Od nowego roku weszła w życie ustawa, zgodnie z którą przy krótkim zwolnieniu (do 7 dni) za pierwszy dzień nieobecności w pracy nie otrzymujemy zasiłku chorobowego. Kto choruje 6 dni, dostaje pieniądze tylko za 5 dni. Nowe przepisy sprawiły, że krótsze choroby stały się nieopłacalne.
– W ciągu ostatnich kilku lat pracownicy coraz mniej i coraz krócej chorowali. Gwałtowna zmiana nastąpiła na początku tego roku – mówi Jerzy Pietrasik, rzecznik łódzkiego ZUS-u.
Nie wiadomo jak wiele z tych zwolnień jest uzasadnionych. W wyniku wyrywkowych kontroli ustaliliśmy, że przez pierwsze trzy miesiące roku w Łodzi wyłudzono w sumie 2100 dni chorobowego. Ale to tylko niewielki odsetek, bo pracownicy ZUS-u kontrolują tylko dłuższe zwolnienia. Gdy pracownik choruje 7 dni, może zwolnienie dostarczyć firmie w ostatnim dniu i wówczas nie ma żadnej możliwości przeprowadzenia kontroli.
Z porównań danych statystycznych wynika, że w tym roku przez pierwszy kwartał łodzianie chorowali sto trzydzieści tysięcy dni więcej niż w tym samym okresie roku 2002! Każdego dnia na zwolnieniu było 1500 osób więcej niż w poprzednim roku. Zasiłki chorobowe wypłacone za ten okres były wyższe o prawie 6 milionów złotych.
Andrzej Karpiński, właściciel firmy budowlanej, zauważył, że od momentu wejścia w życie nowych przepisów prawie żaden z jego pracowników nie przychodzi z krótkim
3–5-dniowym zwolnieniem.
– Ludzie potrafią liczyć i odmawiają krótszego chorobowego, bo sporo na tym tracą. Trudno im się dziwić – twierdzi Andrzej Karpiński.
Takie działanie spowodowało jednak poważne kłopoty firm. Za zwolnienia krótsze niż 30-dniowe płacą bowiem ich właściciele.
Finansowych skutków obowiązującego od 1 stycznia przepisu o bezpłatnym pierwszym dniu choroby wystraszył się też rząd. W najbliższym czasie bzdurny przepis ma być zmieniony.
Autor artykułu: (kz)