Pełne, ale jeszcze wciąż nieoficjalne wyniki niedzielnych wyborów potwierdzają to, o czym napisaliśmy już wczoraj w „Expressie” – do drugiej tury wyborów prezydenckich przeszli Krzysztof Jagiełło i Jerzy Kropiwnicki.
Przy bardzo niskiej frekwencji, (głosy oddało ledwie 22–24 proc. uprawnionych) pierwszy z kandydatów zyskał 37.1 proc. głosów, drugi – 25 procent.
Rozmawiamy z Krzysztofem Jagiełło, kandydatem SLD-UP na prezydenta Łodzi
∂ A jeśli przegra pan wybory?
– Odbiorę to jako polityczną porażkę. Zrezygnuję z funkcji szefa łódzkiego SLD.
∂ Zapowiadał pan swe zwycięstwo w pierwszej turze…
– Tak, wskazywała na to większość sondaży. Okazały się bardziej optymistyczne niż rzeczywistość. Teraz muszę skuteczniej przekonywać łodzian do tego, o czym mówiłem i co robiłem. Będę cały czas mówił o najważniejszym: miejscach pracy, bezpieczeństwie i pozyskiwaniu inwestorów.
∂ Skąd tak niska frekwencja?
– Do wyborów nie poszła część elektoratu lewicowego. To bardzo niepokojące. Może zostali uśpieni optymistycznymi wynikami sondaży, uważali, że wygrana jest pewna. Mam nadzieję, że w drugiej turze udział weźmie maksymalna liczba łodzian o poglądach lewicowych. W wyborach do Rady znaczące poparcie uzyskały partie radykalne – LPR i Samoobrona, co jest niepokojące przed czekającym nas referendum w sprawie przystąpienia do Unii Europejskiej.
∂ Stara się pan o poparcie tych, którzy głosowali na pozostałych kandydatów?
– Oczywiście. Nie wykluczam współpracy z żadnym ugrupowaniem politycznym, może poza tymi najbardziej skrajnymi.
*****
Rozmawiamy z Jerzym Kropiwnickim, kandydatem ŁPO na prezydenta Łodzi
∂ Co będzie, jeśli pan przegra?
– Pozostanę tym kim jestem – nauczycielem akademickim, prowadzącym działalność naukową i polityczną.
∂ Jak odebrał pan wyniki pierwszej tury wyborów prezydenckich?
– Wynik zaskoczył mnie, ale jeszcze bardziej wzruszył. Tak małej przewagi kandydata, urzędującego prezydenta z SLD, nie przewidziały przecież żadne sondaże.
∂ Czy przed II turą zmieni pan sposób prowadzenia kampanii?
– To pytanie do szefa mojego sztabu wyborczego. Jak dotąd, poza krótkim wyjazdem za granicę, w trakcie całej kampanii nie było dnia, bym nie spotkał się z wyborcami. A to, że byłem rzadko widoczny w mediach, wynika stąd, że niektóre z nich zachowywały się bardziej jak części sztabów wyborczych określonych kandydatów, nie jak środki komunikacji społecznej.
∂ Czy liczy pan na poparcie tych, którzy głosowali na innych kandydatów?
– Będziemy rozmawiali z każdą grupą wyborców. Mam też nadzieję, że prawica się zjednoczy. Tym bardziej że już przed pierwszą turą dwóch bardzo silnych kandydatów zrezygnowało na moją korzyść. Myślę, że rozmowy, które się dotąd nie powiodły, teraz zakończą się inaczej. Zniknie bowiem jeden z powodów niepowodzenia – chęć autopromocji przy okazji wyborów samorządowych.
Autor artykułu: (kow)