wcześniej wiedział o takich decyzjach, to nie budowałbym takiego składu. Teraz jesteśmy już po podpisaniu kontraktów i nie mamy innego wyjścia, jak spróbować zabezpieczyć potrzebne środki. Stajemy przed kolejnym wyzwaniem, by szukać nowych sponsorów, którzy chcieliby wspomóc Widzew. Na dziesięć dni przed startem sezonu nie jest to dobra sytuacja. Myślę, że ta decyzja może nieść za sobą negatywne skutki. Przecież wiele polskich klubów, łącznie z Widzewem, ma kłopoty związane z finansową przeszłością. Może być źle z polską piłką, jeśli nie znajdzie się nowych sponsorów.

∂ PZPN dopuszcza możliwość renegocjacji kontraktów. Zdecyduje się pan na taki ruch?

– Temat jest bardzo trudny. Będziemy się musieli poważnie nad nim zastanowić. W tej chwili nie mówię tak, ale też nie mogę powiedzie, że nie. Wiele wyjaśni się w najbliższych dniach.

∂ Piłkarze mogą być niezadowoleni, kiedy będziecie chcieli im zmniejszyć zarobki.

– To jest normalne, bo kto się cieszy, kiedy zmniejsza się mu pensję? Chcemy, by nasi piłkarze mieli jednak motywację do gry.

Autor artykułu: (hof)

Nieoczekiwana zmiana… głosu

Thursday, July 25th, 2002

Po dwóch miesiącach łódzka grupa Nietykalni znów zmieniła wokalistkę. Dotychczasowa, Paulina Góral, z przyczyn osobistych zrezygnowała ze współpracy z zespołem. Jej miejsce zajęła Magda Brzozowska.

– Decyzja Pauliny była dla nas dużym zaskoczeniem – mówi Arek Stasiak. – Zdążyła już zaistnieć jako członek grupy.

Stacje radiowe nadają pierwszy utwór z jej wokalem, mieliśmy nagrywać następne. Stało się inaczej. Zespół musi jednak działać dalej, dlatego zdecydowaliśmy się natychmiast zaangażować nową osobę.

Wybór padł na Magdę Brzozowską. Podobnie jak Paulina brała udział w castingu na wokalistkę grupy, jaki odbył się w maju br.

– Była w trójce dziewczyn, które podczas przesłuchań wypadły najlepiej. Postawiliśmy początkowo na Paulinę, ale w świetle zaistniałej sytuacji zaproponowaliśmy współpracę Magdzie – wyjaśnia Stasiak.

Magda Brzozowska ma 22 lata, studiuje marketing i zarządzanie na Politechnice Łódzkiej. Śpiewa od dziecka. Występowała w zespole dziecięcym „Pędziwiatry”, na amatorskich festiwalach piosenki (m.in. Festiwalu Piosenki Angielskiej w Brzegu), a ostatnio także w „Drodze do gwiazd”.

Autor artykułu: (pij)

Łódź pomogła Katowicom

Tuesday, July 23rd, 2002

∂ Czy organizacyjny sukces meczów Ligi Światowej siatkarzy staje się już łódzką specjalnością?

Bogusław Adamski prezes ŁZPS: – Wszystko na to wskazuje, że jesteśmy skazani na sukcesy w tej dziedzinie. Mówiąc już jednak poważnie, to bardzo się cieszę, że kolejny raz udało się nam zorganizować wzorowo poważną imprezę. Łódź gościła po raz piąty najlepsze zespoły świata. Czterokrotnie w ramach ligi światowej i raz organizowaliśmy eliminacje mistrzostw globu. Widać, że nasza hala ma jakiś magnes, bo za każdym razem trybuny wypełnione są niemal do ostatniego miejsca.

∂ Ponoć Łódź jest liderem?

– Rzeczywiście. Wśród wszystkich spotkań siatkarskiej Ligi Światowej w naszej hali zameldowało się najwięcej kibiców. Wyprzedzenie w tej klasyfikacji Brazylii, gdzie kibic przychodzi na mecze niemal automatycznie, to wielkie osiągnięcie. Jednym słowem mamy się czym pochwalić.

∂ Czyli był również sukces propagandowy?

– To nam także sprawiło satysfakcję. Widać, że w Łodzi jest ogromne zapotrzebowanie na siatkówkę. Trzeba to wykorzystać. Gdyby jeszcze sponsorzy zechcieli spojrzeć na naszą dyscyplinę łaskawszym okiem, to można również pomyśleć o silnych klubach.

∂ Póki co siatkarki uciekają z Łodzi?

– To mnie bardzo boli. Niestety, jako związek nie mamy na to najmniejszego wpływu. Działacze mogą sobie dowolnie rozwiązywać sekcje, wypuszczać z klubów zawodniczki.

∂ Jakie jest wyjście z sytuacji?

– W tej chwili nie widzę żadnego. Rola związku może się jedynie ograniczać do apelowania i przekonywania. Na politykę klubów nie mamy żadnego wpływu.

∂ Ale obecna sytuacja prowadzi do zagłady seniorskiej siatkówki w Łodzi…

– Wszystko na to wskazuje, że jeszcze przed rozpoczęciem sezonu dwie nasze drużyny są najpoważniejszymi kandydatami do opuszczenia serii B I ligi. Z tego co zdążyłem zauważyć nikt się tym nie przejmuje. Dopiero później będziemy biadolić.

∂ Wróćmy jeszcze do siatkówki w najlepszym wydaniu. Czy po meczach z Argentyną szanse Łodzi na organizację ME 2005 wzrosły?

– Bez wątpienia. Pokazaliśmy, że potrafimy sprawnie przeprowadzać poważne międzynarodowe zawody. W tym wypadku nie chodzi tylko o Łódź, ale nasz kraj. Przy okazji pomogliśmy Katowicom. Jestem przekonany, że na meczach z Brazylią „Spodek” będzie pękać w szwach.

Autor artykułu: (hof)