Widzew zdobył w spotkaniu z Górnikiem Zabrze kolejne trzy punkty i zrobił kolejny krok do utrzymania się w ekstraklasie. Zwycięskiego gola dla łódzkiego zespołu zdobył w 24 min. meczu Robert Dymkowski. Łodzianie mają 2 pkt. przewagi nad zagrożoną spadkiem strefą.
Przed meczem wszyscy obecni na stadionie minutą ciszy uczcili pamięć zmarłego Antoniego Nockowskiego. W pierwszych minutach meczu nie działo się na boisku nic ciekawego. Piłka najczęściej przebywała w środku pola, a piłkarze nie potrafili przeprowadzić składnej akcji.
W zespole gości bardzo aktywny od samego początku spotkania był Adrian Sikora. To on sprawił, że jako pierwszy musiał interweniować Zbigniew Robakiewicz. W 11 min. odważnym wybiegiem wyprzedził napastnika z Zabrza. W odpowiedzi, po dośrodkowaniu Macieja Terleckiego i strzale głową Roberta Dymkowskiego, golkiper Górnika Zabrze – Michał Wróbel wybił piłkę za linię końcową. Po rzucie rożnym groźnie, tuż nad poprzeczką, strzelał głową Piotr Włodarczyk.
W kolejnych minutach inicjatywę przejęli widzewiacy. W 18 min. meczu Kazimierz Węgrzyn próbował zaskoczyć zabrzan strzałem z przewrotki, ale piłka trafiła w nogi zabrskich obrońców. Pięć minut później mocno, ale niecelnie z dystansu ok 25 m uderzył Brazylijczyk Giuliano.
Po upływie kolejnej minuty Widzew prowadził 1:0. Po wymianie podań pomiędzy Patrykiem Rachwałem i Terleckim, kapitan polskiej młodzieżówki posłał piłkę do Giuliano. Brazylijczyk głową przekazał futbolówkę do Dymkowskiego, który przyjął ją na klatkę piersiową i dokładnym uderzeniem umieścił w dolnym rogu bramki Górnika.
Po objęciu prowadzenia widzewiacy więcej uwagi poświęcili obronie własnej bramki. Słabo w środku pola spisywali się w tym czasie Jerzy Podrbożny i Maciej Terlecki, którzy nie potrafili zawiązać ofensywnych akcji. Dwa razy natomiast było gorąco pod bramką Widzewa. W 30 min. meczu Sikora wywalczył rzut rożny, po którym Jacek Wiśniewski głową posłał piłkę tuż nad poprzeczką łódzkiej bramki. Po dziesięciu minutach fatalnie zagrał Robakiewicz. Wykopując piłkę trafił nią wprost w Sikorę, który chyba tylko dlatego nie wykorzystał sytuacji, bo był zaskoczony prezentem.
Po przerwie gra właściwie rozpoczęła się w 63 min. meczu, gdy widzewiacy przeprowadzili pierwszą w drugiej połowie groźną akcję. Z lewej strony dośrodkował Darci Monteiro, a Grzegorz Lekki uprzedził Włodarczyka i jak się mówi, zdjął łódzkiemu napastnikowi piłkę z głowy. Dziewięć minut później Podbrożny, spisujący się w drugiej połowie znacznie lepiej niż do przerwy, rozegrał piłkę z Dymkowskim, podał do Monteiro, ale Brazylijczyk strzelił wysoko nad poprzeczką.
W 73 min. Giuliano uderzył z dystansu, ale piłkę zmierzającą w środek bramki złapał Wróbel. Po dwóch minutach znów przy piłce na lewej stronie boiska był Monteiro, posłał piłkę dokładnie do Włodarczyka, który strzeliłą mocno z woleja. Piłka ku rozpaczy napastnika Widzewa i kibiców trafiła w zewnętrzną stronę słupka.
W 78 min. Podbrożny z lewej strony pola karnego z rzutu wolnego celował w przeciwległe okienko bramki Górnika, ale strzał był niecelny. Minutę później po indywidualnej akcji znów Podbrożny próbował zaskoczyć Wróbla, ale bramkarz Górnika był na posterunku. Dwie minuty później Sikora popisał się efektowną przewrotką, ale Robakiewicz bez trudu złapał zmierzającą w niego piłkę.
Jeszcze w 90 min. gry Włodarczyk mógł podwyższyć rozmiar zwycięstwa Widzewa. Otrzymał bardzo dokładne podanie od Rachwała, ale źle przyjął piłkę na klatkę piersiową. Wróbel wyszedł daleko przed swoją bramkę i zażegnał niebezpieczeństwo.
Autor artykułu: (mm)